piątek, 28 grudnia 2012

Nie lubię

Powrotów do codzienności po świętach. W dodatku jakieś cholerstwo mnie rozkłada, bo wlazło na gardło.

Święta upłynęły bardzo spokojnie i w bardzo okrojonym składzie rodzinnym. Po tym jak Lenka dostała kociokwiku w Wigilię, nie spała cały dzień, wytrwała Wigilię nr 1 a podczas Wigilii nr 2 spała nieprzytomna, odpuściliśmy sobie jakiekolwiek wyjazdy w dalszą rodzinę. W 1 dzień Świąt leniliśmy się cały dzień, dopiero ok 16 zawitali do nas moi rodzice z siostrą i już szwagrem. Wieczorem miałam wyczekane wychodne i z prawie wtedy Szwagrem moim, poszliśmy w tango ;) Ojjj nie będziecie zdziwieni jak dodam, że cudownie się bawiłam i wywaliłam z siebie całe zło świata jakie we mnie zalegało :) Następna impreza w Wielkanoc a w między czasie przy dobrych wiatrach poweselimy się :))) W związku z tym, że w święta się bawiłam a Mąż był w domu z Lenką, w Sylwestra to on będzie się %%% a  ja będę doglądać Córy :)
W 2 dzień świąt zamierzaliśmy wyruszyć do teściów a okazało się, że oni wybyli dalej do rodziny w związku z czym by nie wybijać z dopiero co odzyskanego rytmu, nigdzie się nie wybraliśmy. 

To były nasze Święta w 3 i bardzo nam było z tym dobrze. Tak bardzo nam brakuje czasu spędzonego razem i nie ubolewałam nad resztą rodziny mimo tego, że czekali na nas ;) 

Wigilia nr 1 była w dziwnej atmosferze co nadrobiła Wigilia nr 2 (która u kogo możecie się domyślać). Prezenty udane, co pewnie zaprezentuję dopiero po niedzieli. Dziś ogarnęłam chałupę po świątecznie a jutro będę oczekiwać kolędy :)

Zębiska idą, autentycznie jestem tym zmęczona bo 4 wyżynają się od września a 3 też nadchodzą, bo dziąsła biedne... W nocy Lenka śpi źle, kupy są baardzo brzydkie a dziś jest stan podgorączkowy. Do tego nerwówka i zachowania agresywne. I jak ktoś mówi, mając noworodka lub nieco starszego niemowlaka, że później będzie lepiej mam ochotę strzelić w łeb. Ząbkowanie jest koszmarne i końca tego cholerstwa nie widać. Tak wiem, że kiedyś wyjdą zęby ale u nas spokojnie one nie wychodzą a pobudek w nocy jest średnio 5...

A Szwagier jest Szwagrem od wczoraj :)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Świąt udanych!



Świąt udanych! Świąt wesołych! 
W miłości, z najbliższymi!
Spokojnych i szczęśliwych!
I prezentów ładnych!

A to moja choineczka:

 :))))

piątek, 21 grudnia 2012

Przełom świąteczny

Załapałam bakcyla. Chałupa lśni, jeszcze tylko dopracować muszę parę drobiazgów a przy dobrych wiatrach jutro będzie choinka. Choinka przejdzie metamorfozę - rok temu były kolorowe lampki i dominacja czerwonych ozdób. Teraz mam w planach ochłodzenie, srebrne, jasne bombki, niebieskie cuda od Agnieszki z akcentem fioletu. Wizja w głowie jest! ;)

Miałam szczęście! Gdy rozparcelowałam paczkę ręce mi się trzęsły... takie cuda dostałam! :

Lenka moja Córka na ozdobach choinkowych coś niesamowitego!

