piątek, 7 czerwca 2013

Matce narzekać NIE WOLNO!

Zawsze wtedy znajdzie się w pobliżu ktoś "życzliwy" z tekstem w dłoni "Masz co chciałaś!"



Albo: "To po co Ci to było"...

Najbardziej dobijające, deprymujące i najgorsze co towarzyszy macierzyństwu to BEZRADNOŚĆ. Po niej następuje BEZSILNOŚĆ. Idąc dalej tym tropem po drodze napotykamy się na frustrację, wyczerpanie, permanentne zmęczenie, wyzucie psychiczne, schiza nerwowa i gdzieś dalej het na końcu depresja.

Ponoć nasze społeczeństwo słynie z narzekania. Rząd sra w gacie, bo przyrost naturalny leci w dół na łeb na szyje ale nie czyni nic by zmotywować i wspomóc potencjalnych rodziców. Ja natomiast zauważyłam, że matki traktowane są w społeczeństwie z góry jako te gorszej kategorii. Bycie matką to nic tylko pieluchy, sranie i rzyganie. Matka jest pasożytem, który w domu "siedzi". Wszystkie prace około domowe są uznawane za NIC. Przecież matka ma wrodzone umiejętności mnożenia się i od zarania dziejów potrafi wychowywać sama gromadkę dzieci, prowadzić dom i jeszcze gospodarstwo przydomowe. Tylko, że czasy są inne i coraz więcej jest matek SAMOTNYCH. I nie mam tu na myśli tylko matek, które opuszczają partnerzy/ojcowie ich dzieci. Wielokrotnie odkąd zostałam mamą czułam doskwierającą samotność. Bo z dzieckiem moim odkąd się urodziło jesteśmy we dwie skazane tylko na siebie w podmiejskiej wsi od poniedziałku do soboty włącznie w godzinach od 8 do 18-19. Nie mam nikogo pod ręką aby mi pomógł w razie czego. Oczywiście wiele razy korzystałam z pomocy bliskich ale to sporadycznie w momentach krytycznych.

 Od matek oczekuje się wiele jednocześnie mając nas za nikogo ważnego w społeczeństwie. Jesteśmy zdominowane przez utarte schematy i opowieści babć jak to kiedyś chowało się w 15 osób w jednej izbie i babcia sobie świetnie radziła. Bo dziś mamy tyle udogodnień w postaci pralki automatycznej i powinnyśmy Jezusa całować za to po nogach. Jasne tylko, że dziś jesteśmy SAME! 

I oczywiście nie mamy prawa głosu w momentach gdy jest nam ŹLE! Przecież macierzyństwo to kwintesencja kobiecości, najważniejszy cel  i sens w życiu. Bobaski są takie cudowne, różowe, ubranka kolorowe i tyle wspaniałych rzeczy można dziś kupić... Dzieci przecież nie ryczą tylko popłakują... Załamania? Doły? To przecież jest absurd. A weź przyznaj się matko, że na dziecko głos podniosłaś lub przyłożyłaś w dupe - nie radzisz sobie? To po co Ci dziecko? Za głupia jesteś na dziecko, nie denerwuj się, nie krzycz, bądź cierpliwa... bla bla bla.

Matce narzekać nie wolno, nie przystoi, narzekanie matki jest nie do przyjęcia. Jeśli matka piśnie słówko, że jest coś nie tak to zamiast otrzymać wsparcie i pomoc jakiej potrzebuje dostaje jeszcze po głowie. 

Nie każde Dziecko jest aniołkiem gugającym do ściany. Nie każde Dziecko potrafi zająć się sobą tak by Matka mogła bez obaw ogarnąć sprawy przyziemne. Jedne matki mają łatwiej inne trudniej. I tym, którym jest trudniej należy się pomoc jakakolwiek. Począwszy od wsparcia psychicznego na współpracy z opieką nad dzieckiem zakończywszy. Matce przebywającej non stop z dzieckiem od jego narodzin należy się odpoczynek od dziecka, separacja nawet chwilowa. 

