sobota, 11 maja 2013

Jeden dzień.

Terminy na uczelni mnie gonią. Więc skorzystałam z pomocy i odstawiłam Lenkę do drugiej babci...
W planach miałam bibliotekę i ginekologa...




Spisałam tytuły i sygnatury książek. Poszłam najpierw do gina ale tłum ludzi mnie odstraszył i zapytałam Pani w rejestracji o jakiej porze jest luźniej... Pani zasugerowała bym przyszła ok 16...

Zaleciałam więc do moich rodziców. Zadzwoniłam do mojego byłego LO by dowiedzieć się czegokolwiek odnośnie praktyk. Okazało się, że vice-dyrektorką jest moja była wychowawczyni :) Wstępną zgodę mam szczegóły mam omówić osobiście na początku czerwca po maturach... ufff kamień mi z serca spadł bo tym już się martwić nie muszę.

Poszłam do biblioteki. Spędziłam tam 1,5h. W książkach nie znalazłam nic i żeby wyluzować sięgnęłam w czytelni po ostatni numer Twojego Stylu. W nim przeczytałam 2 artykuły, które mocno dały mi do myślenia... O zdradzie z perspektywy żony którą mąż zdradził, męża który zdradzał i kochanki żonatego... I o tym jak małżeństwa się rozpadają po tym jak pojawia się w rodzinie Dziecko... Bo wbrew pozorom Dziecko niekoniecznie scala małżeństwo a wręcz dzieli...

W budynku obok biblioteki jest lekarz rodzinna o której słyszałam jakiś czas temu. Poszłam, pogadałam i Pani się zgodziła abym mogła przenieść do nich Lenkę wraz ze mną... ufff znowu poczułam ulgę.
Poleciałam więc do starej już przychodni załatwić co trzeba. W między czasie zahaczyłam o ulubioną kawiarnię. Wzięłam zieloną z jaśminem herbatę. Wypełniłam wnioski... Oddałam się chwili... poczułam spokój... Reset... reset przyszedł... W końcu...

Po chwili rozkoszy pobiegłam do nowej przychodni złożyć wnioski. Później do teściowej po Córę. Stęskniona za mną Lenka a ja w końcu z luzem w głowie... To było coś wspaniałego!

Przeszłyśmy przez miasto, spotkałam koleżankę z uczelni... Poleciałam do moich rodziców było przed 16 więc położyłam Lenkę spać i pobiegłam do ginekologa...


I w tym momencie mój dobry, miły, pełen dobrych i satysfakcjonujących wrażeń dzień się skończył.

W przychodni nie było nikogo. Pani w rejestracji nie mogła znaleźć mojej karty więc założyła mi drugą. Weszłam za Panem Doktorem który czekał tylko na mnie ;) do gabinetu. Zapytał czy się coś dzieje a ja, że przyszłam profilaktycznie i receptę po tabletki anty. Mija właśnie rok od kiedy zrobiłam cytologię więc od razu załatwiłam sprawę. Na usg niestety już po minie Pana widziałam, że jest coś nie halo...

Zapytałam więc: 

Ja: Torbiel?
Pan: Tak... ma 4...
Ja: ... milimetry?
Pan: Nie, centymetry na 4,5 centymetra...

I wiecie ja wcale nie byłam zaskoczona. Nawet niepokój mnie nie naszedł. To już 3 raz w życiu jak jakieś gówno mi wyrosło. Mam stwierdzoną endometriozę. W ostatnim czasie przytyłam... Wahania nastrojów typowe hormonalne i ze skrajności w skrajność.... i parę innych. Pan powiedział, że operacyjne są te które mają 5cm więc wiele mi nie brakuje... I na razie mamy gada zostawić w spokoju. Zapytałam więc czy Pan mógłby dać mi skierowanie na TSH (co raczej mało prawdopodobne). Pan się zapytał czy mogłabym pojechać do niego na oddział w szpitalu gdzie jest ordynatorem... (nie w moim mieście) Powiedziałam, że mogłabym. Pan powiedział że zrobione miałabym WSZYSTKIE badania. Jeśli do tego czasu torbiel urośnie będzie trzeba usunąć...