Nie wpadłam na tak genialny pomysł ale jestem dumna też z moich prostych aniołków, które powędrowały do Okruszka:





Końca świata dziś nie było ku rozczarowaniu co niektórym. U mnie coś pękło, jakoś się lżej zrobiło...? Wolałabym nie zapeszać ;)))
 


czwartek, 20 grudnia 2012

wtorek, 18 grudnia 2012

Akceptacja

To moja największa zmora z dzieciństwa. Szarpię się z akceptacją jak z pijakiem. Wiem dlaczego tak jest - jako nadpobudliwe i nieokiełznane dziecko nie byłam akceptowana w ogóle. W okresie dorastania miałam mnóstwo przyklejonych etykietek, które dogłębnie wryły mi się w psychikę i odbiły na zdrowiu fizycznym. Bycie wyrzutkiem czy też napiętnowaną jest potwornie ciężkie i wyczerpujące. Wiąże się z tym mnóstwo negatywnych uczuć. Nie potrafiłam pojąć dlaczego tak się dzieje i czemu jestem winna. Żyłam w okrutnym przekonaniu, że jestem kretynko-idiotko-głupią do potęgi N-tej. Niska samoocena a w zasadzie brak poczucia jakiejkolwiek wartości - uważałam, że jestem absolutnie bezwartościowa i mam same złe cechy, z których z czasem zrobiłam niejako swoje mocne strony - czyli wredna i bezwzględna suka. W takiej skórze żyło mi się dobrze do czasu.

Człowiek miliony razy w życiu staje w obliczu zawrotnych sytuacji gdzie musi się zmierzyć sam ze sobą. Ja też wiele razy przechodziłam zwroty o 180stopni ale największym było urodzenie Córki. Córka wyzwoliła we mnie wszystkie emocje jakie do tej pory odczułam, nawet te które zakopałam gdzieś głęboko. Jako matka przechodziłam chyba, wszystkie możliwe fazy od bezsilnej, przez wszechmocną bo zagubioną i pewną siebie...

Dziś nie czuje się pewna siebie a od jakiegoś czasu uważam, że jako matka odnoszę same porażki. Moja pewność siebie legła w gruzach. Drażni mnie wszystko dookoła, wściekam się i ciskam jak kupa w bucie. Absolutnie nie akceptuje rzeczywistości w jakiej się znajduję co niestety odbija się na wszystkich. Mam krzywą i spiżdżoną gębę, zamiast rozmawiać warczę, burkam i cedzę przez zęby. Jestem znudzona codziennością i nakręcam się sama doprowadzając do wybuchów. Jestem absolutnie beznadziejna w każdym calu i szlag mnie jasny trafia z tego powodu. Mimo odbytej rewelacyjnej terapii DDA, przeczytaniu mnóstwa książek mam wrażenie, że wieloletni wysiłek i ogrom pracy włożony w wyprostowanie mózgownicy poszedł na marne. Jestem absolutnie i pod każdym względem rozchwiana emocjonalnie jak nastoletnia gówniara. Nie mogę dojść ze sobą do ładu a nie mam kompletnie sił na rozgrzebywanie wszystkiego od nowa. Szczerze mówiąc w tej beznadziejności rzygam opiniami, diagnozami i wszystkim tym co mi szczególnie zatruwa egzystencję.

Tęsknię za energią, która kiedyś mnie rozsadzała, za głupawkami jakie odbijały mnie nader często. Macierzyństwo wyprowadziło mnie w cholerę, bo straciłam zapał i serce do mycia mamą. Pomysłów na ruszenie z miejsca brak... Wyjałowiona jestem z radości... I nie cierpię siebie w takim stanie. Najchętniej wyszłabym z siebie i wyfrunęła w siną dal.

To już nawet nie jest frustracja, bo na frustrację sił nie mam ale totalna obojętność do tego co robię. Jakoś nigdy spędzanie życia w domu z Dzieckiem nie było dla mnie czymś wyjątkowym i specjalnym. To ciężka i niewdzięczna praca. Tak niewdzięczna, bo co Dziecku z matki, która jest non stop skrzywiona, naburmuszona i niezadowolona z życia?

poniedziałek, 17 grudnia 2012

JEST!

ZIMA! Cudowna, biała, zasypana ahh uwielbiam, kocham i moje Dziecię też. :) Czekamy na sanki bo ciężko nam się przemieszczać :D Przy dobrych wiatrach dziś już będzie :)))


Pies pożyczony od sąsiadów - Kaja nas lubi a My ją więc przychodzi do nas i dostaje małe co nie co :)

Po załamce ani śladu. Tryskam energią, cieszę się do ścian. @ przyszła a ja miałam najgorsze w życiu PMS wraz z myślami samobójczymi. Niestety "tylko" hormony potrafią człowieka wyprowadzić z równowagi i doprowadzić na skraj życia. @ mam wyjątkową okrutną, ketonal jem, no spe i espumisan... Brzuch boli z każdej strony i nie tylko brzuch bo szaleje wszystko również jak przy rota...

