środa, 6 marca 2013

Lekarskie wycieczki...

Odkąd ząbkowanie u Lenki przybrało na sile w parze zaczęły iść rozmaite dolegliwości. To skutkowało chcąc nie chcąc częstszymi wizytami w przychodni. Odkąd odporność u Lenulki zaczęła szwankować odwiedziliśmy 6 lekarzy! Czemu aż tylu? Bo przychodnia, w której przyjmuje nasza doktor rodzinna panuje istny armagedon....


"Nasza" rodzinna Pani G. przyjmuje w różnych godzinach. Jeśli przyjmuje od 8 to aby się do niej dostać trzeba stać w kolejce do rejestracji od 7:10. Można próbować dzwonić ale to mija się z celem... Jeśli chcemy iść rano musimy przyjechać po 7. Zazwyczaj w kolejce siedzimy ok 2h niezależnie ilu pacjentów jest przed nami, bo średnio jeden potrafi siedzieć od 5 do 20-30 minut. Gorzej było gdy moja Córka dostała nagle gorączki w środku dnia! Żeby się dostać do Pani G. po południu jest to niemożliwe... Numerków nie ma a aby się zarejestrować po południu trzeba stać rano w kolejce od 7:10 lub usilnie próbować się dodzwonić. Z doświadczenia wiem, że jak panie w rejestracji odbierają telefon o 8:30 numerków na po południe już nie ma... Jeśli zdobędziemy numerek np. na 13:30 to i tak godzinę trzeba odczekać...
Inną kwestią jest fakt, że 2 razy zgłaszając problem z Leną do Pani G. (po odstaniu w kolejce 2h) Pani nam kompletnie nie pomogła. Tak było przy rotawirusie, dostałam ochrzan że przyjechałam nie w porę po czym dostałam skierowanie do szpitala nic nie wiedząc co dolega mojemu dziecku! Po tym incydencie na drugi dzień pojechaliśmy prywatnie do Pana Ch.



Wizyta u Pana Ch.: prywatny gabinet przy domu, dokładne obejrzenie dziecka, wytłumaczenie co dziecku dolega, rozpiska na kartce co podawać, jakie leki, jaka dieta, ile choroba może trwać itd... Wizyta wspaniała i o 100zł lżejsza. Przynajmniej żadnych drogich leków.

Kolejna wizyta w przychodni u Pani G. Pani G. nie ma więc próbujemy wcisnąć się do innego lekarza. Inna lekarka wyrzuciła nas z gabinetu odsyłając na "Nocną pomoc lekarską".

Z nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej korzystaliśmy wielokrotnie. Trafiliśmy tam na 4 różnych lekarzy. Wizyty były ekspresowe, natychmiastowe i bardzo ważne. Tylko czy mając lekarza rodzinnego musimy biegać tam?

Kolejna wizyta u Pani G. - Lena ma problem z brzuszkiem i biegunki. Siedzimy przed gabinetem ponad 2h. Pani nie wie co Dziecku dolega, daje skierowanie na usg brzuszka... 2 dni po tej wizycie Lenę rozkłada grypa na 2 tygodnie! Oczywiście usg nic nie wykazało.

Po 2 dniach od wyklucia grypy chcieliśmy się dostać do Pani G. Pani nie było a w przychodni ludzi 50 i kilometrowa kolejka do rejestracji. Pojechaliśmy prywatnie do Pana Ch.... Wizyta owocna jak ta wcześniejsza.

Po 2 tygodniach od grypy znalazłam powód problemów brzusznych u Lenki. Tak jak podejrzewałam - owsiki. A Pani G do głowy to nie przyszło wcześniej...

Mój wkurw na Panią G i całą tą cholerną przychodnię osiągnął punkt kulminacyjny! Kilka wizyt i 0 pomocy dla Dziecka...

Teraz problem z oskrzelami. Zaczęło się w piątek więc w sobotę rano pojechałyśmy z Leną do "Świątecznej pomocy lekarskiej". Dostałyśmy leki i instrukcje. Pan powiedział, że jeśli nie przejdzie do wtorku musimy iść do rodzinnej... brrr!

Dostałam namiary na lekarkę. Wizyta prywatna 40zł. Byliśmy wczoraj.
Wizyta była bardzo szczegółowa. Pani wypytała o poród, karmienie piersią o wszystkie choroby Leny, wszystkie wymiary sprawdziła. Badanie miłe i szczegółowe. Pani się nie spieszyło a jest lekarką która pracuje w tutejszym szpitalu na oddziale dziecięcym, wiekowo ok 60. Gdy z mężem byliśmy dziećmi nas też leczyła wielokrotnie. Dostaliśmy antybiotyk co było oczywiste. Lena ma ostrą infekcję wirusową od gardła przez oskrzela do płuc. Początki zapalenia, które w porę okiełznaliśmy dzięki wizycie sobotniej. Jednak poprawa jest zbyt powolna żeby uniknąć antybiotyku... Pierwszy w życiu Lenki.
W zależności od efektów obecnej kuracji jeśli Lena wyjdzie cała i zdrowa, mam nadzieję że zostaniemy przy tej Pani doktor...


