wtorek, 26 marca 2013

ZZO

Moja siostra jest w ciąży. Stan ten chcąc nie chcąc wywołuje u mnie silne wspomnienia z mojego okresu ciążowego. Rozmawiamy na bieżąco, wiele razy sprowadzałam siostrę na ziemię, bo ktoś coś gdzieś powiedział i mętlik w głowie rozsiał. Dziś chciałam powiedzieć o moich doświadczeniach i odczuciach względem porodu naturalnego ze znieczuleniem zewnątrz oponowym. 




Przez bardzo przykre doświadczenia mojej mamy z oddziałem ginekologicznym w szpitalu w moim mieście od zawsze chciałam omijać to miejsce. Niestety trafiłam tam kiedyś z powodu koszmarnych dolegliwości po laparoskopii a dokładnie pierwszej @ po zabiegu. Rany były świeże a ja traciłam przytomność z bólu. Wtedy też miałam okazję dokładnie poznać i przyjrzeć się personelowi. Niestety moje przekonania dotychczasowe zostały tylko potwierdzone. Niestety do dnia dzisiejszego w niniejszym szpitalu zzo przy SN traktowane jest jak dobry dowcip a porody trwają po 23f...

Poza tym zanim jeszcze zaszłam w ciążę, przeszłam 3 operacje - 2 w tutejszym szpitalu a ostatnią w szpitalu klinicznym w Białymstoku. Miałam porównanie a różnica kolosalna! Mimo, że obydwa szpitale państwowe. Szczęściem trafiłam do najwspanialszego i najlepszego Profesora Wołczyńskiego.W 2 lata po udanej i trudnej laparoskopii bez wspomagania zaszłam w ciążę. 

Przez endometriozę i przebyte operację poznałam wszelkie odcienie bólu. Wiedziałam i wiem czym jest cierpienie fizyczne. Cierpienie, które odbiera siły i chęci do życia. Cierpienie, które powoduje stany depresyjne, paraliżuje ciało i uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Bo jak chodzić do szkoły, do pracy jak 2 dni w miesiącu leżę unieruchomiona i niezdolna do jakichkolwiek ruchów oprócz wyjścia do wc. Wiem czym jest paraliżujący strach przed kolejnym cierpieniem. 

W moim przypadku słowa: "cierpienie uszlachetnia" mogę sobie o kant tyłka potłuc. Moje dotychczasowe doświadczenia nie wniosły niczego dobrego oprócz cyklicznych stanów depresyjnych. 

Nie będąc jeszcze w ciąży i już będąc w ciąży miałam głęboką świadomość, że poród naturalny to nie piardnięcie a bazując na doświadczeniach mojej mamy nie liczyłam na łatwy i szybki poród. Nie mówiłam, że "jakoś to będzie", "dam sobie radę", "może nie będzie tak źle". Nie! Nie chciałam poddawać swojego porodu losowi czy przypadkowych ludzi. Nie chciałam mieć traumy, straszyć innych jaki koszmar przeżyłam albo mieć żal, że przeżyłam koszmar któremu mogłam zapobiec... Nie interesowały mnie teksty innych kobiet typu: "ja sobie poradziłam to Ty też dasz radę".

Bardzo zależało mi na porodzie naturalnym! Mając doświadczenia po wcześniejszych krojeniach CC dla mnie to była konieczność. W moim życiu ból pooperacyjny był jednym z najcięższych więc nie spieszyło mi się do powtórki z rozrywki. Cierpienie bólowe po CC jest trudniejsze do zniesienia niż po SN a wiem to od kobiet które doświadczyły zarówno jednej jak i drugiej "opcji" porodu.

Świadomie w ciąży wróciłam do Profesora. Od pierwszej wizyty w 18tc ustaliliśmy kwestię porodu. Profesor na każdej co miesięcznej wizycie pytał: "A jak Ty chcesz rodzić"? A ja chciałam rodzić bez bólu. Odległość 120km wcale mnie nie przerażała, bo nie rodzi się w 5 minut. Moje przeczucia odnośnie porodu sprawdziły się w 90%.

