poniedziałek, 4 lutego 2013

Wypalenie zawodowe



Mówią, że Matka to zawód. Pamiętam jak na studiach miałam jedne zajęcia na temat wypalenia zawodowego. Mowa była o zawodach gdzie pracuje się non stop z ludźmi np.: nauczyciel, lekarz, policjant.
Ostatnie wydarzenia bardzo negatywnie wpłynęły na moją formę. Spadło na mnie kilka ograniczeń, które mnie dosadnie usadziły w miejscu. A ja w miejscu nie potrafię tkwić. Nosi mnie potwornie, bo chciałabym działać, wypalić z czymś konkretnym, odczuć spełnienie i satysfakcję - czego bardzo mi brakuje. Nawet wpadłam na pomysł malowania ścian w domu! Tak codziennie po kawałku by widzieć, że coś się dzieje. Niestety chcieć a móc to zupełnie inne kwestie. Mam trochę żalu bo gdy zaczęło się coś dziać w dobrą stronę wszystko na raz postawiło się przeciwko mnie. I tak mając już pełen plan wyruszenia na aerobik chciałam się trochę na to przygotować czym zrobiłam sobie krzywdę i kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa. W tym samym czasie hormony tarczycy dały mi w kość. U Lenki nasiliły się problemy z trawieniem a zaraz po nich przyszło choróbsko! Od siedzenia w domu dostaje schiz, całkiem poważnie. Przez wszystkie około chorobowe atrakcje jestem przemęczona, bo niestety nerwy dały o sobie znać co oczywiście oddziałuje na Lenkę, która chodzi zła bo jest chora co też ją ogranicza... Dochodzi do tego, że obie funkcjonujemy obok siebie. Ja wkurzam Lenkę - Lenka chodzi wkurzona i ja się wkurzam na wszystko... Bo nie mogę zrobić tego co chciałam, bo moje plany po raz milionowy poszły w łeb. Ciężko mi zacząć dzień, sprzątanie wychodzi mi bokiem i uszami a łobuzująca Córa wkurza mnie niemiłosiernie. Oczywiście co za tym idzie złoszczę się i ciężko mi się uspokoić... 



Tak to mniej więcej wygląda w ostatnim czasie. Ja chodzę po ścianach niemal i mam wrażenie, ze wypaliłam się w zawodzie matki i hause manager... Męczy mnie to już bardzo i nie daje takiej radości jak jeszcze rok temu... Zwyczajnie nie chce mi się starać i wymyślać atrakcji dla nas obu. Czekam na ciepło i na wiosnę, tęsknię za spacerami i naszym rytmem do którego teraz tak ciężko wrócić od grudnia... Semestr mam zaliczony i miesiąc przerwy w zajęciach. Utkwiłam w domu i wariuję!



Jakie macie sprawdzone sposoby na ruszenie z miejsca w takich chwilach?

12 komentarzy:

  1. Ćwiczenia w domu są dobrym sposobem by choć trochę poprawić formę. Ja też czekam iosny, kiedy będę dłużej na dworzu niż teraz i zrzucę te kożuchy i swetry, no i czekam też września żeby wrócić do pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że panuje jakiś marny przepływ energii i za mało słońca daje wszystkim w kość...

      Usuń
  2. Moj sposob to wiosna. Odkad jest Piotrek wiosne witam jako wybawienie. A tak powaznie to mialam taki kryzys zima zeszlego roku. Sytuacja ulegla diametralnej poprawie gdy Mlody zaczal mowic jak czlowiek. Teraz jest duuuzo latwiej i przyjemniej mimo buntu dwulatka.
    Dzieci tez juz sa zmeczone zima i brakiem swiatla.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, jak ja Cie rozumiem :)A nie możesz Lenki komuś sprzedać na chwilę, tak żeby się wyrwać ?
    Ja jak mam takiego dola, Młody mnie wnerwia i trudno mi ruszyć naprzód, powtarzam sobie , że za kilka lat, może nawet miesięcy sobie pójdzie i nie będzie go blisko nawet tylko po to żeby mnie wnerwiać.
    Czasem pomaga
    Cmokaski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o tym dziś pomyślałam :) O "sprzedaniu" Córki jednej z ciotek :)

      Usuń
  4. Niezła Żono, tak mi się nasunęło kilka spostrzeżeń, może mnie za to objedziesz, ale ja tak ze szczerego serca piszę. Być może twoje ciało mówi ci właśnie, że ma dosyć, że potrzebuje odpocząć, że za bardzo je ostatnio zajechałaś? Wiem, że z dzieckiem to trudno odpocząć, ale może chociaż spróbuj, po troszkę każdego dnia. Czasem można po prostu nic nie robić. Pobądź tu i teraz i nie planuj wciąż nowej roboty. Posłuchaj siebie, czego tak naprawdę potrzebujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę Cię objechać :) Twoja wypowiedź wynika z troski o mnie co bardzo mnie cieszy :) Masz rację! Nawet zaczęłam planować jakiś wypad na regenerację... ale znowu plany poszły w łeb, bo właśnie dowiedziałam się o pogrzebie... Mam nadzieję, że jakoś to przetrwam...
      Strasznie ciężki ten rok dla mnie, bo wali się na głowę jedno za drugim!

      Usuń
    2. oj to bardzo współczuję :(

      Usuń
  5. Z braku czasu napiszę krótko: jak się wali to serią, jedno zdarzenie po drugim dopieprza żeby nas złamać.
    Nie daj się!
    A może znajdź sobie zajęcie, które trochę Cię rozrusza?
    Myślałaś o napisaniu książki albo jakiegoś poradnika dla kobiet DDA czy cos w tym stylu?
    A może tylko dla samej siebie???

    OdpowiedzUsuń
  6. Żono niezła trzymaj się już nie długo wiosna, będzie lepiej ! No i wiesz skąd ja wiem, że będzie lepiej :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie PLANUJ!!! Ciągle piszesz o jakimś planie, którym rozpaczliwie próbujesz zdobyć kontrolę nad swoim życiem i się nie udaje, co jest TYLKO źródłem Twoich frustracji. Ja przestałam planować, bo zobaczyłam, że teraz nic mi z tego nie wychodzi, przyjmuję to, co jest, zaznaczam ramy, ale nie trzymam się ich rozpaczliwie, dodaję elastyczności. Bo jestem w szóstym miesiącu ciąży i czeka mnie jeszcze kilka miesięcy leżenia, i mogę zrobić tyle co nic, czyli tyle samo, co będę w stanie zrobić przy dziecku - zważywszy na wszelkie opisy życia młodej mamy.

    OdpowiedzUsuń