piątek, 15 marca 2013

Tata mąż

Jak to jest z mężem/partnerem po pojawieniu się wspólnego dziecka?

Zauważyłam, że mnóstwo mam oddala od siebie partnera i skupia tylko i wyłącznie na potrzebach Dziecka. Wiem, że w głównej mierze spowodowany spadek libido ma podłoże porodowo/hormonowo/karmieniowe. 




Od początku drogi macierzyńskiej zależało mi na tacierzyństwie. Angażowałam męża w kwestie dzieciowe, wychodziłam i wciąż wychodzę z założenia, że Tata musi i powinien robić wszystko przy Dziecku - niekoniecznie tak jak ja. Nie zapomniałam też, że mam męża i nie odsunęłam się od niego. Baaa! Oboje bardzo tęskniliśmy za sobą i za naszymi chwilami, których mamy jak na lekarstwo. 

Mąż pracuje od rana do nocy. Od poniedziałku do soboty włącznie. Jak przyjeżdża z pracy Lenka nie daje mu spokoju. Jak się udaje to ja kąpię i kładę spać Córę sama ale w ostatnim czasie Tata musi uczestniczyć w wieczornym rytuale. A Lenka potrafi w nocy się budzić, wołać Tatę i przytulać tylko do niego! Po prostu gdy na horyzoncie Lenki pojawia się Tata ja dla niej nie istnieję i wcale nad tym nie ubolewam.



Ja mam co drugi a czasem w niemal każdy weekend zajęcia na uczelni. Życie w 3 mamy tak na prawdę tylko w niedziele. Ze względu na nasz niedzielny zwyczaj, gdzie od lat w każdą niedzielę zasiadamy do wspólnego śniadania - jemy obowiązkowo nasze jajka ugotowane na półmiękko - ja zamiast do szkoły na 9 jadę na 10:30 :) Jest to czas absolutnie święty i wierzcie w to, że jeśli nie udaje nam się zjeść w taki sposób w niedzielę mój mąż ma podły humor...

Odkąd jest Nasza Córa 2 razy spędziliśmy noce poza domem bez Niej - na weselach rodzinnych. Poza tym parę razy wyszliśmy gdzieś ale na chwilę. Nasze główne frustracje opierają się na braku wspólnego czasu we 2. 

Jeśli system rodzinny ma funkcjonować prawidłowo każdy z jego członków powinien mieć zaspokojone swoje potrzeby. Życie rodzinne nie kręci się wokół Dziecka i tylko jego potrzeb. Nie wiem i nie rozumiem jak można sfiksować na punkcie dziecka na tyle by zatracić się w matkowaniu. Nawet jeśli Mama ta powtarza jak jest szczęśliwa to w oczach nie widzę tego szczęścia... Doskonale wiem jak wyrzuty sumienia zżerają gdy oddalam się od mojej Córeczki. Z drugiej strony równie doskonale zdaję sobie sprawę, że nie mogę ograniczać świata Dziecka do bycia tylko i wyłącznie ze mną. Inni ludzie w otoczeniu Dziecięcia są niezbędni przede wszystkim do rozwoju psychospołecznego :) A przecież dzieci wychowujemy dla społeczeństwa i z naszych domów wyfruną... w świat!



17 komentarzy:

  1. No, a po tym jak mama zamyka się w swoim świecie z dzieckiem nie dopuszczając do niego ojca zaczynają się tzw. kryzysy spowodowane narodzinami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od wczoraj, po przeczytaniu posta na innym blogu też się nad tym zastanawiam... i dziwię...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne ostatnie zdjęcie:)
    Zgadzam się z Tobą. Mój Syn miewa takie okresy, że tylko Tata się liczy. Ja wtedy spełniam funkcję jedynie mleczarni.... I jest to dla mnie powód do dumy, że moi faceci mają takie bliskie relacje. Nie wyobrażam sobie także, aby odtrącić Męża po narodzinach naszego Malucha. Myślę, że teraz jesteśmy ze sobą jeszcze bliżej. Wspólne zmagania z różnymi problemami zacieśniły nasz związek mocno:)

    OdpowiedzUsuń
  4. coś w tym jest...
    ba, nawet sporo.