Na ostatniej wizycie okazało się, ze Lenka ułożona jest do SN więc dostałam skierowanie na poród do szpitala klinicznego w Białymstoku. W moim przypadku dolegliwości bólowe i piekielne bóle krzyżowe towarzyszyły od początku rozwierania się szyjki. ZZO dostałam o 8 rano a urodziłam o 15:20. Ostatnia faza porodu trwała tylko 20 minut ;)



W szpitalu w którym rodziłam panuje jedna podstawowa zasada. W chwili gdy trafiam na porodówkę mam 12h na urodzenie siłami natury. Jeśli nie urodzę robią CC. Nie ma szans na poród 24 godzinny czy dłuższy. ZZO jest standardem, pacjentka ma prawo wyboru czy chce znieczulenie bez żadnych opłat. Gdy znieczulenie przestaje działać, trzeba poprosić anastezjolog i ta zaaplikuje kolejną dawkę. Przed samym porodem podaje się znieczulenie na krocze. Mimo zzo skurcze parte są odczuwalne ale bez bólu!!! Przed samym podaniem ZZO odbywa się szczegółowy wywiad z anastezjologiem. Dowiedziałam się, że w tym szpitalu preferowane jest ZZO, które NIE SZKODZI i NIE PRZEDŁUŻA PORODU! Baaa po podaniu znieczulenia można odpocząć gdzie Mama i Dziecko nabierają sił na ostatnią fazę, która trwa szybciej i sprawniej... Z kobietą rodzącą bez bólu i cierpienia jest lepszy kontakt i lepiej przebiega "współpraca" między położną/lekarzem a rodzącą.

Mnie nie przerażała igła w kręgosłupie, bo igły i szpitale mam oswojone. Widok krwi mnie nie rusza, fakt nie lubię momentu wkłuwania w moje ciało bo jest nieprzyjemne. Mnóstwo kobiet, mówi że się boi zzo ale przecież przy CC zzo jest najczęściej podawanym znieczuleniem! Co za różnica kiedy i przy jakim porodzie jest podawane?

Ostatnio usłyszałam, ze poród bez bólu przyczynia się do depresji poporodowej. Bo to co jest po porodzie nie jest na tyle miażdżące co sam poród... Na pewno nie sprawdziło się to w moim przypadku. Decyzja o zzo była najlepszą i najbardziej świadomą decyzją w mim życiu. Poród wspominam cudownie, jak bajkę. Żadnej traumy, 0 strachu. Mogłabym rodzić codziennie w taki sposób! To, że rodziłam bez bólu w niczym nie umniejszyło mojej kobiecości. Nie czuję się niczym skrzywdzona i nie mam do nikogo pretensji... bo nie musiałam cierpieć :)

Opis dokładny mojego pobytu w szpitalu i porodu TUUUUUUUUUUUU

19 komentarzy:

  1. Zazdroszczę przyjemnego porodu. Mnie z bólu wyginało w miliony paragrafów, a zawsze uważałam się za taką odporną. Chciałam znieczulenie ale mi odmówiono z powodu tatuażu... co potem zakwestionował mój ginekolog prowadzący ciążę... no ale to podobno kwestia sporna. Z resztą i tak by zastrzyk nie zdążył zadziałać... ale bolało tak, że ojejku jejejjjj

    OdpowiedzUsuń
  2. No patrz, a mnie się zawsze wydawało, że po porodzie z bólem , właśnie przez to cierpienie kobieta popada w depresję poporodową, bo moment, który miał być piękny okazał się traumatyczny...

