sobota, 13 kwietnia 2013

Mój wybór jest moim dobrem

Dzieci są okropne. Zaczyna się w ciąży wszelkie około ciążowe dolegliwości katują matki organizm i siadają na psychice. Jak poród jest boski to po porodzie niekoniecznie. Dupa boli, siedzieć nie można a do ogarnięcia Stworzenie bo ogarnąć siebie już tak nie halo.... Zaczynają się jazdy.



Dzieciak ryczy, je, rzyga, sra i tak w kółko. Bo ileż można się zachwycać kupką? Kiedy o 3 w nocy przesrane na wszystkie strony Dziecko drze się w niebogłosy bo od razu chce jeść a spać niekoniecznie? Z kupą też są jazdy bo jak jest trzeba ogarniać a jak nie ma jest jeszcze gorzej. Bywają też kolki czyli darcie nie  z tej ziemi. Potem zęby, problemy z jedzeniem,  nerwowością...

Prawda jest jedna: DZIECI SĄ KOSZMARNE! Jak już zaczną biegać włażą wszędzie. Nic im się nie da wytłumaczyć a jak się stawia granice jest bunt. Z resztą bunt zaczyna się jeszcze przed roczkiem i trwa już do końca. Bo bunt dwulatka wraca w buncie nastolatka...



No to po co te wrzeszczące smarkacze? Sytuacja w kraju i na świecie nie napawa optymizmem i nie zachęca do rozmnażania. Gonitwa za dorabianiem się, kasą, karierą... głowa zajęta tak bardzo, ze tykający zegar biologiczny jest zagłuszany. Wydaje się, że pora na dziecko nigdy nie jest dobra. Czasem rozczulają słodkie bobasy z reklam a jak widzi się wściekłe dziecko rzucające się w sklepie człowiek puka się w czoło.

Tak ja nie cierpiałam dzieci. I generalnie nie przepadam za Dziećmi do tej pory. Moją przychylność zdobywają dzieci rodziców których znam. Ciężko mi się rozczulać nad tak zupełnie obcym Dzieckiem. Jeśli widzę ładne Dziecię oczywiście nie ukrywam tego ale nie wymagam by inni zachwycali się moim.

Dzieci dezorganizują życie na każdej płaszczyźnie życiowej. Wymagają ogromnego poświęcenia się. Rodzic zastanawia się jak być najlepszym rodzicem a gdy widzi, że Dziecku dolega cokolwiek bije się w pierś, że to jego wina. Z resztą poczucie winy idzie niemal w parze z byciem matką od samego początku. Bo przecież POWINNAM WIEDZIEĆ...

Powinnam znać moje Dziecko najlepiej.
Powinnam wiedzieć co i kiedy jest potrzebne mojemu Dziecku.
Odczytywać jego potrzeby natychmiast.
Być oddana i poświęcać całą swoją uwagę...

 Ja musiałam budować mój system wartości na nowo odkąd stałam się Matką. Anka z przed ciąży kłóciła się z Anką matką. Nie potrafiłam i nie potrafię do dnia dzisiejszego zrezygnować z siebie na poczet dobra mojego Dziecka. Wkurwiały i ciągle wkurwiają mnie teksty o tym, że powinnam być z Dzieckiem cały czas blisko. Dla mnie to jest chore. Doświadczyłam w życiu zależności i uzależnienia, wiem jakie są skutki chorej więzi. Widziałam z czym borykają się współuzależnieni. I nie chodzi mi tu alkoholizm i tym podobne uzależnienia. Nie, mam na myśli uzależnienie od drugiej osoby.

Nasz rząd sra w gacie z powodu niskiego przyrostu naturalnego ale w dupie ma jednocześnie czy stać nas jednostki społeczne na posiadanie dzieci. Państwo nie sprzyja. 



Autentycznie można w tym wszystkim zwariować. Mieć dzieci czy nie mieć? Czym dziś jest odpowiedzialność? Wielu rodziców pragnie by jego dziecku niczego brakowało a co to jest to nic? Ubrania? Akcesoria? Wypasione zabawki? Są tacy co twierdzą, że nie stać ich na Dziecko. No tak jeśli się goni za materializmem i wypasionymi dobrami to tego samego wymaga się od Dziecka - by było wypasione i modne. By w niczym nie odbiegało od rówieśników, by się niemal wtapiało w tłum dzieci... Lub przesadnie by było najlepsze, najładniejsze i miało full wypas lepszy niż jego rówieśnicy... 

