piątek, 18 stycznia 2013

Rozwód



DDRR - Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców.
Gdzieś mi to przemknęło w necie szukając wszystkiego co związane z DDA.
Ponoć teraz mamy istną plagę rozwodów - rozwodzą się młodzi, średni i starzy małżonkowie. Z resztą nie będę się rozwodzić nad tym co jak dlaczego a z jakich powodów tak się dzieje - szczerze mnie to grzeje.

Bardziej mnie interesuje położenie Dziecka w takim układzie - co znaczy dla niego rozwód rodziców. Mogę o tym wypowiadać się na podstawie własnego przykładu i z obserwacji. Mogę być nieobiektywna więc proszę o wyrozumiałość :)

Wiem jedno - w moim przypadku rozwód moich rodziców był najlepszym posunięciem w naszym życiu. Szkoda, że wcześniej nie doszło do tego - miałam już 10 lat a moja siostra 18. To późno zważywszy na fakt, ze te lata spędzone w rodzinie dysfunkcyjnej spowodowały traumę z której wyrwanie trwało bardzo długo. Na szczęście nie było ZA późno. Udało nam się wyjść z piekła i dzisiaj żyjemy w rodzinach szczęśliwych.

Dzieciństwo w domu gdzie rodzice żyją w toksycznym związku jest złe. Przed dziećmi nie da się niczego ukryć. Dziecko widzi wszystko i potrafi żyć w przekonaniu, że rodzice się nie dogadują, bo jest złym dzieckiem i wciąż stara się i stara... Ja mając lat 5 doskonale wiedziałam, że moja mama powinna rozwieść się z ojcem, nie mogłam pojąć jak moja mądra i rozważna mama mogła wyjść za mąż za takiego człowieka!

Nawet jak moja mama związała się z moim ojczymem ja byłam szczęśliwa! Wiedziałam, że jest dobrym i zupełnie innym człowiekiem niż mój ojciec - pod każdym względem. Od 15 lat patrzę na dwoje ludzi, którzy mimo ogromu różnic potrafią żyć w zgodzie, z szacunkiem, miłością, zrozumieniem i wszystkim tym z czym powinni żyć rodzice dzieci. To jak ogień i woda - przez część życia patrzyłam na współuzależnioną kobietę, na mężczyznę który nie szanuje bliskich i wyżywa się na nich... a drugą część na doskonały wzorzec partnerski. To jest ogromna szansa dla dziecka, które widząc nieszczęśliwą matkę widzi później szczęśliwą. Nauka nie idzie w las! Mimo uprzedzeń spowodowanych byciem Dzieckiem Alkoholika dzisiaj potrafię żyć szczęśliwie z moim mężem, potrafimy dojść do porozumienia w bardzo trudnych chwilach. Zawsze wychodziłam z założenia, że jeśli mam się kłócić i toczyć wojny z mężem - nie chcę fundować mojemu Dziecku takich jazd jakie ja przeżyłam w dzieciństwie. Wielokrotnie rozważałam jakie podjąć kroki odnośnie wspólnej przyszłości. Nieporozumienia między małżonkami odbijają się na dzieciach i zostawiają trwałe ślady w psychice dzieci. Słynne stwierdzenie - jesteśmy ze sobą "dla dobra" dzieci można sobie w dupkę wsadzić. Nie da się udawać przed dziećmi! Tak samo tłumaczenie, że dziecko/dzieci jest/są małe. Im wcześniej tym lepiej, potem trzeba się grzebać i babrać w rozjechanym dzieciństwie i jako dorosły uczyć się żyć na nowo z przeszłością. Dziecko buduje więź z rodzicami w łonie matki! Możecie mi wierzyć lub nie - ja się urodziłam z niechęcią i wstrętem do własnego ojca, nigdy nie łączyła mnie z nim głęboka więź, wręcz czułam pogardę i nigdy mu nie ufałam! Bo krzywdził moją mamę i próbował krzywdzić siostrę a także mnie!

9 komentarzy:

  1. Również uważam, że kiedy w małżeństwie jest źle należy się rozejść. Często ludzie są ze sobą dla "dobra dziecka", a tak naprawdę robią mu tym krzywdę. Nie fizyczną, więc nie widać jej na zewnątrz, ale psychiczną, która może się odbić na całym późniejszym życiu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moi rodzice wiecznie się kłócili, nie potrafili w ogóle rozmawiać ze sobą, wolałam żeby się rozeszli, ale tego nie zrobili. I tak męczą się ze sobą już 31 lat. A my z nimi :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój ojciec to typowe DDA i ja tez taka jestem, mimo wszystko uważam, że każdy odpowiada za siebie-to pewnie też spuścizna dzieciństwa.
    Mojej córce nie zafundowałam niepewnosci związanej z zakłamanym zwiazkiem i jestem dumna z tego, że umiałam sie wymknąć schematom. Mojej mamie nie raz mówiłam że lepiej by jej było bec ojca, nie uwierzyła- ale ja córce tego nie zrobiłam.
    Wiele osób mówi, że dziecku lepiej z dwojgiem rodziców-bo nie wiedzą, że to gówno prawda, jeśli rodzice są dysfunkcyjni.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgodzę się co do tego, że pozostawanie razem "dla dobra dziecka" to robienie dziecku jeszcze większej krzywdy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam mój ojciec nie jest i nie był alkoholikiem.Moja mama udawała przed wszystkimi ze jest dobrze ręka złamana Wersja ze wychodziła z samochodu i się poślizgnęła sama musiała jechać do szpitala samochodem ze złamaną ręką. I ZNÓW Pobita trafiła do szpitala ojciec wszystkim mówił ze ma grypę.I stało się poznała swojego obecnego partnera 8 lat temu i odeszła od ojca do dziś jest w oczach ludzi dziwką kur.. i szma..Niestety ale tak ją wszyscy oceniają.Zawsze się pytałam dlaczego nie odeszłaś od ojca a ona wciąż odpowiadała ze robiła to dla nas żebyśmy mieli obojga rodziców.A ja zawsze odpowiadałam odpowiadam że my z bratem codziennie się modliliśmy żeby się rozwiedli.Zawsze powtarzałam ze lepiej się rozwieść .A teraz jako matka dwójki dzieci boję się ze w razie czego sama bym tkwiła w takim związku dla dobra dzieci bo jakby one to przeżyły takie rozstanie.ALE NASZCZĘŚCIE MÓJ MĄŻ TO NIE MÓJ OJCIEC:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem też trzeba się rozejść, gdy jest źle.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój ojciec też był alkoholikiem. Pomimo, że zmarł jak miałam 9 lat a siostra 1, roku to nadal pamiętam niektóre ciężkie chwile. Moja mama poznała cudownego faceta jakieś 4 lata po śmierci ojca. I pomimo trudu wychowania dwójki obcych dzieci w tym zbuntowanej nastolatki był oazą spokoju. Dziś są już 13 lat po ślubie i mogę stwierdzić, że mam cudownych rodziców. Ale tak jak piszesz, nie ma co się męczyć ze sobą bo dzieci wszystko widzą. Fajnie napisane...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja miałam i mam wielkie szczęście posiadać wspaniałych rodziców.Obserwując ich od najmłodszych latu uczyłam się czym jest miłość, szacunek do drugiej osoby, lojalność i zaufanie.Te wartości wyniosłam z domu rodzinnego i je wprowadzam w swoim małżeństwie.Nigdy nie mieliśmy cichych dni z mężem,nie potrafimy się na siebie gniewać.Wierzę w partnerstwo w związku.
    To od nas samych zależy na jakich ludzi wychowamy swoje maleństwa,jak będą odnosić się do swoich żon,mężów.Wiadomo los płata figle, ludzie się zmieniają ale "to coś wyniesione z domu" pozostaje.
    PROCENTUJE
    wierzę w to!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Trafiłam tu przez przypadek, ale zaciekawilas mnie, bo sama jestem dda. Moja mama odeszła od ojca, gdy miałam 7 lat, szukając lepszego życia. Niestety z jego najlepszym kumplem, który wtedy był trzezwym alkoholikiem. Kolejny koszmar zaczął się po niedługim czasie, gdy zaczął pić. Żyłam w tym koszmarze do mojej 17.stki, dopóki się nie zapil. Moja matka kompletnie nie zdawała sobie sprawy jak nas krzywdzi, a co najgorsze, nadal nie za bardzo sobie zdaje. Nie wiem czy kiedykolwiek im wszystkim wybacze. Cierpię na zupełny brak poczucia własnej wartości. Próbowałam terapii indywidualnych, ale to niewiele daje. Niestety ciągle też mam styczność z takimi osobami, bo ojciec mojego męża jest alkoholikiem, juz jest prawie na dnie, ale teściowa nie ma dokąd pójść, wiec tak naprawdę go utrzymuje, bo mieszka u swojej teściowej, czyli jego mamy. Mam też wujka alkoholika i zawsze cierpię gdy widzę jego, ciotkę i ich dzieci, bo oni też nie potrafią tego zakończyć. Mój mąż też ma ciężko, bo wg mnie ma ciagoty, tylko, że nie jestem obiektywna, wiec nie wiem, ale rozliczam go ciągle z tego co i kiedy wypije. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się od tego wszystkiego uwolnić i że to nie będzie moja śmierć.

    OdpowiedzUsuń