    OdpowiedzUsuń
  3. o ja też mam takie zdanie :)
    wolę igłę w plecach i cudne wspomnienia bez bólu :). Podobnie jak u Ciebie uważam tą decyzję za jedną z lepszych jaką mogłam podjąć w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mimo, że czulam ból też wspominam poród bardzo dobrze. Nie miałam znieczuleni, ale od pierwszych skurczy mój poród trwał niecałe 2,5 godziny więc dało radę wytrzymać a wyparcie Córki wspominam jako najcudowniejszy moment porodu, bo wtedy poczułam ogromną ulgę fizyczną że już nie muszę przeć:)Pomoc położnej, mimo że surowej była nieoceniona. Nie czuję się lepsza z tego powodu że rodziłam SN i bez znieczulenia, ale faktem jest to, że jestem z siebie bardzo dumna że dzielnie to zniosłam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo przydatne dla przydatne dla przyszłych mam.
    Ja też rodziłam bez bólu i depresji nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nareszcie coś normalnego. Wczoraj na Szkole Rodzenia usłyszałam, że znieczulenie spowalnia poród. Mimo to, położna zaznaczyła, że kobiety trafiające na porodówkę, mające przy sobie tzw. "plan porodu" (to coś takiego istnieje??? naprawdę niektórym posrało w główkach) z zastrzeżeniem, że: znieczulenie NIE, oksytocyna NIE, nacięcie krocza NIE, jak zaczynają się bóle konkretne, bardzo szybko zmieniają zdanie. Nie rozumiem kobiet, które przeżywszy poród naturalny bez znieczulenia robią z siebie święte cierpiętnice i narzucają tę postawę pozostałym, gardząc tymi, które decydują się na znieczulenie. No ale nie od dziś tzw. solidarność jajników to fikcja. Oczekiwanie, że skoro ja cierpiałam, to Ty też powinnaś, żebyś nie miała lepiej niż ja - niedobrze mi się robi. Byłam ostatnio w szpitalu, na oddziale ginekologicznym. Patrzyłam na dziewczynę, której zaczęły się bóle porodowe. NA początku jak usłyszała, że chcę znieczulenie, to mówiła: ale to nie czuć, nie wiadomo co się dzieje i odnosiła się do tego ze sceptycyzmem. Potem zabrali ją na porodówkę i odwiedziłam ją następnego dnia. Usłyszałam od niej: Boli strasznie, bierz znieczulenie! Od innej dziewczyny, która zdecydowała się bez ZZO, usłyszałam, że jeśli czuję, że nie dam rady, to mam brać - BUDUJĄCE :)
    K.B.W.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo zazdroszczę możliwości zzo. Ja dzwoniłam do obu szpitali w moim mieście i poinformowano mnie, że owszem,mają anestezjologów, ale są oni potrzebni na chirurgii, więc na ginekologię są wzywani tylko w nagłych przypadkach i do CC. Mój poród trwał 36h. W trakcie błagałam o cokolwiek na zmniejszenie bólu i usłyszałam, że gdybym się skonsultowała z anestezjologiem przed porodem, to mogłabym dostać zzo. Brak słów....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże... Nic więcej nie mogę z siebie wydusić... To jest potworne zamęczanie i skazywanie na wielogodzinne cierpienie!

      Usuń
  8. Gdybym nie miala znieczulenia, to nie wiem, ak by sie skonczyl moj porod. Podali mi je dosc pozno (na szczescie w UK jest bezplatne i nie trzeba sie wyklocac o nie), ale dzieki temu gdy malemu zaczelo spadac tetno w czasie parc, zostalam szybko nacieta i w kilka minut mialy byl na swiecie. Okazalo sie, ze byl trzykrotnie owiniety pepowina :/ Nie wiem jak bez znieczulenia mialabym przetrwa rozdarcie 4 stopnia, ktore mialam i wiem, ze cala akcja z tetnem trwalaby o wiele dluzej, wiec dziekuje sobie w duchu, ze taka bylam do zzo przekonana.
    Z drugiej strony chyba nigdy nie zgodzilabym sie znowu na wywolanie, ktore mialam, bo podejrzewam, ze to przez to te wszystkie problemy z porodem i nieskonczone bole. Niestety nie mialam bardzo wyboru ze wzgledu na problemy z nerkami :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Któregoś razu doczytałam się i ja miałam rozdarcie 2-3 stopień. Chwała wszystkim za zzo!