I co? Ja się dalej cieszę :P

piątek, 14 grudnia 2012

Załamka

Przechodzę załamanie na polu matczynym.
Jestem zmęczona - wieczorami padam zaraz jak zaśnie Dziecko po 21...
Nie mam na nic czasu.
Nie mam sił w ogóle... wyczerpana jestem ze wszystkiego...

Z przerażeniem myślałam już od początku grudnia o zbliżających się świętach. Jestem zmordowana tym, że próbuję sprzątać przedświątecznie z Dzieckiem, którego mam po uszy... Autentycznie jestem zmęczona przebywaniem z moją Córką. Mieszkamy w pomieszczeniu gdzie oddzielnym pomieszczeniem jest mikra łazienka - reszta mieści się w drugim pomieszczeniu gdzie nie ma nawet wolnego kąta... Rok temu o tej porze żyłam w przekonaniu, że dziś będę mieszkać we własnym domu - ale to temat rzeka, na który nie mam sił... w tym tygodniu zwalczyliśmy ogromnego grzyba na ścianie przy lodówce... to mnie totalnie dobiło... Lenka nie pozwala mi na zrobienie czegokolwiek - głupie wytarcie kurzu sięga rangi niemożliwej co dla mnie jest katastrofą. Nie potrafię siedzieć i przebywać z Córką bo mnie doprowadza do rwania sobie włosów z głowy. Krzyczałam na Nią zbyt wiele razy przez co od jakiegoś czasu potwornie się zadręczam... mając przeświadczenie o krzywdzie jaką sprawiłam...

Nie chce mi się żalić na swój los - nie o to chodzi. Jestem potwornie zmęczona i wyzuta z sił... I nie chcę zastanawiać się czy to znowu hormony... mam dość swoich hormonów siebie samej w ogóle...

środa, 12 grudnia 2012

Portki

Lenka wyrasta ze wszystkiego i wzdłuż i wszerz. Dziś kupiliśmy pampki w rozmiarze 5. Upolowałam płaszczyk/kurtkę długą na 92 i wcale nie jest wielka. Wszystkie bluzeczki, bluzy wymieniłam na 86... rajty 92-98. A tu jeszcze idą kolejne zębale i zdaje się, że i skok rozwojowy bo Dziecię krzyczy duuużo krzyczy i piszczy. 

W sobotę upolowałam kombinezon... wariatka ze mnie totalna! Biegałam po mieście jakby mi się motorek w tyłku palił. W sh nic nie było, na bazarze chińszczyzna za 50zł, do firmówek nie zachodziłam bo wiedziałam, ze drożyzna (chociaż w planach miałam). Dotarłam do sklepu textil market, tak to się u nas nazywa. Szukałam i Pani pokazała mi coś tak ciekawego, że zdębiałam a jak zobaczyłam cenę oczy mi mało nie wylazły - 18,99zł. Śmiałam się z tego cuda, Pani mówi, żebym brała bo tanie jak barszcz no i wzięłam! Pomyślałam, że do latanie przy domu się będzie jak znalazł!

Jak ubrałam Lenkę w to cudo wszyscy śmialiśmy się do łez - nasz pakierek :) Lence się spodobało :-D jest świetny, miękki, od wewnątrz czerwony polarek i wspaniale amortyzuje przy upadkach :)))

Musiałam wymienić wszystkie portki - jeansy zapinane na suwak, więc znalazłam spodenki w gumkę:

Od lewej - 2zł, w środku 3zł i czerwone, grube, wełniane 2zł
 
Ogrodniczki są wspaniałe! mają z tyłu gumkę h&m za 3zł :)
 

Brąz nie tylko dla chłopców! Lenka wygląda w tej koszuli czadowo :) jest cudowna, flanelowa i za 2zł :D