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas na szczęście udaje się znaleźć jakiś złoty środek i jakoś tam oboje spełniamy się w macierzyństwie/tacierzyństwie. Teraz wracam do pracy i dzieciowe obowiązki będą jeszcze równiej rozłożone między nas. I z jednej strony cieszę się z tego, a z drugiej jednak już przyzwyczaiłam się, że to ja jestem "ta ważniejsza" ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się w 100%, My co jakiś czas wychodzimy tylko we dwoje a mała zostaje w u jednych bądź u drugich dziadków. Nie mam z tym całkowicie problemu, cieszę się kiedy mogę odetchnąć i być tylko z Mężem. Lubię też wychodzić sama bądź z Mamą, wtedy na kilka godzin Mąż zajmuje się Córką a ja mam pełen relaks. Od września wracam do pracy i też bardzo się z tego cieszę, jedynie boję się płaczu na początku. Ja też nie rozumiem mam, które ,,zatracają'' się w macierzyństwie, cały czas eidzą tylko z dzieckiem, zapominając o własnych ambicjach, potrzebach, pasjach nie mówiąco życiu małżeńskim/seksualnym, pozostając przy życiu małżeńśkim - nie rozumiem też spania z dzieckiem kilka lat...co wtedy z intymnymi chwilami lub po prostu - chwilami we dwoje? Nie popieram tego aczkolwiek nie moja sprawa, ale dla mnie byłoby to zbyt frustrującd, cały dzień z dzieckiem i do tego noc. Nie wierzę też jak kobiety mówią ze obje z mężem uwielbiają spać z dzieciątkiem i wtedy jest tak cudownie i wszyscy razem się przytulają...taaa jasne, chyba ówią tak bo dziecię przyzwyczajone do tgo stanu rzczy. Nie wierzę, ze nie woleliby spędzić wiecoru w intymnej sytuacji lub wygłupiając się w łóżku...albo ja jestem jakaś inna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzieki że jesteś bo ostatnio mam wrażenie, że w blogosferze jestem jak samotna wyspa zainteresowana sobą i nie tylko dzieckiem, uważam, że potrzeby matki sa równie wazne, a jesli kobieta skupia sie tylko na potrzebach dziecka, nie uprawia seksu z mężem i nie widzi siebie, to robi dziecku tak naprawde krzywdę i swojej małej rodzinie też ;/
    Matka może byc wazniejsza niz tata dla dziecka, bo potem następuje okres kiedy to tata jest tym "lepszym" kompanem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Popieram Cię w całej rozciągłości..I niestety mam w domu przykład na to jak destrukcyjna moż4e być miłość matczyna...Moja bratowa po urodzeniu dziecka( 6lat temu!) zafiksowała się na jej punkcie. Ciągle chce przebywac tylko z nią i wciąż uważa ją za małe dziecko nad którym trzeba bez przerwy czuwać. Nie mówiąc już o tym, że mój brat a jej mąż nic przydziecku nigdy nie robił, nawet sam jej nie nakarmił!!!!! Istna masakra.. Dziecko teraz chodzi do zerówki, a moja bratowa prawie ciągle tam przesiaduje!!A najgorsze jest to, że dziecko nie umie być qw grupie bardzo się stresuje...Dlatego przestrzegam wszystkie matki przed taką chorą miłością..

    OdpowiedzUsuń
  9. toż nawet na naukach przedślubnych - nie tylko kościelnych ale też w USC (u nas takie były) mówią że na pierwszym miejscu mąż a dopiero potem dziecko...
    Ja uwielbiam chwile gdy leżymy sobie w 2 i po prostu dyskutujemy, opowiadamy i planujemy. To jest czas tylko dla nas.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam totalnego bzika na punkcie dziecka, ale mam też bzika na punkcie męża! Kocham ich obu jednakowo i staram się być matką która poświęca bardzo dużo dla dziecka, ale chwile spędzone tylko z mężem tez są dla mnie niezwykle cenne :)

    OdpowiedzUsuń
  11. trudno czasem zachować proporcje, ale staramy się, Igiego od początku przyzwyczajaliśmy do innych osób, w każdą niedzielę Igi spędza kilka godzin u dziadków i uwielbia ich.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszystko rozumiem, ze harmony,wygoda I tak dalej, ale nigdy nie zrozumiem jakim przykladem bliskosci w rodzinie jest maz spiacy na kanapie, czy o zgrozo, na podlodze, w czasie gdy mamusia spi z dzieckiem...

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mądrze Żono piszesz :)
    We wszystkim trzeba znać umiar. Nawet w czasie z dzieckiem ;)

    U nas też kłopoty pojawiają się przez mało czasu spędzanego we dwójkę.
    Nie pamiętam.
    Naprawdę nie pamiętam gdzie i kiedy ostatnio byliśmy we dwójkę.
    Supermarketu nie liczę, choć i tego nie pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
  14. Chętnie będę podczytywać ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wyobrażam sobie macierzyństwa bez Luśkowego taty. Jesteśmy jak komplet, sztućców - każde od czegoś innego i każde niezbędne. Ale czasu tylko we dwoje brakuje mi bardzo :D

    OdpowiedzUsuń