Ciężko dziś dokonywać wyborów. Każdy nasz wybór jest poddawany ocenie i dokonując go jednocześnie narażamy się na lincz tej drugiej strony. Bo jeśli karmisz butelką jesteś wyrodną matką, jeśli wracasz do pracy też jesteś wyrodna, jeśli "siedzisz" z dzieckiem do 3rż to jesteś leń itd... Jeśli wychowujesz Dziecko w taki a nie inny sposób też tak jest. I tak w kółko, ciągle, bez przerwy.


I wiecie co? Dlatego ja robię po swojemu. W dupie mam to, że Dzieci są koszmarne - moje też potrafi być koszmarne. Ale jest moje, wyczekane, wymarzone, najmądrzejsze i najpiękniejsze. W dupie mam to, że rząd ma mnie w dupie jako matkę. W dupie mam to, że Dziecku daję parówki z lidla i ketchup zamiast kaszy jaglanej i banana z uprawy ekologicznej. W dupie mam to, że urodziłam Dziecko na studiach zamiast czekać na dorobienie się i rozwój mojej kariery. - To są moje wybory, najlepsze dla mnie i dla nas. Nie oceniam wyborów innych, nie krytykuję bo KAŻDY KIERUJE SIĘ WŁASNYM DOBREM. 

Dla szczęścia i radości mojego Dziecka jestem w stanie zrobić wiele, prawie wszystko - prawie bo nie wszelkim kosztem.


27 komentarzy:

  1. Niestety oczekuje się od nas matek zachwytu nad kupami czy wymiocinami,zatracenia w sobie człowieczeństwa na rzeczy dziecka,odstawienia własnych potzeb na boczny tor.Nikt nam nie pomaga,każdy krytykuje.
    Każdy wie lepiej...a matki które ośmielają się przedstawić macierzyństwo bez słodyczy,mimo iż kochają swoje dzieci są napiętnowane,krytykowane i w ogóle na stos...moje dziecko,moje życie,krzywda mu się nie dzieje więc wara ode mnie i mojej rodziny.
    Brawo ! sza-po-ba ! cała prawda i tylko prawda...n
    Ujęłąs to w piękne słowa ! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Eeee tam..... Z parowkami z lidla przegielas....

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się i to bardzo się zgadzam.
    Gdybym kierowała się finansową gotowością na poczęcie dziecka to nigdy bym pewnie nie miała potomstwa.
    Chcę być z córką blisko - lubię to i tego potrzebuję ALE w równym stopniu potrzebuję mieć chwilę tylko i wyłącznie dla siebie. W przeciwnym razie źle się to odbija na relacjach z córką bo robię się nerwowa, drażliwa i zaczynam krzyczeć. Wiem, że jak moje potrzeby są zaspokojone, to mogę się oddać córce na tyle na ile ona tego potrzebuje.
    Chętnie bym posiedziała w domu z córką, bo mogłabym wspierać jej rozwój, może pewne rzeczy zauważyłabym wcześniej. Niestety całe dnie w pracy, obowiązki dnia codziennego bardzo to komplikują - zmęczenie to jedno, a niewielka ilość czasu spędzona razem ogranicza możliwości.
    Teraz nadrabiamy! Teraz z kolei znów mamy czas dla siebie i tylko dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry tekst, podoba mi się:) A to dlatego, że mam takie samo zdanie i podejście, tzn. nigdy nie lubiłam dzieci, nie zachwycałam się nimi, nie podniecałam - starsze owszem bo można nawiązać fajny kontakt, dialog (zresztą swojego czasu byłam dwa lata opiekunką właśnie starszego dziecka), natomiast niemowlaki-wow dla mnie jakaś abstrakcja. Nawet przy swojej Córce czuję się czasem jak kosmitka bo nie czaję tych wszystkich potrzeb i nastrojów, ba czasem płacze i wrzaski wcale mnie nie wzruszają. Na początku mojego macierzyństwa też pewne rzeczy musiałam przewartościować bo wydawało mi się, że oto koniec mojego życia, moich pasji, podróży itd. Teraz myślę inaczej, ale nadal uważam że matka nie powinna się wyrzekać siebie na konto dziecka, bo te dwie kwestie można pogodzić. I jak słyszę te teksty matek, że teraz tylko dziecko, że nie poszłam gdzieś bo dziecko, że nie się z mężem bo dziecko itd. to niedobrze mi się robi, bo właśnie stąd rodzi się późniejsza frustracja i bycie nieszczęśliwym, zmęczonym. Stawiam na dobrą relację z dzickiem ale nie współuzależnienie, ta jak piszesz to chore i może potem powodować bardzo niedobre skutki w późniejszym dorosłym życiu. Apropo jedzenia-przy tekście o parówkach no rozbawiłaś mnie do rozpuku :) ja rozumiem, że dziecku trzeba zdrowe rzeczy dawać itd itp, ale też bez przesady! Jak dziecko zje trochę cukru, czy smakowego jogurtu czy nieekologicznych parówek to się nic nie stanie. Naprawdę bawią mnie rodzice, którzy nie dazdą dziecku czekolady ani grama cukru czy czegoś ,,zakazanego'', tylko potem jest tak: 6 lat zdrowego chowania a po 6 latach dzieciak pójdzie z klasą na wycieczkę i się nażre MacDonalda :D I cala ideologia psu w du..ę:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie przyszło Ci do głowy, że to jest wybór, a nie poświęcenie? Tyle moje, co se ponarzekam, swoje życie podporządkowałam dzieciom, mężowi i firmie. Umiem to pogodzić i nie mam czasu na siebie; pogodziłam się z tym bo wiem, że kiedyś sobie odbiję. Teraz jest ciężko ale kiedyś będzie zajebiście, jak podrosną. A że sobie ponarzekam, że moje dzieci chorują na zmianę od września i raczej nie mam możliwości wyskoczyć na cały dzień do spa? To takie zabawne?

