środa, 24 kwietnia 2013

Ciśnienie

Gniecie mnie tak od środka. Ale nie rozsadza i staram się NIE walczyć. Szukam wentyla wszędzie. Najważniejsze to wyżyć się na wszystkim tylko nie na Dziecku.



Dobrze, że moja ciążowa siostra ma do mnie darmowe rozmowy. Dzwoni do mnie i mówi:
"Tu kontrola jak tam wściekła kura?"

I tak sobie słucham jej sapania i gadamy sobie. A tak btw to będziemy w Olsztynie z Lenką :D Bo trzeba pomóc przygotować gniazdko dla Miśka :D Więc może uda się jakieś spotkanie???

Dziś wkurw padł na męża. Klęłam jak szewc, na szczęście Dziecię moje wyluzowane, wiatr wiał, więc liczę na to że bluzgi nie docierały do jej uszu.

Mąż wystrzelił z tekstem żem Paniusia. Bo nie dotarłam do biblioteki przez obtarte nogi dzięki moim lakierkom czerwonym. Wściekła rozłączyłam się i napisałam sms:

"Sam jesteś paniusia!"

a mąż:

"Bo ni chu chu mi się te buty nie podobają Paniusiusiu"

Gdy to przeczytałam parsknęłam dzikim śmiechem. Po czym odpisałam:

"Będę w nich ZAWSZE chodzić przy Tobie"

Tak więc wczoraj zeżarłam pakę chipsów, popijając jabłkowym niby piwem, bo te jabłkowe to jak nie piwo. Dziś pożarłam pół paczki ciastek z czego 2 odstąpiłam Dziecku bo to przesada tak żreć na oczach Dziecka i nie dać. Dziś mi mąż przywiózł winko więc sączę sobie właśnie pisząc tego posta.

Córka dziś miała szał ciał. 3h na podwórku. Spacerek do koników oczywiście, zbieranie skawalonego piachu i rzucanie nim, chodzenie przy wózku. Mycie rączek w misce w zimnej wodzie z pompy na podwórku i jedzenie zupki też przy domku. Powrót do domu był ciężki. Rozpacz ogromna. W drzemkę padła po płaczu. Po obudzeniu też było niezadowolenie... więc zafundowałam Dziecku mojemu relaks. 
Wzięłam 2 piórka. Córa była w pampie i bodziaku. Nie protestowała. Pozwoliła się ułożyć wygodnie i poddała zabiegom relaksacyjnym... Głaskałam ciałko rozkoszne i przesłodkie... Lenka poddała się i oddała w błogostan... 

Potem popisała sobie nogi wzdłuż całe długopisem i body też. I zaskoczyła mnie precyzyjnym wyjadaniem owoców ze słoiczka łyżeczką...



15 komentarzy:

  1. Nienawidzę PMS. Tak jak i siebie podczas PMS....A czekolada Ci pomaga?

    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojjjj biedny mężulo :Dehhehe!
    No niestety taka Jego rola-że żonka ma prawo sie na nim wyżyć:P !!

    Ja też dziś z lekka nabuzowana,ale....3małam w sobie.;)

    Mój synio to by nawet minuty nie usiedział ,jak bym chciała Go pomyrdać piórkiem:P

    Mięłgo wieczorku;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Końcówka mnie rozwaliła :) U nas też awantura za powrót do domu i też sobie nogi obtarłam nowymi butami :/

    OdpowiedzUsuń
  4. prawdziwa Pańca z Ciebie :)
    pms rządzi!

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha! Padłam nooo! Ta wymiana sms-ów the best :D

    OdpowiedzUsuń
  6. ciekawa jestem tych tautaży Lenki:) Oj u mnie też się właśnie zaczyna i już czuję nadmiar "energii"

    OdpowiedzUsuń
  7. Siostra nieźle Cię wita:)

    Też mnie ostatnio buciorki obtarły aż krew się sączyła, czy to znaczy, że jam tez Paniusiusia:D

    Lence się wcale nie dziwię, bo samej nie chce mi się ze spacerków wracać:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju, taki relaks to i mnie by się przydał.

    OdpowiedzUsuń
  9. ...siostro w cierpieniu!
    dobry patent z tym wyładowywaniem się na innych! muszę spróbować :D

    OdpowiedzUsuń
  10. O, to nie tylko mój Gamoń ma alergię na moje części garderoby! Jezu, jaka ulga!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Haaha - paniusia z pms. Mieszanka wybuchowa

    OdpowiedzUsuń
  12. Haha moje najlepsze lekarstwo na PMS - paczka chipsów paprykowych + jabłkowy Redds :D
    A wiesz, że jedna kobieta w USA (no jakże by inaczej!) nie została skazana za morderstwo męża tylko dlatego, że powołała się na ostry PMS! ;) Podczas PMS przypominam o tym Mężowi ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nienawidze pms! Mnie wtedy ogarnia smutek i zniechecenie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Winko , jabłkowe piwko oj kobieto Ci zazdroszczę !PMS znam to i nienawidzę ,normalnie w tym okresie zazwyczaj się pyta czy aby nie jestem w ciąży bo żrem wtedy na potęgę i jeszcze te humory wrrr :P

    OdpowiedzUsuń