14 komentarzy:

  1. o matko! tyle powiem. u nas jest całe szczęście więcej lekarzy pediatrów i na dostęp nie narzekam, ale co każda to inny sposób leczenia. i nic. zatem stanęłam na wysokości zadania, a raczej hasła "medice cura te ipsum" zaczęłam Młodą sama leczyć. i w sumie z lepszym skutkiem. gdybym jeszcze mogła sama wypisywać lekarstwa na własną odpowiedzialność, byłabym samowystarczalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też dawało radę domowe leczenie. Tym razem wirus jest wyjątkowo paskudny i szybko na płuca włazi...

      Usuń
  2. Współczuję choróbska i wizyt w przychodni. Ja na samą myśl o NFZowych wizytach ma dreszcze, chodzimy tylko na szczepienia, natomiast korzystam z prywatnej opieki w Lux Medzie bo dostać się na jakąkolwiek wizytę z dzieckiem w przychodni to stres i czekanie

    OdpowiedzUsuń
  3. Masakra... ta kolejka... nie mieści mi się w głowie... a kto w tej kolejce?? oczywiście same dziadki... nie mają co robić w domu to zajmują miejsce osobom naprawdę potrzebującym... oj jak mnie to wkurza! na szczęście w mojej przychodni nie ma z tym problemu bo oddzielna jest dla dzieci a oddzielna dla dorosłych i nawet jeśli nie ma już wolnego terminu a z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego to zawsze zostanie się przyjętym "po godzinach"... musisz chyba zmienić przychodnię. Życzę duuużo cierpliwości i zdrówka dla małej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w kolejce do Pani G. dziadków nie ma...

      Usuń
  4. Smutna rzeczywistość. Ja też musiałam zapłacić, żeby dowiedzieć się co dolega mojemu dziecku... wizyta na NFZ to tylko spychologia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże jak tak można postępować i to z małym dzieckiem!!!! Naszej Służby Zdrowia nienawidzę wręcz,bo gdy komuś coś naprawdę dolega, to nawet nie ma do kogo iść...Dobrze, że trafiliście na tą Panią Doktor, przynajmniej możesz być spokojna, że ona pomoże a nie zbyje Cię...Biedna Lenka, ale grunt, że już choróbsko jest okiełznane a nie rozpanosza się dalej w jej malutkim orgazniźmie:D Zdrówka życzę

    OdpowiedzUsuń
  6. ech. szkoda słów.
    za każdym razem, gdy Emilia była chora wolałam zamówić lekarza prywatnie.
    lepsza opieka, nie muszę wystać się w kolejkach w przychodzi.
    niestety.
    płacimy podwójnie ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Też odczuwam wkurw jak mam iśc z dzieckiem do "naszej" przychodni i szlag mnie trafia na samą myśl. Na szczęście Zuzka nie choruje, a wszelkie wcześniejsze nieprawidłowości zdiagnozowałam sama i znalazłam odpowiedniego lekarza.
    Tym z NFZ szkoda kasy na wypisanie skierowania na morfologię która kosztuje grosze, Zuzka od urodzenia nie dostała ani jednego skierowania.... wszystkie badania prywatnie robię.

    Żenada, strach chorować a jeszcze gorzej, jesli choruje dziecko ;///

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas jest identycznie.Szału dostaję. Z tym, że akurat nasza pani doktor jest świetna i szkoda mi z niej rezygnować. Boję się wpaść z deszczu pod rynnę. Rozpytuję wśród znajomych w temacie porządnego pediatry w naszych okolicach w przychodni lepiej zorganizowanej, ale póki co bezskutecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest to samo. Ciężko znaleźć inną przychodnię żeby było lepiej...

      Usuń
  9. żono zdrówka dla Lenki!!!!!
    i napisz mi proszę jak wpadłas na te owsiki? Widziałas je w kupie? czy sama z siebie zrobiłas badania na chybił trafił? i jakie?

    OdpowiedzUsuń
  10. Straszne...
    Straszne, że będąc rodzicem trzeba być zarówno lekarzem. Nie raz diagnozując swoje dziecko jeszcze przed lekarzem... Mam nadzieję, że w końcu trafiliście na "swoją" lekarkę.

    OdpowiedzUsuń