      Usuń
    2. Dodam, że nie pojechałam od 4 lat na narty bo dzieci, nie popłynęliśmy w rejs po Bałtyku/Adriatyku gdzie bądź bo dzieci, a narty wodne sobie odpuściłam bo to żadna frajda bez męża. Jazda konna również. Nie gram już w tenisa bo nie mam czasu. Bo mamy wspólne pasje z mężem i wolimy poświęcić te pierwsze lata dzieciom niż zabawić się wszelkim kosztem; takie pasje z dziećmi to dla wytrwałych są, małe dzieci średnio się nadają do ciasnej żaglówki. I nie mam z kim zostawić dzieci, nawet jakby się chciało - bo moja mama jest po operacji kolana i czeka na operację oka, a teściowa jest skończoną kretynką. I co? Nie mam prawa narzekać, że się poświęcam dla dzieci? Choć narzekam rzadko i wtedy, gdy źle się czuję? A dlaczego nie dawać dziecku najlepszego jedzenia, na jakie nas stać? Ma całe życie aby się nażreć świństwa, dobre nawyki żywieniowe procentują w przyszłości. I ja mam wybór: mogę oddać syna do żłobka, mam kilka ofert pracy bo jestem niszowym specjalistą, mamy też własną firmę ale ja tak wybrałam i nie żałuję ani chwili. Choć bywa, że narzekam. I co z tego? Każdy narzeka.

      Usuń
  5. Ja bylam zupelnie innym przykladem - nauczycielka z pasja, kochajaca dzieci, gotowa na dziecko (ktore bylo dlugo moim marzeniem), a po porodzie wstrzas, ze to nie tak mialo byc, nie tak sie mialam czuc. Stalam sie zupelnie inna osoba i przezylam w zwiazku z tym wstrzas...Nie wyobrazam sobie juz zycia bez mojego syna, ale caly czas probuje znalezc siebie na nowo w tej sytuacji, bo przeciez nie jestem tylko mama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czuję, Córkę kocham ponad wszystko ale kocham też siebie i staram się godzić bycie mamą, żoną i bycie sobą, czuć się ze sobą dobrze tym samym nie czuję już że się czegoś wyrzekam.

      Usuń
  6. Ja też nie lubiłam i nie lubię dzieci...moje oczywiście kocham, ale swoje to swoje.
    Natomiast jesli chodzi o te więź to mam wrażenie, że osoby-głównie matki-w jakis sposób dysfunkcyjne w sferze miłości uzalezniają siebie od dziecka i dziecko od siebie.
    Dla wielu kobiet dziecko staje sie centrum jestestwa, potem z takim dzieci wyrastają uzależnieni od mamusi dorosli...
    Na przykład nigdy nie zrozumiem jak kobieta może bac się wyjśc na kilka godzin z domu zostawiając dziecko z mężem czy dziadkami, albo przezywac traume z powodu odprowadzania dziecka do przedszkola.
    Nie rozumiem i pewnie nie zrozumiem :P

    No i kobiecie jakoś łatwiej jest uczyć samodzielności córke niż syna, tak mi sie wydaje jak obserwuje otoczenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety też zauważyłam tą niebezpieczną zależność... O ile zatraconej matce jest dobrze to czy jej dziecku też?

