poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Buntowniczka

Moje charakterne Dziecię niemal od pierwszych oznak, ze już jest potrafi dać czadu. Generalnie nie ma się co dziwić - Matka z adhd do tego dda, tata też dda. Dobrze, że tatuś spokojniejszy i łagodniejszy (czasem nawet jak kwoka) więc jakoś się równoważymy. Już w brzuchu mym Lenka umiała pokazać, że spokojna to nie jest i raczej nie będzie po opuszczeniu ciasnego i opływowego maminego "gniazdka". Ja się cieszyłam baaa nawet nie byłam szczególnie zaskoczona widząc poczynania mojej Córy.



Od początku Dziecko moje umiało przekazać czego chce. Nie zawsze od razu byliśmy w stanie odczytać płynący przekaz ale prędzej czy później wiedzieliśmy o co chodzi. Tak na prawdę przejawy buntu były wyraźne od zawsze. Nie mogę określić od kiedy Dziecię moje zaczęło pokazywać swój charakterek. Zachowania te ewoluowały wraz z rozwojem. Incydenty które zdarzają się obecnie idealnie wpasowują się w szereg zachowań charakterystycznych dla buntu 2-latka. Informacji na ten temat jest mnóstwo jak również ogromna ilość rad jak okiełznać Potwora.

Co jakiś czas sięgam do źródeł informacji na ten temat. Zazwyczaj wtedy gdy już ogarnia mnie stres i niepokój. Zawsze wtedy przeczytanie słów "mieści się w granicach normy" działa na mnie kojąco. Tym bardziej gdy w zeszłym tygodniu żyło nam się wspaniale a weekend był pełny incydentów. Mogę podać kilka wskazówek jak ja sobie z tym radzę i nie radzę.

1) Przede wszystkim wnikliwie obserwuję Potwornicką. Analizuję dokładnie przebieg zdarzeń około Lenkowych przed rozpoczęciem się ataku złości i histerii. Gdy dochodzę do źródła przemawiam spokojnie do Córki i pytam się czy z tego powodu jest zła. Staram się wczuć w nią i nazywać jej uczucia jakie w danym momencie ją przepełniają. Pytam się też: "Masz Kochanie kryzys?" Lenka odpowiada: "Zys taa" i uspokaja się. Pytam się również: "Czujesz bunt? Jesteś zła?". Gadanie typu: "uspokój się, nie zachowuj się tak" działają jak płachta na byka i potęgują negatywne zachowanie.

2) Jeśli Potwornicka ma napad agresji i rzuca się lub tłucze głową o meble czy coś innego, biorę za fraki i przenoszę w bezpieczne miejsce np. na łóżko i mówię: "Tu sobie możesz walić głową". Czasem łapię za głowę i trzymam mocno na tyle by ograniczyć ruch tłuczący.

W ostatnich dniach scenariusz miał podłoże braku drzemki w dzień. Rozhisteryzowana i podkurwiona Lena była w takim stanie zmęczenia, że mimo tego nie mogła się położyć spać. Mniej więcej tak jakby była mega przebodźcowana. 

3) Jeśli Lenka rzuca się oscentacyjnie na podłogę, bo sprzeciwiłam się jej - nie zwracam na jej zachowanie uwagi. Często staram się odwrócić uwagę od sytuacji by nie pogrążać Córki w tym stanie. To tak na prawdę chwilowy protest do którego nie trzeba przywiązywać większej wagi.

4) W atakach złości zawsze się pytam czy Córka ma ochotę się przytulić. Często właśnie rozżalona Lena potrzebuje wtedy bliskości. Z resztą obowiązkowo po każdym napadzie złości przytulamy się i wycałujemy - Lena wręcz wtula się całą sobą - właśnie wtedy najbardziej potrzebuje bliskości.

5) Gdy ja zaczynam tracić cierpliwość mówię do Córki o tym: "Lenusiu zaczynasz mnie wkurzać. Lenka zaczynam się irytować, złościć itd." W ten sposób chcę pokazać Córce, że jej zachowanie oddziałuje również na mnie. Bywa, że mam autentycznie dość Cholery. Wtedy wychodzę do łazienki żeby sobie włączyć "reksia". Zauważyłam, że Lena w kryzysowych momentach za moim przykładem też wychodzi do łazienki.

6) Jeśli Lenka szczypie, gryzie, kopie - a zdarzało się i tak - odstawiam ją od siebie. Jeśli to się dzieje np. w trakcie zabawy na kanapie odstawiam ją na podłogę. 

Jeśli w/w sytuacje mają miejsce poza domem lub jak jesteśmy w mieście na powietrzu - biorę Lenkę pod pachę i odnoszę do innego miejsca lub mówię, że wychodzimy bo się zachowuje tak a nie inaczej.

