poniedziałek, 18 lutego 2013

Matka vs Kobieta



Mamą poczułam się już będąc w ciąży. Moja "Gościówa" w brzuchu niemal od początku dawała znać o sobie. Całkowita zmiana trybu życia i uwaga skupiona na Niej. Ciąża to dziki okres w życiu. Zmiany zachodzące w ciele i umyśle są nieprawdopodobne i nie zawsze łatwo je zaakceptować.
Dotychczasowe życie powoli oddala się od nas a w momencie przekroczenia etapu porodu stajemy się matkami w 100%. Oddanie się Dziecku odbywa się nieświadomie jakby naturalnie. Rezygnacja z roli kobiety na rzecz roli matki. Tak sobie przypominam pierwsze miesiące spędzone z Lenką razem. Włączona lampka "Jestem Mamą" i nic poza tym się nie liczy. Wszelkie przeszkody pojawiające się na drodze jak problemy z karmieniem czy kolki lub inne przyczyny powodujące płacz u dziecka kładą cień na roli Mamy. Pojawiają się uczucia jak bezsilność, bezradność, brak wiary w siebie i permanentne zmęczenie - co skutkuje jeszcze większym oddalaniem roli kobiety w nas. Zostajemy same z Dzieckiem w domu, na naszych barkach spoczywa ogrom obowiązków a im Dziecko starsze tym bardziej aktywne i nasza samodzieloność staje się co raz bardziej ograniczona. Przychodzą momenty gdy wydaje nam się, że już nic poza tym nie mamy, zaciskamy zęby i ciągniemy wózek dalej. 

Oczywiście są matki, którym oddanie się Dziecku sprawia ogromną satysfakcję ale szczerze mówiąc osobiście nie spotkałam żadnej. Raczej zagubione nieco w dziecięco domowym świecie. 

Mi jako DDA i nieco egocentrycznemu ADHD-wcowi oddanie się Dziecku sprawiało od początku olbrzymi problem. Wiele razy macierzyństwo mnie przerosło, bo ja chcąc/musząc wykonać daną czynność byłam zaryczana przez wyjące Dziecko, które miało gdzieś moje "muszę". Usilnie starałam się ocalić moją Kobietę. Zwyczajnie nie mogłam, nie chciałam, nie potrafiłam skupić się tylko i wyłącznie na byciu mamą. Chciałam mieć coś swojego, minimalny odcinek siebie, dla siebie i dla mojego męża. Nie chciałam być postrzegana tylko i wyłącznie przez pryzmat bycia Mamą. Całym szczęściem okazał się stosunek mojej Córki do mnie i nas wszystkich. Dziecko moje nie było i nie jest typem wiszącym tylko na mnie. Oczywiście były i takie momenty ale nie działało to cały czas. 

Jednoznaczne wraz z wejściem w rolę mamy są wyrzuty sumienia, odczucie bycia wyrodną matką gdy robimy coś dla siebie. Przeżywałam katusze na myśl o pierwszym wyjeździe na cały weekend gdy Lena miała 3 miesiące. Dzień przed wyjazdem ryczałam jak dziecko mając wrażenie, że opuszczam/zostawiam moje własne. Każdy pobyt z dala od domu szedł w parze z tym, że czułam się "nieswojo" w danym miejscu. Będąc na imprezie z %%% w głowie non stop miałam lampkę "MAM DZIECKO"! Byłam niemal pewna, że na czole widnieje ów napis. 

Stając się Mamą wchodzimy w konflikt - Kobieta kontra Matka. Toczymy wojnę między sobą, wciąż staramy się być najlepszą mamą ale gdy rola kobiety przypomina o sobie zaczynają się problemy... Frustracja, irytacja, wstręt do siebie, do Dziecka, przesyt, przepełnienie i ogromna potrzeba natychmiastowej zmiany! Ciekawa jestem czy da się wyjść z tego konfliktu i pogodzić obie role. Jeśli pójdę do pracy i zacznę spełniać się w roli Kobiety to Matkę będzie zalewać fala wyrzutów, że zbyt mało czasu spędza z Dzieckiem... Koło się zamyka.. 

