poniedziałek, 29 lipca 2013

PANIKowska

Co jak co ale 100% ze mnie Matka Panikara.
PANIKowska - to 2 lub 3 nazwisko z kolei Matki Panikary.
Ja mam 2 nazwiska więc to moje 3.
PANIKowska - to też 3 nazwisko mojej Siostry.
To Siostra doszła do wniosku, że jest PANIKowska.
Od dzisiaj i ja przypisuję sobie jako 3 nazwisko z kolei!

W sobotę Lenka poszła w drzemkę. Mąż pojechał. Źle spała.
Obudziła się mega rozpalona.
Oczywiście ja zamiast zachować spokój oblałam się potem i obsrałam ze strachu.
Nie dała sobie Lena zmierzyć tempki ani podać nurofen.
Wcisnęłam w gardło na siłę.
Mąż przyjechał błyskawicznie (alleluja!)
Ja zmyłam podłogi i polecieliśmy na pomoc lekarską.
Lekarz zbadał dokładnie.
"Zapalenie ucha prawego"

Osz kurwa! Nie, żem zła. Bardziej zła w rozpaczy. Dopiero co Lenka zwalczyła 2 wirusy...
W niedzielę miała być impreza urodzinowa. Pan powiedział, że imprezę mamy robić, bo zapaleniem ucha nie zarazi 3 maluszków, które miały być.

Dostała antybiotyk. Impreza miała być 16-17 zaczęła się o 17:30 jak Lena obudziła się z drzemki i doszła jakkolwiek do siebie.

Zawsze jak moje Dziecko choruje ja jestem przerażona.
Nie umiem zachować potrzebnego dla wszystkich spokoju.
Chociaż ponoć nie jest tak ze mną źle.
Ale boje się okrutnie.
A gdy Lena ma gorączkę i pić nie chce...
To jest masakra ze mną.
Bo się boję, że odwodni się i na kroplówki do szpitala...

Dzisiaj była kolejna akcja.
Lena wyjęła z lodówki soczek mały w szklanej butelce.
Wyślizgnął jej się z ręki i stłukł na podłodze z płytek. (czyli rozdrzyzdało na wszystkie strony)
Nie byłam daleko, 2 kroki do niej miałam.
Podeszłam a Ona się poślizgnęła na tym soczku i w te szkło poleciała!
To był ułamek sekundy a ja nie zdążyłam jej złapać! Mimo, że przy Niej byłam.

To był dramat autentycznie dramat. Miałam zawał przysięgam, że zawał.

Wsadziłam Lenę do brodzika, wyjęłam kawał szkła z włosów, zdjęłam ubranie w którym było szkło.
Z łokcia i ze stópki lała się krew tak ciurkiem.

Lena płakała i ja płakałam. Boże! 
Lena w płaczu dawała mi buzi, żeby mnie matkę panikarę uspokoić.
Zaniosłam na łóżko. 
Opatrzyłam łokieć, zakleiłam plaster.
Na stopie 3 nacięcia a z jednego coś wystaje!

Osz kurwa!

Włączyłam bajkę. Wzięłam pęsetę i chciałam to coś wyjąć ale za cholerę się nie dało.
Siłowałam się 1,5 odcinka teletubisiów i dałam spokój.
Posprzątałam szkła, rozdrzyzdany sok.
Zadzwoniłam do męża, na zmianę dobijaliśmy się do przychodni, do lekarzy, do znajomych, do pielęgniarek i nikt kurwa nie odebrał nikt!

My na zadupiu przecież nie wsiądę za kierownicę w takim stanie z ryczącym dzieckiem, które nie wysiedzi w foteliku.

Jak pomyślałam, że tak zaryczana wejdę na SOR to pomyślą, że Dziecku rękę urwało (tfu!) więc łyknęłam mikro tabletkę na uspokojenie. Obdzwoniłam Mamę, Siostrę żeby się uspokoić, mąż też mnie uspokajał a ja ryczałam jak durna!

Czekałam na dziadka godzinę. Mało jaja nie zniosłam. Lenka obejrzała 3 odcinek teletubisiów.

Całą drogę ryczałam. Dotarłyśmy na SOR. Powiedziałam co i jak. Nie czekałyśmy długo. A ja chciałam tylko żeby KTOŚ ktokolwiek obejrzał stopę Leny, bo ja NIE WIEM, Pewności nie mam czy tam coś jest czy nie ma. Lena ryczy, mówi, że boli, stopa spuchła. A kuzwa jak dzwonię do każdego po kolei, to nie ma nikogo kto by po prostu SPOJRZAŁ i mnie uspokoił...

Przyjął nas bardzo miły Chirurg. Zbadał stopę. Powiedział, że jeśli coś jest to tak małe, że samo wyjdzie. I powiedział, że mnie rozumie, bo sam ma 2 dzieci...

Wsiadłyśmy w taxi i pojechałyśmy do moich rodziców i wtedy tabletka zaczęła działać... Całą drogę przegadałam z miłym Panem w taksówce. I każdy z kim rozmawiałam nie dziwił się, że tak panikuję, że powinnam, że dobrze, że do lekarza poszłam... 

Dobrze, że matce panikować wolno...!

