poniedziałek, 3 czerwca 2013

"Czy terapeuta potrafi pomóc?"

Dziś w radiowej Trójce w audycji "Za, a nawet przeciw" odbyła się dyskusja na temar czy terapeuta potrafi pomóc. Na wstępie zacytowano zdanie: "Dr Tomasz Witkowski, psycholog twierdzi, że terapia dla dorosłych dzieci alkoholików to hochsztaplerstwo. Pacjenci są jednak innego zdania."

Gdybym miała możliwość zadzwoniłabym do radia ale jedną ręką mieszałam w garnku zupkę dla Lenki, drugą podawałam picie, nogą ogarniałam z podłogi a na drugiej stałam. 


Dziś Sroka napisała otwarcie o tym, że jest DDA.

Jeśli czytacie mojego bloga doskonale wiecie, że jestem DDA, posiadam ADHD, mam problemy z hormonami, endometriozę i przede wszystkim mam za sobą terapię.

Nie wiem jakim idiotą trzeba być by wypowiadać się na temat terapii dorosłych dzieci alkoholików w ten sposób. Gdybym sama nie przetrwała takowej siedziałabym cicho w kącie ale nie mogę! 

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że syndrom DDA to tak na prawdę syndrom dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Pisząc pracę magisterską na temat "Ról pełnionych w dzieciństwie przez dorosłych dzieci alkoholików" przebrnęłam przez literaturę gdzie schematy postępowań charakterystyczne dla DDA powtarzają się również u dorosłych dzieci rozwodników, narkomanów, dzieci rodziców którzy stosowali przemoc fizyczną i psychiczną.... Przede wszystkim w każdej rodzinie dysfunkcyjnej dzieci tracą dzieciństwo na rzecz szybkiej dojrzałości pełniąc rolę dorosłych dysfunkcyjnych rodziców.

W audycji pojawiły się głosy słuchaczy którzy wspominali o tym, że w dzisiejszych czasach ludzie są słabi, nieodporni psychicznie; że kiedyś ludzie nie potrzebowali psychologów i terapeutów i radzili sobie lepiej niż dzisiaj, że terapeuci nabijają pacjentów w butelkę naciągając na kasę, że terapie bezpłatne na NFZ nic nie dają...

Jestem bardzo silną osobą, dominującą, upartą, konsekwentną, ambitną... mam wiele innych cech silnych i mocnych i mimo to zdecydowałam się na terapię. Dlaczego? Bo o ile psychikę mam silną o tyle organizm już nie. Moim motorem motywacyjnym do podjęcia decyzji była 2 operacja w ciągu niespełna 3 lat i kolejna diagnoza o moim stanie zdrowia. Mając 21 lat miałam stwierdzone choroby charakterystyczne dla osób znacznie starszych ode mnie. Nikt mi nie wierzył, że w wieku 19 lat usunięto mi niemal całą tarczycę wraz z guzami gdzie jeden był nowotworem.... bo za młoda. Poza tym zbyt długo oscylowałam na poziomie rządzicielki i bardzo pragnęłam zmian do których nie byłam sama w stanie się podjąć. Po co mi była terapia? Choćby po to by doświadczyć iż są ludzie którzy mają takie problemy jak ja i gorsze, że nie jestem sama z moim syfem... Co z tego, że jestem pewna siebie jeśli poczucie mojej wartości jest bliskie 0? 

Niemal wszystkie dzieci z rodzin dysfunkcyjnych i zaburzone mają niskie poczucie własnej wartości. Idąc na terapię mają za sobą porażki, wielokrotne porażki i niepowodzenia życiowe. Postępują wg. utartych schematów poniekąd wyniesione ze swoich domów, bo przez całe dzieciństwo nikt nie pomógł im wypracować sobie odpowiedniego systemu obronnego. Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych mają swój indywidualny system obronny, są przewrażliwione na swoim punkcie i to właśnie tak bardzo przeszkadza w ich życiu. Mając skrzywiony model rodziny wyniesiony ze swojego domu nie są w stanie lub jest im bardzo ciężko stworzyć swój dom cechujący prawidłowy model rodziny.