      Usuń
  9. Nie ma takiej opcji bym rodziła bez znieczulenia. Absolutnie. Nie mogę złego słowa powiedzieć na szpital, w którym rodziłam. ZZO za darmo, dostałam je w ciągu 20 minut od mojej prośby, sęk w tym, że miałam zatrucie ciążowe i byłam spuchnięta jak bania, więc na początku zadziałało tylko na połowę ciała i szybko przestało działać. Dostałam jeszcze kilka dawek. Przez pewien czas czułam więc ból porodowy i wiem, że mam bardzo niską odporność na niego i że mnie konkretnie nie mobilizuje do działania tylko wręcz przeciwnie - powoduje, że kulę się jak małe zwierzątko. W tym szpitalu są bardzo mądrzy anestezjolodzy. Z jednym z nich miałam zajęcia w szkole rodzenia. Powiedział mądrą rzecz - że nikt nie ma prawa oceniać czy kobieta jest w stanie znieść ból bo to tylko i wyłącznie jej indywidualne odczucia i skazywanie kogoś na cierpienia gdy istnieją środki by pomóc jest nieludzkie. Owszem radzą przetrzymać do 3 cm rozwarcia by akcja porodowa się zatrzymała, ale potem nie ma problemu i między bajki należy włożyć opinie jakoby znieczulenie samo przez się spowalniało poród. To zależy od rodzącej. Od jej nastawienia. Są kobiety, które się rozleniwiają, owszem, ale to przecież kwestia nastawienia, wiedzy na temat mechanizmu porodu i dobrej położnej. Mówił, że nie odmawia znieczulenia nawet jeśli widzi, że kobieta na tym znieczuleniu w ciągu kilku minut urodzi bo to jest kilka minut z JEJ życia i ma prawo jej przeżyć tak jak chce. Opowiadał, że to leniwi anestezjolodzy wymyślili bajeczkę o tym, że bywa za późno na podanie znieczulenia bo nie jest to prawda. Chodzi tylko o to, że kiedy rodzącą targają już mocne skurcze to gorzej ona współpracuje podczas wkłucia, ciężej z nią nawiązać kontakt, zachęcić by się odpowiednio wygięła i po prostu to więcej pracy dla lekarza. On sam nie podaje znieczulenia tylko wtedy gdy wiadomo, że sama procedura wkłucia trwałaby dłużej niż urodzenie dziecka.
    Wiedząc to wszystko na pewno będę rodziła w tym samym szpitalu co ostatnio. Wprawdzie doświadczyłam tam po porodzie koszmarnego terroru laktacyjnego, ale teraz jestem mądrzejsza i nie zamierzam sobie cycocholiczkami-maniaczkami zawracać głowy i będę miała w torbie własne jednorazowe buteleczki mieszanki na wszelki wypadek by uniknać kontaktu z oszołomkami w dyżurce. Najważniejsze jest dla mnie podejście do rodzącej. Nikt tam nie wydziwiał gdy prosiłam o kolejną dawkę znieczulenia. Zaakceptowano, że jestem wrażliwa na ból. Po operacji kiedy leżałam po komplikacjach pod kroplówkami anestezjolog sam z siebie zaproponował, że skoro jestem tak czy siak zarurkowana to poda mi znieczulenei podpajęczynkowe. Dzięki temu nie wiem co to ból rany pooperacyjnej. Kiedy odłączono mnie od kroplówek po 3 dniach odczuwałam już tylko lekki dyskomfort, a koleżanki opowiadały o przeraźliwym bólu rany po zejściu znieczulenia po operacji - nie wiem co to jest.

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest bardzo indywidualna kwestia... Przy porodzie Oskara myślałam o znieczuleniuuale w tamtym szpitalu było płatne 1000 zl i zwyczajnie nie było mnie na to stać. Po porodzie miałam złe wspomnienia, ale nie że względu na ból tylko przez traktowanie personelu. A w ciąży z Tymkiem wiedziałam dwie rzeczy : że nie chcę znieczulenia i, że chcę mieć przy sobie Ry. On na mnie podzialal jak środek znieczulający :) A tak na serio to nie czułam takiej potrzeby. Wiedziałam, że dam radę, a lekarze mogą mnie przekonywać, że to nie ma wpływu na dziecko, ale Ja wolę chuchać na zimne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dziękuję za ten wpis. wiele mi rozjaśnił :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratulacje dla siostry!!! Ja niestety-stety miałam cesarkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Była CC więc tak miało być ;)

      Usuń
  13. Zazdroszczę Ci możliwości wyboru. Zaufanego lekarza i wpływu na swój poród...

    Ps. Dziękuję za paczuszkę wymianko - zającową.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę, się że trafiłam na Twój tekst o ZZO.
    Jeszcze kilkanaście tygodni temu zastanawiałam się nad bezpieczeństwem tego zabiegu, aż trafiłam na szereg stron uświadamiających, że nie jest to wymysł znieczulenia do porodu a do innych zabiegów również a prawidłowo podane nie wydłuża i nie utrudnia porodu.
    Prowadzę ciążę w Czechach i tutaj na "dzień dobry" proponują aby rozważyć taką możliwość bo UŁATWIA poród.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo fajny, pomocny i dający do myślenia wpis ... Za miesiąc rodzę i zaczynam już trochę panikować. Niestety szpital który wybrałam nie zapewnia zzo, o którym również myślałam. Koleżanki też mówiły wiele dobrego i tym znieczuleniu. Ból praktycznie nieodczuwalny ...
    Nie wiem czy mam niską czy wysoką odporność na ból, na pewno mam bardzo niską odpornosć na szpitale ;)

    OdpowiedzUsuń