U nas jest różnie. Lenka ma silny charakter i ja też więc starcia były, są i będą. Rzecz polega na tym by w tych trudnych momentach po prostu sobie radzić. Niestety nie ma instrukcji jak postępować z dzieckiem wymagającym, absorbującym, nerwowym, agresywnym i wkurwiającym. Nigdy nie ukrywałam jakie moje Dziecko jest tylko otoczenie pojąć nie mogło jak to możliwe, przecież Lenka jest cudowna, czarująca itd. Wszystko zaczęło się zmieniać gdy w czasie mojej aktywności studenckiej Lenka zostawała pod opieką mojej Mamy. Moja Mama jako jedyna nie ciosa na mnie kołków gdy płaczę jej do słuchawki telefonu, mówiąc że nie potrafię i nie mam sił zająć się moją Córką. Bo sobie nie radzę i nie czuję wstydu z tego powodu, szukam pomocy ale znalezienie pomocy graniczy z trudem, bo od razu jestem osądzana...

Po 2 dniach w tym tygodniu bardzo trudnych z Lenką dziś czuję się jakby walec po mnie przejechał. Skołowana totalnie i oszołomiona. Na szczęście mam już plan zmian i powoli będę dążyć do wprowadzenia ich, bo lepiej jest i lepiej będzie!

23 komentarze:

  1. wiadomo, łatwo nie jest, w Polsce trzeba mieć twardą d... żeby dać sobie radę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to w każdej kwestii, nie tylko macierzyństwa.

      Usuń
    2. Nie każdy ma na tyle silny kręgosłup by móc siedzieć na twardej dupie. Na twardej dupie robią się odciski i ta twarda dupa zaczyna doskwierać...

      Usuń
    3. Brak tolerancji w Polsce bije po oczach. Nawet w pokoleniu, które nie pamięta już czasów PRL-u, trudno mi pojąć, skąd się to bierze - może brak tolerancji i obawa przed byciem innym jest przekazywana z pokolenia na pokolenie?
      Każdy z nas jest inny, żyje inaczej i ma inny system wartości, a tego większość ludzi nie potrafi zrozumieć. Kłócić się z takimi ludźmi nie ma sensu, ale przejść obojętnie wobec często głośnych komentarzy jest bardzo trudne, bo to dołuje. Dołuje, bo ktoś wbił szpilę, że nie jesteś idealną matką. Dołuje, bo ten ktoś nie wie, jaki rozpieprzony miałaś dzień. Bo ocenia bez kontekstu. Ale TY to wiesz, nie musisz się bronić, ludzie to idioci.

      Mogę Ci tylko życzyć, żeby była w Tobie taka obojętność, dzięki której nie będą ruszały Cię takie rzeczy. Jesteś sobą, jesteś wspaniałą matką i zobacz, jak wiele już osiągnęłaś i udźwignęłaś bez niczyjej pomocy.
      W razie komentarzy przypomnij sobie szczęśliwą twarz Twojej Córki. Tylko Ty wiesz, co dla niej dobre, tylko Ty wiesz, przez co w życiu przeszłaś i jaki miałaś dzień. Bywają gorsze dni i bywają też bardzo złe myśli. Ale to Ciebie nie dyskwalifikuje, jesteś tylko człowiekiem a i tak lepszym od wielu żyjących na tym świecie.
      Po za tym człowiek z ciemną przeszłością jest trochę porąbany, znam to ;) i nie pozostaje nam nic innego jak to zaakceptować i nauczyć się olewać niesprawiedliwych krzykaczy.

      Usuń
    4. Dzięki wielkie! Wszystko co napisałaś to prawda więc mogę tylko dodać AMEN!

