wtorek, 2 kwietnia 2013

Zupełnie jak w Narni...

Jestem zła. Wściekłość mnie pali od środka. Nie mogę wyglądać na świat przez okno bo niedobrze mi masakrycznie. Nie wiem co za święta właśnie się skończyły. Że jakaś Wielkanoc? Nie mogę patrzeć na kalendarz, bo obraz za oknem jest nieadekwatny.... Zupełnie jak w Narni tylko gdzie biała czarownica???





W piątek chciało mi się płakać. Z żalu, bo nie mogłam przeżywać TEGO piątku tak jak zazwyczaj. Tym razem nic nie było jak zazwyczaj. Życzeń nie słałam, bo nie czułam ich. Nic kompletnie... tylko wściekła pustka... Nigdy tak bardzo pogoda mnie nie dobijała jak teraz. 

W niedzielę byliśmy na imprezie - Podawałam do Chrztu mojego bratanka ciotecznego. W ten sposób dokonała się historia zapisana już daaawno. Jako dziecko wraz z moim bratem przysięgliśmy sobie, że będziemy Chrzestnymi naszych dzieci. I tak brat jest Ojcem Chrzestnym Lenki a ja Matką Chrzestną dla Filipka. 

Razem z Lenką doświadczyłyśmy świątecznego obżarstwa. Pierwszy raz pozwoliłam na zjedzenie jakichkolwiek słodkości. A Lenka jak mały chomik co i rusz coś memłała w buzi. Bałam się rewolucji brzuszkowych i faktycznie na drugi dzień był problem z kupką. Na szczęście ciocia podała śliwkę suszoną i wszystko wróciło do normy. 

Nocnik wozimy ze sobą. Lenka już pół dnia spędza bez pieluchy. Z powodzeniem trafiają do nocnika również kupki. Trzeba jednak pilnować a mi samej trudno skupiać uwagę na pilnowaniu Lenki więc jeszcze nie pozwalam na totalny luz. Tym bardziej, że od świąt leżą świeżo wyprane chodniki.

Zauważyłam pewną zależność u mojej Córy. Po dość intensywnym weekendzie gdzie czas ze mną Lenka ma ograniczony - Lenula przez cały kolejny dzień ze mną nie chce wychodzić na dwór. Chce być ze mną w domu. Nawet jeśli muszę nakarmić psa przy domu - Lenka woli poczekać w domu a ja mam wyjść sama i szybko wrócić. Nie ma problemu by te 5 minut Lenka została sama w domu. Dziś negocjowałam 2h wyjście z domu. Nic z tego. 

Ogromną radość sprawiła mi dziś Lenula. Ugotowałam zupkę, której Lenka nie mogła się doczekać! Jadła prosto z michy, w której robiłam i to 2 łyżeczkami na zmianę :) Opchała się jak bąk. I mówiła "mniaaaam!"

A ja znowu muszę sprawdzić poziom hormonów, bo zbyt ociężała się zrobiłam. A przez tą Narnię NIC mi się nie chce tak mi brakuje ciepła, słońca... łeeeee!!!!!!!!!

A tak poza tym dziś światowy dzień Autyzmu!


13 komentarzy:

  1. Oj wscieklosc zzera i mnie....Ja jestem cierpliwa i wyrozumiala, ale to juz przesada:/
    Oby do wiosny!
    :)
    Gratulacje dla Lenki:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie dość, że wściekła, to świąteczne obżarstwo zdemolowało sen Kosmyka i jestem na dodatek niewyspana :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tak samo, do tego od soboty mój humor pozostawia wiele do życzenia. Nie jest łatwo :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta pogoda dobija i mnie. W nocy znow ma sniezyc :-/

    OdpowiedzUsuń
  5. Podzielam Twoje uczucia, u mnie dodatkowo MArta chora, więc nie mogłyśmy wjść, tylko gapiłyśmy się w tę biel :/

    OdpowiedzUsuń
  6. u nas przez święta Ala całkowicie się rozregulowała

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech - białe gówno, ot co :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Już za chwilę przecież sobie to odbijesz i będziesz się opalała w ogrodzie ! Nie narzekaj na coś, na co nie masz wpływu, bo się nakręcasz babo :)
    Będzie super, a teraz na sanki bierz Lenkę i już :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ania, ja już też nie mam siły do tej zimy. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  10. i mnie ten narniowy nastrój dopadł.
    apatia, niechęć, niemoc, leń. jak zwał tak zwał.
    kończy się zazwyczaj wkurwem an wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Sprawdź hormony jesli czujesz że jest inaczej niż zwykle.
    Pogoda to tylko pogoda, nie powinna miec na nas wpływu, no ale jak nie ma słońca to organizm ludzki się buntuje :/
    Gratuluje postepów nocnikowych, u nas chwilowe cofnięcie się...Ale mała chodzi z pielucha bo za zimno jest ja puszczac bez gdyby się zssikała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hormony lecę sprawdzić w przyszłym tygodniu, bo powinnam to zrobić jeszcze przed świętami tylko czasu zabrakło ;)

      Dzięki za troskę :)

      Usuń
    2. Ociężała to ja jestem. Zaczął się 8 miesiąc ciąży i ciąży :D Po prostu skok rozwojowy, paluchi puchną jakie tylko mam. Woda zatrzymuje się w organizmie. Więc staram się pić ile wlezie. Jestem chyba jedyną osobą, na którą nie działa pogoda, i cieszę się, że nie jest gorąco, bo ja najchętniej bym w lodówce siedziała. Nie mogę chodzić więc wisi mi aura za oknem. Ale takie stany jak Wy macie przeżywałam nie raz. Zatem współczuję całym sercem i powtarzam: to się niedługo skończy!!!!!!!! Cieszcie się z każdej plusowej temperatury, bo niszczy "białe gówno" skutecznie i zawsze bliżej ciepła!!!

      K.B.W.

      Usuń