      Usuń
  7. A ja jestem jeszcze inna - chcę szczęścia dzieci każdym i wszelkim kosztem, dałam im życie i chcę aby miały najlepsze, na jakie mnie stać - psychicznie i materialnie i nie przeszkadza mi to, że z lekka zatraciłam siebie, czasem narzekam na to ale jednocześnie to mój wybór i dając szczęście dzieciom swoim kosztem, też jestem szczęśliwa. Bo one są najważniejsze. Póki są male, jestem przede wszystkim mamą, potem jest reszta. I wiesz, dotarło to do mnie jak chorowały koszmarnie. One mnie potrzebują najbardziej na świecie i nikt nie jest w stanie zastąpić matki, zwłaszcza dopóki są małe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy postępuje według własnych schematów. Jeśli Tobie z Twoimi jest dobrze - to czego chcieć więcej?

      Usuń
    2. Dokładnie, to Twoje wybory i nic mi do tego jeśli Tobie dobrze, ja pisałam o sobie, o swoich wyborach i spostrzeżeniach.

      Usuń
  8. My z Mężem mamy jedną filozofię: "Cieszyć się z tego co się ma". Naprawdę różnie w życiu może być...i my już się przekonaliśmy, że rodzina jest najważniejsza.
    Jesteśmy za tym, aby każdy mógł wychowywać Dzidzioli po swojemu- wymyślać garaże z pudełek z makulatury, lub kupić mu super wypasiony, gotowy garaż. Tu nie mają nic do tego finanse. Ważna jest jakoś czasu z dzieckiem. Nie przeszkadza mi jak rodzice kupują dziecku oryginalne ubrania u Prady, lub gdy kupują ciuchy w sh- czy to naprawdę istotne?
    Nie przeszkadza mi jak kobiety nie chcą z nikim innym zostawić swojego dziecka, nie przeszkadza mi jeśli podrzucają je do znajomych/rodziny, aby móc chwilę pobyć we dwoje lub samemu. Każdy z nas jest inny, każdy czegoś innego potrzebuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nieważne w jaki sposób postępujemy ważne jest/są nasze Dzieci a dla nich najważniejszy jest czas nie byle jaki ale produktywny. Można się spełniać w roli Matki, Żony, Samej siebie, realizując również zawodowo - My Kobiety jesteśmy w stanie pogodzić wiele ról i wychowywać wspaniałe Dzieci.

      Usuń
  9. A czy ja napisałam, że to zabawne? Skoro Twój wybór to Twoja sprawa, mnie to mało interesuje-piszę jakie ja mam podejście.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzieci nie są KOSZMARNE, a matki nie są DOSKONAŁYMI ŚWIĘTYMI - po prostu. Kupa śmierdzi, nocne wstawanie do dziecka męczy, a nielogiczny płacz doprowadza do skrajnej bezradności i naciąga nerwy jak struny. Nie przeginajmy, ani w jedną, ani w drugą stronę. Nie gloryfikujmy macierzyństwa, twierdząc, że "instynkt wszystko załatwi", nie popadajmy też w drugą skrajność, że dzieci to horror, a my cierpiętnice. My - dorośli - mamy zajebiście: same zrobimy sobie jeść, gdy jesteśmy głodne, same się wysikamy, wysramy i po tym wszystkim nasz tyłek nie nurza się w gównie, gdy jest nam zimno - ubierzemy się cieplej, wypijemy rozgrzewającą herbatkę, podkręcimy grzejnik, gdy jest nam gorąco: wejdziemy do chłodnej wody, zjemy lody, wypijemy sok z lodem. Gdy mamy chandrę:nazwiemy własne uczucia, poczytamy sobie o tym w internecie, pogadamy z przyjacielem, posłuchamy relaksującej muzyki lub pójdziemy do psychologa. A dziecko???
    Rozumiem bunt matek, przeciwko pozbawianiu nas praw do uczuć - nawet tych skrajnych. Mamy do nich prawo, uczucia są moralnie obojętne, ale nasze czyny już nie. Tak, nie ma właściwego momentu na dziecko. To jest jak decyzja na skok w głęboką wodę. Nigdy nie będziemy dość gotowe. Ja mam 35 lat i się boję :)
    K.B.W.