Można powiedzieć i czuć że Kobietą się jest w pełni będąc Matką. W pewnym sensie coś w tym jest. Dziecko odziera nas z emocji, wyzwala uczucia zapomniane i przyprawia o te nieznane. Gdzieś tam dojrzewamy. Jednak Dziecko również zabiera pewną część nas. Taka jest prawda. Można się z tym pogodzić, przyjąć naturalnie. Można tęsknić za czasami z przed. Można się zatracić w roli mamy. Szkoda jednak wtedy mężów.  Nie ma co się oszukiwać. Macierzyństwo nie jest usłane różami. Gdy jedne problemy się kończą, pojawiają się następne. Nam pozostaje się z nimi mierzyć i nie dać się zwariować. Teksty typu "Pozwól sobie mamo na odrobinę egoizmu" są nierealne. Egoizm matki idzie w parze z poczuciem winy.

Zastanawiam się czy można czuć się komfortowo będąc Mamą z dala od rodziny, Dziecka. Marzę o chwili tylko z mężem bez zajętej głowy sprawami dzieciowymi. Brakuje mi tęsknoty za Dzieckiem. Codzienność trochę mam wymuszoną, nieco na siłę... Dobrze, że wiosna zbliża się wielkimi krokami. Z obecną aurą najłatwiej się zdołować.

To rozdarcie towarzyszy mi i wielu mamom, które znam. A jak to u Was z tym jest?

10 komentarzy:

  1. Doskonale wiesz jak jest u mnie, bo jest... bardzo podobnie.
    Ja zgodziłam się "ciągnąć" ten wózek, bo wiem, że moja obecność, opiekuńczość i miłość jest dzieciom teraz najbardziej potrzebna. U mnie niestety wiąże się to z niemal całkowitym zatraceniem siebie... Jedyne co mi na dzień dzisiejszy pozostaje to wirtualni znajomi, kawa z koleżanką raz na kilka/naścia tygodni, książki i muzyka.
    Jest cholernie ciężko. Nie pozostaje i jednak wierzyć, że kiedyś będzie lepiej, bo co mi innego pozostaje ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie tak samo tylko, że bez kawy z koleżanką, bez jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi spoza rodziny:/ i tak od 4 lat:/

      Usuń
    2. Osobiście znam jedną kobietę, która nie przeżywała aż takich dramatów. Jest to moja mama. Za 3 miesiące pojawi się moje pierwsze dziecko. Będę sama, bez rodziny, mąż będzie ciężko zarabiał pieniądze i będzie w miesiącu 4 dni (już teraz ma wyrzuty sumienia, a ja mu powtarzam, że na to się zdecydowaliśmy razem, jak będzie nie do zniesienia, to będziemy myśleć i zmieniać co się da). Z dala od mojej mamy i sióstr. Zobaczę, co stracę, bo nie prowadzę bujnego życia towarzyskiego, chodzenie muszę ograniczać do minimum. Mam jednak pasję, która czyni cuda w mojej psychice - dzierganie na drutach. Nie wiem jak to działa, ale wiem co się działo, jak zrobiłam sobie dwutygodniową przerwę. Szykuję się na hardcore po urodzeniu dziecka, nie oczekuję, że będzie sielanka jak w reklamach. Wiem tylko jedno, coś, co wiedziałam odkąd przyszłam na świat: że jeśli sama sobie nie poradzę, to nikt mi nie będzie w stanie pomóc. Taki Zoś-Samoś ze mnie wrodzony. Jak urodzę, jak przeżyję wszystko na własnej skórze, napiszę tu więcej, powiem Wam jak u mnie wyszło. Wiem, że nie wolno mi zapomnieć o tym, że jestem kobietą, nie przestałam się nią czuć pomimo ciąży, jak na razie jestem i kobietą i mamą. Kocham się z mężem, dbam o siebie, moja nowa figura bardziej mnie śmieszy niż przeraża, wiem, że jest przejściowa i nie roztyłam się, urosło tylko to, co jest związane z dzieckiem. Smaruję się smarowidłami i modlę się, żeby dziecko szczęśliwie przyszło na świat. Moim aktualnym zadaniem jest to, żeby mu w rozwoju prenatalnym nie przeszkadzać. A jak się urodzi, to będziemy się poznawać, bo jak na razie nie znam jego charakteru. Generalnie spokojne dziecko z niego :D