      Usuń
  2. Dobrze napisane. A ja prawa do narzekania sobie nie odmawiam. Jak mi źle to smęcę komu się nawinie. Nie mam nikogo oprócz eMka na miejscu, żadnych babć, cioć, dziadków. A jak nawet jadę gdzieś na weekend z wizytą to i tak wszystko zostaje na mojej głowie, bo eMek albo zmęczony i odsypia albo wyszukuje sobie coraz to nowe prace. A mnie trafia!
    U nas też dziecko dla innych cudownie grzeczne, a ja czasem po kolejnych tygodniach choroby mam ochotę po prostu wystawić na balkon ;)
    A jak kolejny raz słyszę jak teściowa sobie dawała radę z trójką dzieci, gospodarstwem i cholera wie jeszcze czym, to ok podziwiam, ale z tego co widzę nie uzyskała tego bez szkód fizycznych i psychicznych. Smutne, ale prawdziwe!
    Ale jakoś radę sobie dać musimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kiedysiejsze "dawanie sobie rady" dziś wychodzi bokiem. Ile jest aktualnie konfliktów w rodzinach? Guzik prawda nie dawały sobie rady a teraz się wymądrzają :P

      Usuń
  3. Również czasem narzekam, tez czasem strzela mnie wqrw. Za często chyba mam wyrzuty sumienia, gdy naoglądając się cudownych dzieci i mam ogarniających wszystko nagle patrzę na mój burdel i mam ochotę zacząć krzyczeć. Albo płakać. Są takie momenty.
    Na szczęście moje jest więcej tych momentów, kiedy jest dobrze. I to z nich staram się brać siłę.
    Jeśli chodzi o Polskę- temat rzeka, omijam szerokim łukiem, żeby się nie denerwować.
    Jeśli chodzi o "wychowałam trójkę dzieci, mąż na roli a ja w gospodarstwie przydomowym, co ty możesz wiedzieć o trudach macierzyństwa"- takie teksty podnoszą mi od razu ciśnienie. I od razu je ucinam: może dałaś sobie radę, ja potrzebuję pomocy, nie chcesz pomóc- spadaj i nie wtrącaj się. Nawet własnej mamie tak mówię.
    3maj się :)
    Czekamy na nowe wieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tych gorszych momentach tylko pamięć o tych lepszych trzyma człowieka w kupie.

      Usuń
  4. Warte podkreślenia jest fakt, że współczesna matka jest często sama. Owszem ma męża,partnera, ale warunki ekonomiczne często zmuszają go do dłuższej pracy, aby zarobić na rodzinę. Pomijam fakt, że facet po pracy MUSI odpocząć, a kobieta to jest w pracy praktycznie całą dobę, no ale luz.
    Kiedyś normą były domy wielopokoleniowe, dzieci "chowały" się pod okiem nie tylko matki, ale też babci, a nawet prababci. W okolicy mieszkały ciotki prawdziwe, albo przyszywane. To było ważne dla ich rozwoju! Teraz każdy żyje sam, często nie zna nawet sąsiadów, bo często się ludzie przeprowadzają, nigdzie nie zapuszczają korzeni. Chcieliśmy zachód, to mamy, taka jest cena postępu i cywilizacji. Chociaż do tego nam jeszcze w Polsce daleko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK TAK TAK!!!

      Dzisiaj też w wielu rodzinach babcie niańczą dzieci ale nie jest to tak powszechne jak kiedyś...