Mam jobla na punkcie ciuchów dla Córki, dziś upolowałam parę perełek, jak ubiorę pokażę oczywiście :) A poluję pilnie na body w rozmiarze 92 na długi rękaw albo 86 z h&m :P
 



wtorek, 11 grudnia 2012

Rytuały

Nie wiem jak jest u Was. U nas rządzą rytuały. Po urodzeniu Lenki panował chaos, ustalenie jakiegokolwiek harmonogramu dnia spędzało mi sen z powiek. Po jakimś czasie coś zaczęło się tworzyć. Pisałam już kilka razy nasze plany dnia, które z czasem się modyfikowały mniej lub bardziej. Uświadomiłam sobie w ostatnich dniach, że niemal od początku pewne rytuały towarzyszą nam niezmiennie, tkwią każdego dnia oczywiście dziś przebiegają w nieco bardziej wyspecjalizowany sposób :)

Weekend przebiegł intensywnie. W sobotę rano byłyśmy w mieście (polowałam jak dzika na kombinezon i... znalazłam! pokażę w kolejnym poście) Lenka była w tym czasie u mojej mamy. Wróciłyśmy do domu ok 13, Lenka była bardzo zmęczona a my jeszcze przemeblowanie zaserwowaliśmy... Córa dostała kociokwiku ze zmiany, szok dla niej totalny, poszła spać o 16 (!) wieczorem zasnęła normalnie... A wczoraj znowu było dużo atrakcji: o 11:30 pojechaliśmy do chinki (chińskie centrum handlowe) Lenka znów oszalała i dostała kociokwiku z nadmiaru bodźców. Potem do rodziców na obiad a po obiedzie supermarket gdzie Lenka gotowała się ze złości spowodowanej zmęczeniem... Padła w aucie w drodze do domu...

Wczoraj był powrót do normalności, stałości która daje Dziecku mojemu ogromne poczucie bezpieczeństwa. O 7 Lenka wita dzień z pełną pieluchą :P, podkrada mi płatki na mleku o 8, pije herbatkę, pomaga ścielić łóżka, myjemy razem zęby, o 10:30 zjada konkretne 2 śniadanie, herbatka, ok 12-13 idziemy karmić kurki i kotki jak Lenka w humorze serwujemy spacer (w wersji krótszej lub dłuższej). Po 14 idę do domu a Lenka jeszcze dogląda czy kotki wypiły mleczko, które im wlała po czym zachęcona jogurtem z owocem i soczkiem idzie do domu. Ok 14:30-15 idzie pa lulu i tak do ok 17, potem obiad z tatą, na którego czeka z niecierpliwością, zabawy z tatą i od 19 szykujemy się do kąpieli o 20:30 (tyle czasu trwa pełny rytuał wieczorny). 

Staram się by Lena miała ograniczoną ilość zabawek. Tak samo staram się włączać Lenkę w codzienne czynności jak ścielenie łóżek, sprzątanie zabawek, wstawianie prania, wieszanie go... Jeśli muszę zrobić coś sama muszę też dać w tym czasie konkretne zadanie dla Lenki tak by nie czuła się osamotniona. Trudnym momentem jest gdy Tata wraca z pracy i chce w spokoju zjeść obiad a Lenula niemal wisi na nim i domaga się swojej uwagi ;) Z premedytacją pozwalam Lence "broić" grzebać w szafkach, w pudełkach, rozwalać różne rzeczy... wczoraj wyciągała z przejęciem talerze :)

Dzieci potrzebują stałości, powtarzalności i z wiekiem to się nie zmienia. Oczywiście są humory, złe dni, nie wyspanie, ZĘBY, które burzą harmonogram i mimo tych przeszkód ja jako rodzic powinnam pilnować porządku i jeśli wychodzimy na dwór o 13 to mimo wszelkich ale trzeba wyjść chociaż na 10 minut. Dla Dziecka to znak, że nic złego się nie dzieje!