    OdpowiedzUsuń
  11. Brawo,brawo BISSSSSS :)
    Już daaaawno nie przeczytałam tak do bólu szczerego,fajnego i wywołującego tak ożywioną dyskusję tekstu.
    Kiedy zachorowała nasza Starsza Córcia (miała wtedy 4miesiące) mój cały świat się rozpieprzył, wszystko było nie tak, w pewnym momencie miałam wrażenie, że mnie to wszystko przerosło. Po miesiącu spędzonym z Nią w szpitalu myślałam, że zwariuje. Kiedy okazała się totalnym niejadkiem miałam ochotę palnąć sobie w łeb i pytałam sama siebie: "Co jeszcze??!!!" Bardzo często chciałam z powrotem moje stare życie, z Mężem, z imprezami, z pracą zawodową, z tym luzem, że za nikogo nie odpowiadam poza sobą... Ale Córka rosła, jakoś wszystko zaczęło się układać, pogodziłam się z tym, że to uczucie, że za kogoś odpowiadam, że póki co Ona będzie jeszcze długo zdana tylko na nas, będzie mi towarzyszyło teraz każdego dnia. Choć czasami czuję się tym przytłoczona.
    Trzeba więcej mówić i pisać o tym, że macierzyństwo to też zajebista harówka dzień i noc, tak jakbyśmy były na niekończącym się dyżurze. A to pieprzenie farmazonów, że matka musi być męczennicą?! Ludzie zlitujcie się!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wolny wybór! To sedno! Dobry post! U nas jest cały czas "blisko", ale nie dlatego, że tak piszą i gadają. Potrzeba - wybór. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
  13. No i bardzo fajne podejście! Wszystkim nie dogodzisz, więc po co się przejmować: opiniami, schematami, które wszyscy dookoła próbują nam narzucić, konwenansami pier...nymi. Najlepiej wyjdziemy będąc sobą i robiąc właśnie po swojemu...

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas tfu, tfu, odpukać, idzie lajtowo. Nie miałam żadnych konkretnych oczekiwań i wydaje mi się, że jestem raczej pogodzona z sytuacją. Nie targają mną emocje, czasem jestem zwyczajnie zmęczona.
    Dziecko to rewolucja nie z tej ziemi i zmiana pracy 5x8 na 24x7 u nowego szefa ;). Cieszę się, że trafiła mi się w miarę przewidywalna i zrównoważona szefowa :). Ale muszę powiedzieć, że docenię pożegnanie z nocnym jedzeniem!
    Czuję się dobrze w macierzyństwie i podoba mi się bycie mamą, tak po ludzku, bez aureoli i uświęconego cierpienia.
    Ale oglądana z zewnątrz pewnie wyglądam na zaniedbaną kurę domową, która się całkiem siebie wyrzekła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Państwo ma nas w dupie...ja je też, głęboko.

      Usuń
  15. A mnie się coraz częściej wydaje, że zmienia się już świadomość dotycząca macierzyństwa właśnie w kierunku określania prawdziwych odczuć matek, ich chęci do zachowania siebie i w ogóle czym naprawdę to pachnie. A takim największym bastionem tych słodko-pierdzących cudowności bycia matką + żądań całkowitego poświęcenia to są te nieszczęsne fora ciążowodzieciaczkowe.
    I druga sprawa - ja cały czas się zastanawiam, czy rzeczywiście kwestia materialna (finansowa) nie jest aby zbyt łatwą wymówką do nieposiadania dzieci. Ok, dzieci kosztują i to sporo, ale wiele z tych kosztów narzucamy sobie sami właśnie przez konieczność posiadania super nowych bajeranckich zabawek, akcesoriów tak naprawdę średnio potrzebnych. Moje dziecię mając do wyboru interaktywną zabawkę i drewniane klocki wybiera to drugie, a koszt nieporównywalny.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dzieci?te Alieny,ktore z pieknych,szczuplych brzuszkow robio porezany wor?Te drace ryje jednostki?Do dzis nie chwytam,na co komu dzieciak a mam juz 33lata.Jesli kiedys urodze to zostawie facetowi.Ja nie jestem zainteresowana.Lepiej radze sobie zarabiajac niz grzejac kaszke.

    OdpowiedzUsuń