      Usuń
  5. Podpisuję się każdą kończyną. Ja jestem sama z dwiema córkami, choć w teorii sama przecież nie jestem. Ale co z tego? Skoro większą część dnia i roboty wykonuję sama? Moja Mama pracuje na dwie zmiany, oczywiście zajeżdża do nas, ale nawet Ona sama mówi o tym, że co to za pomoc... Teściowa owszem, na emeryturze, ale to inna bajka, wolałabym na pysk paść, a żadnej z dziewczyn bym, z Nią nie zostawiła... Cały czas sobie powtarzam, że z każdym dniem będzie łatwiej, bo One rosną, a te lepsze dni dodają sił bardzo, tylko, że wystarczą 3gorsze pod rząd i wszystkiego się niestety odechciewa...
    A zazwyczaj wtedy trafiam na blogi mam, u których zawsze jest tak pięknie,kolorowo, spokojnie i z miłością. Nerwy? Złość? Wściekłość? Nie no, skądże, takie uczucia przy dziecku? Szok.
    I przypomina mi się jak pierwsza urodziłam dziecko w naszym gronie znajomych. I po jakiś 4miesiącach podzieliłam się z przyjaciółką wrażeniami, że to całe macierzyństwo to na pewno nie jest tylko cud, miód i orzeszki. Że są dni, że mam dosyć itd. Nigdy nie zapomnę wyrazu Jej twarzy. Nie powiedziała nic, ale skrytykowała mnie wszystkim-wyrazem twarzy, gestami, całą tą reakcją niewerbalną... Po 3latach sama została mamą. I co? I przyznała mi rację.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje narzekania wśród znajomych, rodziny zawsze są źle odbierane - bo niby nie powinnam narzekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie bo my matki powodów nie mamy, kokosimy się w domach i jest cacy... A wychowanie dzieci to taka trudna sztuka!

      Usuń
  7. Podpisuję się wszystkimi kończynami! Tak sobie pomyślałam, o ile moje macierzyństwo byłoby spokojniejsze, mniej depresyjne i słodsze dla mojej córki, gdyby wiele kwestii systemowych i społecznych było rozwiązanych. I nie żądam jałmużny, tylko podejścia np.: pracodawców (inny system pracy niż 8-16, można na 1000% zatrudnić 2 mamy po pół etatu, ale po co?), ułatwień w możliwości kształcenia i 'wyrwania' z domu tych matek, które mają tylko ten świat i czasami nie mają do kogo prócz dziecka ust otworzyć.

    A ja nie narzekałam, kisiłam w sobie wszystko i skończyło się 'śliczną' depresją i piekielnymi myślami samobójczymi ( a już byłam na krańcu, pytałam się nawet siostry, czy zajmie się młodą, jakby mi się coś stało).

    A jest różnie, jedne matki mają z górki, drugie pod, inne sobie radzą lepiej, drugie gorzej. Jesteśmy różne, ale mamy uczucia jak człowiek, a nie robot, który ma się uśmiechać na potwierdzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodziło. Brakuje nam zrozumienia i wsparcia!

      Usuń
  8. Ja już nawet narzekać przestałam, bo i to nie przynosi żadnego skutku...

    OdpowiedzUsuń
  9. nie narzekam bo się wstydzę :(

    OdpowiedzUsuń
  10. tak jest w PL ze nie ma wsparcia, we Francji i psycholog za darmo (za lekarzy normalnie sie placi) i miejsca zabaw dla dzieci za darmo i opiekunka socjalna jesli potrzeba, to sie dzwoni i przychodzi itp itd. Ale mimo tego ja tez narzekam, tez sobie nie radze, tez jest mi ciezko ... http://mama-we-francji.blogspot.fr/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo daleko od rodziny... kurczę ciężko jest każdemu...

      Usuń
  11. Ja nie mam nawet komu ponarzekać a i przestałam ,bo znajomi jak już się spytają co u mnie słychać to chyba tylko tak na odczepnego i liczą że odpowiem wszystko wspaniale i już będą mogli się zmyć:(

    OdpowiedzUsuń
  12. Zależy od tego kto na co narzeka. Wielu ludzi po prostu marudzi, zamiast próbować w swoim życiu coś zmienić. To wkurza, bo człowiek słuchając takich żalów ma ochotę delikwenta lub delikwentkę porządnie kopnąć w zad. Ale bywa, że człowiekowi po prostu jest źle, bo zwaliło się dużo rzeczy na niego, nawet nie bezpośrednio, ale na bliskich i potrzebuje się wypłakać. Jest ogromna różnica między jednymi a drugimi ludźmi, wyczuwam ją bardzo wyraźnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o co Ci chodzi! Niestety znam taki typ ludzi którzy narzekają dla zasady...

      Usuń