Bardzo trudno jest znaleźć odpowiedniego terapeutę. Każdy terapeuta ma swój styl prowadzenia spotkań, swój system pracy... nie każdemu może on odpowiadać. Miałam okazję spotykać się z 2 terapeutkami i 2 psychologami mam więc jakieś porównanie.  W kwestii spotkań z NFZ czy odpłatnych - to w zależności od tego jakie pacjent ma problemy i zapotrzebowanie. Wiem po sobie sama, że jeśli pacjent jest mocno zmotywowany to niewiele spotkań jest mu potrzebnych by osiągnąć zamierzony cel i efektywną pomoc.

Kiedyś ludzie sobie radzili lepiej niż dzisiaj? Gówno prawda. Kiedyś alkoholizm był chlebem powszednim, na wioskach pił chłop z co drugiego domu. Wychowałam się na osiedlu gdzie z wszystkich dzieci przed blokiem moich rówieśników tatusiowie to pijacy. Kiedyś chłop przychodził do domu rzucał się z łapami do żony, dzieci... wszyscy żyli w strachu i robiono tajemnicę wokół głównego problemu... To kiedyś jest początkiem dzisiejszych problemów z dziećmi.... Żony alkoholików były skazane na własną niełaskę... nie mogły liczyć na żadną pomoc a i o takich problemach po prostu się nie mówiło.

Dobrze, że dzisiaj mówi się o problemach coraz głośniej. Dzięki mojej Mamie o problemach w naszym domu mówiło się otwarcie bez tajemnic i zamiatania pod dywan. Dzięki temu, że podjęłam się terapii mnóstwo osób mi znanych poszło moim śladem i coraz śmielej kroczą w dalsze życie. Otwarcie mówię o tym, że jestem nadpobudliwym DDA, piszę o tym też tutaj. Piszą do mnie czytelnicy o swoich problemach, proszą o radę. To nie jest wstyd. To, że mój ojciec pije też nie jest wstydem jego cyrk, jego małpy, jego wybór. Ja mam szansę postępować inaczej, dokonywać lepszych wyborów. I cieszę się, że zdecydowałam się na zmiany w moim życiu korzystając z pomocy terapii!

Panie Tomaszu Witkowski nie wiem jakim psychologiem Pan jest ale takiej bzdury dawno nie słyszałam! Całe szczęście, że między psychologią a pedagogiką zdecydowałam się na to drugie. Na mózg mi jeszcze nie padło. Wręcz przeciwnie!

To się wygadałam i idę obiad robić :)

12 komentarzy:

  1. Ja jestem również po terapii. Po dwóch właściwie. Osobiście uważam się za dziecko z rodziny dysfunkcyjnej, ale żadne psycholog tego nie stwierdził, bowiem u mnie nie było alkoholu, narkotyków czy innych używek. Niby normalnie-a jednak coś jest na rzeczy,bo moi rodzice jakby byli, a jednak ich nie było-takie statki widma. Byłam dzieckiem pozostawianym samemu sobie i właściwie chowałam się w sobie i w książkach. Emocjonalnie biednie u nas było. BARDZO. Byłam dzieckiem zaniedbanym-emocjonalnie, fizycznie, uczuciowo.Cóż. Lata lecą. Ja mam większą świadomość siebie, staram się budować siebie na nowo. Jest trudno, bo mam głód emocjonalny i wpakowałam się wielokrotnie w związki, w których chciałam go zaspokoić jednocześnie stając się osoba zależną. Powiedziałam sobie basta. Teraz jestem sama. Mam córkę. Przeszłam depresję związana z moim ostatnim partnerem. Mam swoją teorię-u mnie depresja była objawem, skutkiem niezgody na rzeczywistość, która mnie otaczała-na traktowanie mnie przez partnera, na brak pomocy rodziców ( w formie dobrego słowa, pocieszenia), na obojętność, na to, że sobie nie radzę. Teraz radzę sobie lepiej, nie powiem, że dobrze, bo nie mam pracy i nie mogę jej znaleźć, za bardzo nie mam na kogo liczyć na pomoc przy córce. Ale jest JAKOŚ czyli lepiej niż było. Bo dołują mnie tylko długi i brak pracy, a nie całokształt. I żaden lekarz, terapia, psycholog za mnie tego nie załatwi, terapia w niczym mi już nie pomoże. A są dni takie, że niemoc jest tylko ciut mniejsza od depresji.