Na naszym polu idą trójki a w związku z tym pełen zębny rytuał... a ja sprzątam przedświątecznie więc w domu mam armagedon!

piątek, 7 grudnia 2012

Córka swojej Mamy




Dziecko moje zadziwia mnie każdego dnia i tak już będzie zawsze :) Z wyglądu zewnętrznego jest kopią Taty z kilkoma moimi cechami. Temperament, usposobienie ma zbliżone do mojego. Naturę ma raczej dzikiego kota, bo nie lubi być miziana, głaskana i memłana co i rusz. Lubi chodzić swoimi drogami. I całe szczęście, że mieszkamy mając dookoła przestrzeń, bo ze spacerów do domu wraca niechętnie. Więc ja idę do domu i pozwalam "kręcić" się Lence przy domu samej, oczywiście mając cały czas na oku i co chwile pytając czy do domu nie chce iść. Jak otwieram drzwi to ucieka na podwórko dalej, wtedy biorę pod pachę i pakuje do domu ;) Tak było dzisiaj przy -6 :) U nas oprócz mega ulewy i śnieżycy nie istnieje pogoda przy której nie wychodzimy z domu. Nawet jak będzie -22 na dwór wychodzić będziemy! Tak było rok temu gdy Lenka miała 6 miesięcy, gdzie większość Mam nie wychyla nosa z domu - sama bym chodziła po ścianach a mowa moje Dziecko.

Lenka jest bardzo baardzo absorbująca. Każda moja nieuwaga zostaje głośno odnotowana. Ostatnie dni były trudne, musiałam walczyć niemal, z własnym Dzieckiem by móc ogarnąć podstawowe sprawy w domu. Wczoraj dopadł mnie kryzys, byłam koszmarna, krzyczałam (na Lenkę też) i ryczałam, trzęsłam się z nerwów a Lena robiła dokładnie to samo. Mąż mało nie zwariował a ja chciałam się pochlastać.
Dziś dla odmiany humor miałam wyśmienity, uśmiechałam sie do ścian, śpiewałam a później palma zaczęła mi odbijać skakałam i tańczyłam - Dziecko było w 7 niebie!  - autentycznie mam dość siebie samej!

Zrobiłam plan na przygotowania przed świąteczne - zaczęłam panikować i nie wiedziałam do czego się zabrać. Dla bezpieczeństwa otoczenia rozplanowałam przyszły tydzień a kolejny mam wolny tak by ewentualnie nadrobić to czego nie dam rady za pierwszym podejsciem. Mąż zadeklarował ewentualną pomoc, bo jak wiadomo z Dzieckim nigdy nic nie wiadomo a z czwórek tylko jedna jest w całej okazałości, reszta jest w trakcie a odzywają się już trójki na dole... Powinnyśmy iść na szczepienie teraz przed samymi świętami ale z premedytacją nie zabieram Lenki teraz tylko aż po nowym roku, bo to to szczepienie które Dzieci źle znoszą a chcę mieć spokój na święta przynajmniej z tym. Ostatnimi czasy próbuję ogarnąć przestrzeń, znaleźć pomysł na organizację... może mnie olśni!

A jutro muszę latać i szukać na gwałt kombinezonu... Nie wiem czy jestem durna, ślepa czy co tam jeszcze. Miałam 2 częsciowy kombinezon na 92 który dostałam, mierzyłam na Lenkę jakisc zas temu i wszystko było ok. Zaczęło się robić zimno i okazało sie, ze spodnie tak schowałam, że za nim nie mogę znaleźć. Dziś -6 na szczęście mam podwójne wełniane spodnie więc na taki mróz są ok. Dziś wyciągnęłąm kurtkę od kompletu i jakby było mało okazało się, ze suwaj po jednej stronie na połowie długości jest wyrwany wraz z materiałem... no niech to szlag! Nie wiem gdzie i za ile ale jutro będę latać, odpalam miotłę bo wyjścia innego nie mam a czasu na czekanie też. A po powrocie do domu czekają na mnie meble, które będziemy z M przestawiać :P Tego nie mogę się najbardziej doczekać!

Lenula w obiektywie czyli to co lubi najbardziej:

Porządki w mamy biżuterii, bardzo owocne - ja ogarnęłam kolczyki a Lenka dostała wszystkie korale do zabawy i bawi się nimi namiętnie :)

Pytanie za 100pkt: - gdzie jest Lena?

A torebki są naj naj NAJ!
Dziecko moje samo wyciąga torebki z szafy, obwiesza się jak na zdjęciu, wkłada w nie telefony, obwiesza wózek w którym wozi miśki... no jak Mama!