P.S. Impreza się udała. Opiszę na dniach jak dorwę jakiekolwiek zdjęcia :)

23 komentarze:

  1. Już sobie wyobrażam siebie w takiej sytuacji.
    Dobrze, że wszystko pomyślnie się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak wszystko przeżywamy z meżem. Jeszcze troche, a bedziemy miec PTSD;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspolczuje. Ja jestem jakas dziwna. Panikara ze mnie straszna i nerwus ale w jednym jedynym przypadku zachowuje zimna krew - gdy Piotrkowi cos sie dzieje. Nie wiem jakim cudem. Nawet jak polecial z krzesla buzia prosto na podloge i wszedzie byla krew ja spokojnie sprawdzalam czy zeby i jezyk cale. Jak ma goraczke zbijam i po prostu nie dopuszczam do siebie zlych mysli. Jak robot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam podobnie. Na pewno też bym się zdenerwowała, ale wsiadłabym do samochodu i pojechała do przychodni czy szpitala znając siebie.

      Usuń
  4. Przyznaję, że Twoja opowieść mnie też przyspieszyła tętno ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Panikowałabys jakbyś na ten SOR jechała bo Cie internista z katarem wyrzucił z gabinetu....Gdyby mi Hanka w szkło poleciała też bym jechała do szpitala. Gdyby miała gorączkę wysoką i nie piła nic - też bym się martwiła. Nawet gdyby piła....To nie jest panikowanie...To normalna obawa o swoje dziecko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawa obawą ale jak ryczę non stop? Panika jak 150

      Usuń
  6. Bidulki Wy! Opowieść pełna emocji,no ale jak w takiej sytuacji zachować spokój? No nie da się i świetnie Cię rozumiem.Jak którejś z moich dziewczynek coś się dzieje,to tez wychodzę z siebie! Trzymajcie się dziewczyny,a rana niech szybko się goi!

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja myślę, że to normalna reakcja każdego normalnego rodzica- tym bardziej widząc lecącą krew. Trzymajcie się i niech stópka szybko dochodzi do siebie...i Ty też;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Panika to chyba drugie czy tam trzecie imię większości matek. Co jak co, ale widok dziecia w stanie nie najlepszym przyprawia o palpitację. Ale przecież nie było tak źle, trzeźwość umysłu zachowałaś, gorzej gdybyś z tej paniki stanęła jak słup. A najbardziej zainteresowała mnie ta konieczność umycia podłogi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie jak słup. Mogę ryczeć, krzyczeć, srać się i działać jednocześnie ;)

      A z tą podłogą...

      Jak myślałam, że jedziemy do lekarza i w sumie to nie wiadomo co wyjdzie to lepiej zostawić umyte podłogi niż brudne, bo kto wie co nam lekarz powie?

      Usuń
    2. Znaczy myślałaś, że lekarz powie, że masz zbyt brudno? :D:D A tak poważnie, to nie ma to jak poczucie porządku. Jak ja wychodzę w pośpiechu to dopiero za powrotem się orientuję jakie burdello zostawiłam za sobą.

      Usuń
  9. Ja się Tobie nie dziwie jakby Bablowi przydarzył się taki wypadek tez bym świrowała.
    Jak Bąbel pierwszy raz w życiu wymiotował to do końca życia nie zapomnę jak się bałam. Na szczęście trafiłam na normalną dyspozytorkę i wysłała karetkę i jak przyjechali to się uspokoiłam, ale cała noc czuwaliśmy z Mężowatym na zmianę.

    OdpowiedzUsuń
  10. dla mnie każda choroba córki to jak wyrok, panika.
    czarne wizje.
    gdy ugryzła sobie wargę przy zabawie z psem, a miała ok 10 m-cy i krew lała się strumieniem chciałam jechać na pogotowie, dobrze, że był mąż i uspokoił mnie.
    ja nie potrafię zachować spokoju, od razu płaczę, trzęsę się i panikuję.
    ech znam to uczucie.
    teraz muszę za dwie panikować, chyba osiwieję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Prawie każda matka panikuje to jest fakt od wieków jednak ja staram się zachować zimną krew zwłaszcza przy dziecku a dopiero gdy jestem sama wtedy panikuję z myślami się biję co było nie tak że coś się stało. Była u nas taka sytuacja gdy córcia miała mononukleozę i przez bity tydzień nie jadła nic nie chciała pić i tylko w nocy wypijała dwie butle mleka ale tyle ile ja nerwów straciłam czy się nie odwodni czy nie opadnie z sił. A panna M mimo nie jedzenia była żywym dzieckiem. Ile ja się wtedy nagotowałam kompocików ile soczków nakupiłam byle tylko coś wypiła. Nie zliczy nikt
    Zdrówka niech nóżka goi się błyskawiczne. Ani się nie obejrzysz a już zapomnicie o wszystkim

    OdpowiedzUsuń
  12. dokładnie matce wolno panikować, matce wolno ryczeć tak że nic przez łzy nie widzi a jednak działa, bo przecież nie stałaś w kącie tylko działałaś

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój synal ma 11 miesięcy, a ja już kilka razy przekonałam się, że macierzyństwo to nie tylko wielka radość, ale też wielki strach. Czy jestem panikarą? Nie, chyba nie. Nie wiem jednak jak bym się zachowała w Twojej sytuacji. Pewnie też nerwy by mnie zjadły. Dobrze napisałaś: Dobrze, że matce panikować wolno...!!!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taka ulga dla duszy. Panikuję więc nie muszę zżerać się wyrzutami sumienia.

      Usuń
  14. Dziękuję i również w imieniu Lenki za tak ciepłe słowa otuchy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. wczoraj pisałam że raczej nie panikuję a dziś co sami mieliśmy awarię i ledwo zachowałam zimną krew. jednak ciężko nie panikować ale to rola matki

    OdpowiedzUsuń