    No to się rozpisałam :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam Tobie książkę "Toksyczni rodzice" Susan Forward. Znajdziesz tam coś co Tobie pomoże :) Polecam też książkę "Poprawka z matury" Ewy Woydyłło :)

      Trzymam za Ciebie kciuki jak masz ochotę napisz do mnie maila :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nie znam się na DDA ale uważam, że każdy człowiek sam musi zdecydować co dnia niego dobre. Jeśli terapia daje rezultaty to trzeba próbować. Nie spotkałam się natomiast z człowiekiem, któremu jakakolwiek terapia by zaszkodziła.

    Trzymam kciuki za zdrówko Twoje.

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy rzeczywiście to zdanie wypowiedziane przez psychologa dotyczy każdej terapii?
    Bo zauwazyłam, jak różnego rodzaju media manipulują odbiorcami, jak podburzają innych wyłapując jakies słowa z kontekstu...
    Bo nie chce mi się wierzyć że psycholog był w stanie zanegować zasadność prowadzenia terapii w stosunku do DDA...
    Wiele osób obecnie twierdzi, że terapie to moda, że są niepotrzebne a ludzie silni radza sobie sami. TAk naprawdę zauwazyłam że takie poglądy maja zakompleksieni ludzie którym wstyd sie przyznac do własnych słabosci. Bo jesli ktos potrzebuje terapii to nie oznacza, że jest słaby, tylko że przez całe zycie nikt go nie nauczył prawidłowych zachowań i radzenia sobie z emocjami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wrzucałabym wszystkich, którzy podejmują się terapii do jednego worka. Bardzo skrajna ocena. W takim razie jak się ma Twoje stwierdzenie do tego co napisałam wyżej? Nigdy nie miałam problemu z przyznaniem się do własnych błędów i słabości, od kompleksów też byłam i jestem wolna.

      To daleko idąca teoria, którą właśnie obaliłam ;)

      Usuń
    2. Ale ja tak napisałam o tych którzy twierdzą, że terapia nie jest potrzebna i że to tylko moda, a każdy powinien radzić sobie sam :)

      Usuń
  4. Ja nie jestem po terapi i zaluje. Mij ojciec przestal pic jak mialam 15 lat. I co z tego , ze nie jestem DDA ? skoro powielam schemat i mam meza alkoholika. Mowie o tym otwarcie, moj maz sie do tego przyznaje, jeden problem : on lubi pic i nie pojdzie na zadna terapie ... boje sie tylko zeby dzieci nie cierpialy jak ja...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam co napisałaś od początku do końca. Gratuluję silnej woli, charakteru i samozaparcia w dążeniu do bycia lepszą! Jesteś wspaniałym przykładem na to jak radzić sobie z DDA!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdyby nie terapia nie miałabym rodziny, domu, dziecka/dzieci. Nie słuchałam tej audycji, ale z tego co piszesz to jakies kompletne bzdury :-/ Wkurza mnie takie zamiatanie problemów pod dywan i udawanie, że ich nie ma, bo to przecież wstyd pójść do psychologa czy psychiatry. Mój wujek jest alkoholikiem. Regularnie ma "loty", nie ma z nim wtedy kontaktu. Moja babcia zwala winę na ciotkę, jego żonę, że go za mało wspiera bo on biedny, słaby psychicznie. Za każdym razem dzwonią do jego brata, który przyjeżdża i stawia go do pionu, ale ileż można? A potem milczenie, omijanie tematu tak jakby nie istniał. Nikt z nim nie chce porozmawiać na trzeźwo, wszyscy chyba mają nadzieję, że to był ostatni raz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Terapia pomoże każdemu, kto chce sobie pomóc. Nie wiem skąd ten pan ma informacje, że to nieskuteczne. Terapia nie jest lekiem, daje wskazówki, czasem daje odpowiedzi. Jeżeli ktoś nie umie wykorzystać możliwości jakie daje, no cóż...
    Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny raz mogę tylko pogratulować siły, bo nie każdy ma tyle odwagi żeby prosić o pomoc. I tak naprawdę definicja niewiele tu zmienia, bo chodzi o człowieka, który czuje, że sobie nie radzi z czymś co nie jest jego winą a stało się jego udziałem.

    OdpowiedzUsuń