Zauważyłam też, że przy mnie Córka szybciej się uspokaja niż gdy jest ktoś w pobliżu. Wtedy ma publikę i trenuje wszystkich dookoła. Podobnie się dzieje gdy jesteśmy we 3 czyli jest z nami Tata. Lenka przy mnie trzyma się "w ryzach". Mniemam że wynika to ze stawianych przeze mnie granic. Mnie nie musi trenować i sprawdzać, wie na ile może sobie pozwolić i czuje się bezpiecznie.

Prawda jest jednak jedna. Nieważne jak się zachowuje dziecko i czy jest mniej lub bardziej charakterne - za każdym zachowaniem kryje się drugie dno czyli potrzeba. Dziecko nigdy nie zachowuje się "ot tak sobie" i nie robi na złość tylko z jakiegoś powodu. Wtedy kiedy robi zamach rączką by uderzyć tak na prawdę próbuje radzić sobie z własnymi emocjami, które natychmiastowo się wzburzyły. Dziecko samo nie jest w stanie zrozumieć wtedy siebie. Ja jako mama mogę Dziecku pomóc i to w tym właśnie chodzi. Wiem, że przy mężu Lenka jest bardziej roztrojona bo chciałaby nadrobić z nim czas. 

Dziś mam dzień na wariata. Po kryzysowym weekendzie Lena cuduje. I tak przebrałam ją z 5 razy. Na podwórku łaziła po kałużach i namoczyła sobie nogi. Wsadziła ręce w namoczony dla kur chleb. Zrobiła kupę w rajstopy gdy nie miała pampa (wszystkie siuśki lądują w nocniku). Oblała mnie wodą gdy ją myłam, wylała na mnie swój rosołek.... i mnóstwo innych "urokliwych" atrakcji dziś mi zafundowała. ALE za to pięknie zjadła, dała zrobić sobie kucyczki, wyprzytulałyśmy się, wycałowałyśmy, nagadałyśmy i teraz ŚPI! Powrót do równowagi nie jest tak oczywisty :)


14 komentarzy:

  1. Wspaniały tekst i Twoje metody uspokajania Leny pokrywają się z moim w uspokajaniu Smyka. Czy mieszczę się w granicach normy. Uf! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się z Waszych małych sukcesów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za tekst!
    Amelinda też daje nam popalić od urodzenia. Jest wymagającym, absorbującym dzieckiem. Dużo płakała, mało spała, ciągle czegoś chciała (a na początku nie mieliśmy pojęcia o co chodzi). Kolki, refluksy, ząbkowanie. Teraz bunt prawie dwulatki. Czasem człowiek wymięka ;) Dobrze, że dla równoważni jest wiele pięknych chwil: przytulanki, tańce, śmiechy, wygłupy.
    Trzymam kciuki za Ciebie i Lenkę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha dda witaj w klubie:) Choć u nas tata anty dda- trzeba się jakoś równoważyć:) Czytam i uczę się na przyszłość- bo na pewno się przyda:-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że piszesz o metodach uspokajania małej :-) Przyda mi się na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojjj to jeszcze wszystko przede mną :) Choć mam wrażenie że mój synek 16mc ma już ten okres albo zaczyna się :P

    Zapraszam do siebie :) Miły konkurs ciekawe nagrody :)

    http://www.timeforus-momandson.blogspot.com/2013/04/ogaszam-konkurs-z-jelp.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. kucyki mnie wzruszają :)
    Gdy czytam Twoje opisy to tak sobie myślę, że Wito jeszcze buntu nie przechodzi, a Ty super sobie radzisz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Robię podobnie. U mnie maluch dopiero się rozkręca... nie jest lekko ale cóż... damy radę, nie ma innego wyjścia >:0)

    OdpowiedzUsuń
  9. robię dużo rzeczy podobnie, a dużo ściągnę, dziękuję :)
    U mnie z małym jest tak samo - jak jesteśmy sami jest spokojniejszy, wie na co może sobie pozwolić, przy innych za to - diobeł!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne rady. U mnie nie ma jeszcze rzucania na podłogę, ale czuję już nadchodzącą burzę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Madre metody. My mamy teraz okres wytchnienia przed kolejna burza rozwojowa. Jak wspominam okres miedzy 1.5 a 2.5 roku mojego syna mam ciarki na plecach. A takim spokojniutkim byl niemowlakiem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niezła Żono - jestem z ciebie dumna, z Twojego wpisu bije wiele mądrości i zdrowego rozsądku. Rady - choć jestem im przeciwna - nie są przez Ciebie narzucane i traktowane jako jedynie słuszne, po prostu - dzielisz się doświadczeniami - SUPER. Tak trzymaj.
    K.B.W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę niczego narzucić przecież każde Dziecko jest inne :D

      Dzięki :)

      Usuń
  13. Fajnie, że się dzielisz swoimi sposobami, choć te metody do mnie nie przemawiają.

    OdpowiedzUsuń