Tak więc "wakacje" czekają mnie za miesiąc. Wtedy mam się zgłosić na oddział.

Wczoraj trzymałam się nieźle. Ryczę od rana. Wszystkie uczucia około chorobowo-szpitalne do mnie wróciły jak bumerang. Przechodziłam przez to wszystko już 4 razy. Wiem, że za parę dni przestanę panikować...

Tylko, że wczorajszy reset mi nie pomógł i ze mną jest fatalnie... Jestem znowu nerwowa i do dupy... Nie mam do nikogo żalu, nie mam pretensji. Zła jestem z jednego powodu.... Nauczona doświadczeniem wiem, że jeśli coś wraca jak bumerang, cyklicznie to znak, że z wcześniej takowej sytuacji nie wyciągnęłam wystarczających wniosków. Wiem, że to prawda. Bo macierzyństwo to dla mnie nie bułka z masłem a ciężki kawałek chleba... To znak, że mam się zatrzymać i przewartościować absolutnie wszystko. To znak, że wszystkie frustracje codzienne zniknęły w oka mgnieniu, nie są i nie były ważne...

Wiem, że to nic wielkiego, że to nie koniec świata. Nie chcę słów typu: to nic takiego, będzie dobrze itd... Bo to trochę zabawne i śmieszne jest. Nie dzieje się tragedia itd. Tylko wyrzuciło mnie na zakręt. A tych po prostu nie lubię!

Siedzę sobie na tym zakręcie, 
Przechodzi przeze mnie fala emocji i uczuć,
Wiatr wieje raz mocniej raz lżej lub chwilami w ogóle... 
Słońce zachodzi chmurami przechodzi ulewa, za chwilę znowu słońce...
I siedzę dalej i posiedzę jeszcze...

9 komentarzy:

  1. Oj kochana:) ode mnie wielkie przytulenie, a jak chcesz mogę usiąść obok ciebie na tym zakręcie i posiedzimy w milczeniu lub jak wolisz to pogadamy i jakoś się rozprawimy z tym draństwem

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja byłam w zimę na USG i też mam jakiś torbiel w jajniku, po porodzie się dorobiłam, z tymże mój ma coś koło 3 mm i lekarz mówił że z takim nic się nie robi więc obserwujemy co jakiś czas.Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  3. 3mam mocno kciuki!
    mam nadzieję, że dziś już lepiej soię trzymasz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety endo-franca lubi o sobie przypominać...
    Czyli antyki, które brałaś jej nie wyciszyły...
    Nie znam historii Twojej choroby, ale dobrze rozumiem Twoją wściekłość..
    Z endometriozą nie ma się co cackać - bierz byka za rogi :>
    Nie pozwól jej zepsuć Twojego humoru.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Torbiele też u siebie hodowałam, na pewno nie tak duże, ale po ciąży z Elizą (bo wcześniej nie miałam) jak zaczęły się robić, to końca nie było widać, łącznie z takimi starymi jak to określiła ginekolożka... U mnie pomogło odstawienie pigułek, chociaż w ogóle tego nie pojmuję, bo przed Elizą brałam pigułki wiele lat i nic się nie działo, więc może na stresy tak mój organizm zareagował...
    A co TSH to zła jestem, że nic nam nie powiedziała, że to wpisała bo bym się Jej zapytała, w jakim celu to badanie, w sumie wiadomo, że zaszkodzić to badanie nie zaszkodzi, więc może dobrze... No nic, czekamy do poniedziałku i zobaczymy. A Tobie życzę, żebyś się zatrzymała i odnalazła na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam te emocje. Ściskam Cię i złapie Sz kierownicę !

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana ściskamy Cię mocno.
    Mam nadzieję, że dziś masz już lepszy nastrój.

    Pozdrawiamy serdecznie Was :*

    OdpowiedzUsuń
  8. BIG HUUUG!
    Ściskam mocno, trzymaj się matka.

    OdpowiedzUsuń