      Usuń
    3. Tak jak radzimy sobie z codziennoscia jako mamy, niestety to, co sie dzieje z naszymi emocjami, hormonami jest czesto poza nasza kontrola. I tu powstaja frustracje, bo nagle okazuje sie, ze jestesmy INNYMI zupelnie osobami, niz sprzed czasow ciazy. Ja zupelnie nie mialam pojecia, ze bede musiala od poczatku siebie na nowo definiowac i krok po kroku budowac rzeczywistosc. To ciezkie i nikt mnie nie przekona, ze jest inaczej... Jestem poblazliwa w stosunku do osob, ktore wyrazaja rozne opinie na temat rodzicielstwa, nie posiadajac jeszcze wlasnego potomstwa. Czekam az same sie przekonaja jak to jest, bo u kazdego przebiega to zupelnie inaczej, a poki co nie maja zielonego pojecia o czym mowia:) Nikogo nie obrazajac :)

      Usuń
  2. Ciąża to dziki okres - rozwaliło mnie to ;)
    Ja chyba jestem z tych, co to "zmianę statusu" przyjęły tak jak piszesz naturalnie. Macierzyństwo raczej dopełniło niż zatraciło kobiecość mą. Jednak zgadzam się też ze stwierdzeniem, że usłane różami nie jest. Oczywiście, że nie jest!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z kolei nie zauważyłam aby bycie mamą zabrało moją ,,kobietę'', jestem i mamą i żoną, mamą i kobietą i te pola nie zacierają się nawzajem. Poświęcam czas Dziecku ale mam też chwile tylko dla Męża, kiedy spędazamy czas tylko we dwoje, ale także są chwile kiedy jesteśmy we trójkę a rozmowa nie toczy się wokół dziecka i o dziecku tylko o wszystkim i o niczym. Rzeczywiście na początku macierzyństwa był we mnie wewnętrzny bunt, że teraz tylko dziecko, ja nie mm na nic czasu, ale to są trudy początków i z czasem jakoś wszystko się ułożyło. Jednak podziwiam mamy siedzące z dzieckiem 3 lata, do momentu pójścia do przedszkola, bo ja np. potrzebuję wyjść do ludzi, do pracy, zatęsknić za dzieckeim tak jak piszesz, ale dwie role-matka i kobieta u mnie jakoś współgrają ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie było i jest bardzo podobnie, ale znam kobiety, które uwielbiają swoją rolę mamy z dzieckiem w domu. Co prawda ja mam wsparcie rodziny męża i raz w tygodniu Ignaś wędruje do dziadków na dwie lub trzy godzinki, ale chciałoby się więcej. Ostatnio jakoś odczuwam znużenie moją rolą, ale to chyba wszystko przez złe samopoczucie, brak mi energii

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze... Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale ja sobie nie wyobrażam dnia bez Czekoladki. Nie wyobrażam sobie, że daję go do Dziadków i spędzam dzień sama. Zapewne jest to związane z tym, że od porodu jestem z nim non stop... Ale nie wiem czy umiałabym inaczej. Czasami łapię się na tym, że to nie jest do końca zdrowe...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie byłam matką, która nie potrafi rozstać się z dzieckiem. Często czuję wewnętrzny konflikt i to ubezwłasnowolnienie o którym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja cały czas próbuję pogodzić bycie Matką i Kobietą - póki co w przewadze mam tryb: Matka. Ale nie jest mi jakoś z tym źle... no, może czasami mnie to uwiera, ale w gruncie rzeczy bardzo podoba mi się bycie Matką ;)

    OdpowiedzUsuń