poniedziałek, 7 stycznia 2013

Non fiction

Są takie dni lub momenty w ciągu dnia.
Gdy zalewa fala negatywności do potęgi n.
Przepływa ona od palców stóp, przez brzuch po samo gardło by oczywiście rozedrzeć się.
Rozdarte słowa to tylko 00000,1% myśli, które ogarniają mózgownicę.
Bo po co mi to było nie?
Decydować się na Dziecię.
By teraz wściekać się na nie, bo cierpliwości brak.
Bo ileż można sprzątać i ogarniać...
Po to by po odwróceniu głowy ujrzeć kolejny bajzel.
Krew uderza i zalewa. 
Codzienny stres, czy zdążę zrobić pranie, pozbierać pranie...
Pozmywać, ugotować obiad w mini spokoju...
To zapasowe spięcie przed podaniem jedzenia Dziecku...
Bo nie wiem jaka będzie reakcja a awantur nie znoszę.
Tłumaczenie wydaje się bez sensu, bo gadasz jak do stworzenia z Marsa.
To ogólne wrażenie, że Dziecko ma Cię gdzieś.
Ciebie i Twoje sprawy.
Bo Ty musisz wyjść za czymś a Dziecko też chce wyjść ale po co się ubierać?
Dziecko chce pić, robisz w popłochu a za chwile cała podłogą zalana...
 Ileż razy chciałam wystrzelić w komos...
Siebie lub Dziecię - wszystko jedno.
Drugie tyle, nie mogłam patrzeć na ryczo-jęczącego-wyjca
 Tak, że uśmiech po chwili wydawał mi się iście diabelski.
Oooo a ile razy ręka swędziała? Żeby tak trzasnąć po tyłku?
I morze łez wylanych w poczuciu winy, że krzywdzę Dziecko myślami...
Bo, że krzykiem to oczywiste.
Przedstawicielka Nauk o Wychowaniu drze się w sufit na Dziecko.
I to wieczne może...
A może jakby ktoś mi pomagał byłoby lżej?
Byłoby oczywiście, ale nie ma komu.
I nie ma co się ciskać, że innym jest łatwiej.
Bo zawsze mogłam mieć gorzej.
Więc zaciskanie zębów w chwilach złych nawet nie pomaga.
Wychodzę wtedy, zamykam się w kiblu i czekam aż ochłonę.
Wracam do Potowrnickiej nie zwracając na Nią uwagi
By przypadkiem fala nie cofnęła się.


Przychodzi wieczór.
Czasem tak jestem zmordowana, że nie mogę sama kłaść spać Potwornickiej
A i tak przytulam mimo zaciśniętego żołądka
I tak głaszczę po włoskach
I tak mówię, że kocham.
A mówię nawet jak krzyknę!
I przepraszam a Dziecko też przeprasza.
Nauczyła się i Ona.

Bo te dni i momenty dotyczą NAS.
Obydwie tak mamy, czasem naraz czasem na zmianę...
A i Tata też...

14 komentarzy:

  1. Kurde dziś podczas usypiania właśnie miałam taką chwilę negatywności. Aż się popłakałam jak już Adaś w końcu usnął.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas też się zdarzają takie chwile, jednak staram się tym nie dołować "wszak tylko człowiekiem jestem"

    OdpowiedzUsuń
  3. każdemu zdarzają się gorsze dni, więc głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  4. Każda mama miewa takie chwile. Ja też :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najgorsze po takich dniach są wyrzuty sumienia :( .

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie tak wyglądał dzisiaj mój dzień. Ale ja patrzę na to zupełnie inaczej. Nie martwię się zalaną podłogą i bajzlem ogarnianym 1000 razy dziennie bezskutecznie, ani czy z obiadem zdążę. Za to doceniam to co mam. I cieszę się każdą chwilą, nawet tą, która wygląda beznadziejnie. Trzeba mieć dystans, wyluzować...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie nie rusza burdel i koniecznośc sprzatąnia, ostatnio znowu doceniam swoje bałaganiarstwo.
    Ale każdy ma jakis inny wyzwalacz złości, u Ciebie to syf i niewiadoma dotycząca jedzenia.
    Powodzenia w ogarnianiu się i wyluzowaniu, walczysz sama ze sobą i to coraz skuteczniej. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Och jak ja Ciebie rozumiem, zwłaszcza przez ostatnie dni, kiedy to siedzę z dzieckiem bez przerwy. Mam dość. I krzyczeć mi się chce, i ryczeć. Ale są chwile gdy Ania się uśmiechnie i znów jest lepiej, by za chwilę znów kląć jak szewc! Jak Ty to świetnie ujęłaś!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oczywiście, że Bacho mają gdzieś nasze plany, zamiary, nasze obiadki i kolacyjki, śniadanka i podwieczorki, nasze zabawy i nie słuchają, bo... najlepiej wyjaśnia to podsłuchana rozmowa dwóch czterolatek z naszej rodziny( jedna jest mega wyszczekana i tłumaczy tej grzecznej życiowe prawdy tymi słowy:
    "...bo wiesz...ty nie słuchaj rodziców...to oni ciebie mają słuchać".
    :D no i co poradzisz kobito? niektóre egzemplarze - w tym i Twój - znają się na rzeczy od początku ;).
    Głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana doskonale Cię rozumiem, nie jesteś osamotniona w swojej wściekłości i bezradności ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem co ci poradzić, bo sama mam z tym problem i sama z tym walczę. Mogę tylko wspierać...

    OdpowiedzUsuń
  12. aż mnie korci, żeby napisać "wyluzuj", ale wiem jak ja się czasem potrafię wściekać. Wiem, jak się wtedy czuję, jak nie mogę się uspokoić i najgorsze co wtedy można mi powiedzieć, to "uspokój się".
    Łączę się więc z Tobą i pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś nominowana do nagrody Versatile Blogger Award na moim blogu :
    http://gabinkowa-mamusia.blogspot.com/2013/01/nominacja-do-versatile-blogger-award.html.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń