poniedziałek, 1 lipca 2013

Standardy żywieniowe kontra rzeczywistość.

Rozszerzanie diety Dziecka to bardzo ważny moment w życiu Dziecka
Niemal każda mama nie może się doczekać reakcji Dziecka na nowości jedzeniowe
Każdej mamie zależy na zdrowiu Dziecka
Prawidłowe rozszerzenia diety ma ogromny wpływ na rozwój Maluszka


Stajemy przed mnóstwem dylematów. Podawać kupione słoiczki czy gotować samemu? Sięgać po warzywa z bazaru? Supermarketu? Sklepu ekologicznego? Jak się ma możliwość i dostęp do warzyw/owoców z własnej uprawy to można mówić o szczęściu. Jednak te są dostępne w sezonie a i w naszym klimacie wszystkich wyhodować się nie da. 

Buszowałam tu i tam gdy faza rozszerzania nas dopadła. Miałam utrudnione zadanie ze względu na #refluks Córki. Potrzeby mojego Dziecka odbiegały od powszechnie obowiązujących norm i musiałam podejść indywidualnie a niestety dostęp do informacji miałam niewielki. Musiałam dążyć metodą prób i błędów by przetrwać ten okres. 

Czytając wiele poradników i artykułów na temat standardów żywieniowych (m. in. TUUU) szlag mnie trafiał.
Korzystałam też z tej tabeli (dostępna Tuuu)


 
O ile w pierwszych miesiącach rozszerzanie szło nam gładko
 i Lenka wciągała wszystko co jej podawałam o tyle jak zaczęły męczyć zęby zaczął się hardcore. 
Wszystko było ble i to przez kilka miesięcy.
W tym czasie popełniłam wiele błędów kierując się dobrem Dziecka. 
Na szczęście udało mi się w porę skorygować.
Zanim jednak kwestie żywieniowe się unormowały minęło wiele czasu.
A i dziś są pewne produkty czy dania, których Lenka nie tknie.


Podawałam Córci gotowane własnoręcznie obiadki i zupki. 
Jednak nie trzymałam się sztywno reguły, że słoiczki są ble. 
Zdarzyły się bowiem sytuacje kiedy sięgałam po nie. 
Lenka tolerowała tylko zupki i obiadki z rossmana babydream. Inne nie wchodziły w grę. 

Przez jakiś czas czułam wyrzuty sumienia jako, że Lenka nie je wszystkiego co powinna
A Córcia w dzień jeść nie chciała za to w nocy kilka pobudek na mleko/kaszkę serwowała. 
Szło zwariować z tym systemem a wszelkie próby wprowadzenia zmian kończyły się fiaskiem. 
Musiałam w nerwach odczekać czas aż zęby wyjdą i dadzą spokój.


Lena miała długo fazę na ketchup. Jadła kanapki tylko z ketchupem lub pomidorem. Wystarczyła cienka warstwa czerwonego sosu i już była wniebowzięta. Jadła i wciąż je parówki - bo lubi. Jajka jej się znudziły. Owoce raz je raz nie. Wcinała też pasztet z lidla a i kiełbasę lubiła podkraść od nas. Pluła ryżem, kaszami (jaglana, pęczak, gryczana), surówki też były ble. Jedynie ogórek kiszony był w porządku, z czasem oliwki. Przeprawa była ciężka! Nie siłowałam się z garnkami i nie gotowałam codziennie obiadu z 2 dań dla Lenki i obiadu dla nas, bo bym przez więcej jak pół dnia z kuchni nie wyszła. Nawet jak gotują obiad dla wszystkich trzymam się tego by mogła zjeść z nami Lenka. Odstawiam mniej doprawioną porcję dla Niej lub tak robię byśmy mogli jeść wszyscy. Wprowadziłam w końcu pewien porządek i harmonogram żywienia Lenki. Wymagało to wysiłku i czasu a przede wszystkim zmiany nastawienia w głowie. Nie mogłam się spinać, stresować i wymagać od Lenki by jadła jak nie chciała. 

Daję jej to co lubi. Podtykam różności by mogła wciąż próbować i poznawać nowe smaki. Jak gotuję zupkę, daję jej do rączki warzywa tak by mogła je dotknąć, spróbować czy poczuć ich zapach. I tak na dzień dzisiejszy plan żywieni Lenki wygląda tak:

5-6 150ml kaszki (zdarzało się, że się już nie budziła na tą porcję)

9-10 2 śniadanie  w zależności na co ma ochotę (od kanapki, przez parówki po jajko) do picia herbata owocowa z cytryną

14 - zupka

15- drzemka i picie (sok owocowy pół na pół z wodą)

17 - 18 obiad z tatą (zazwyczaj skubanie z talerza)

19:30 - mała kanapka, owoce (woda niegazowana)

21:30 - 180ml kaszki

W nocy czasem pobudka na picie.

Gotuję Lence zupkę w poniedziałki wychodzą mi 3 porcje - blenduję je. Co tydzień jesteśmy u mojej Mamy gdzie zawsze jest zupa więc biorę porcję dla Lenki i zjada na zmianę z tą zrobioną przeze mnie. Oczywiście zupka mojej mamy nie jest blendowana ;)

U nas nie istnieją przekąski. Uważam, że są zbędne. Czasem Lenka dostawała kawałek czegoś słodkiego i ewentualnie paluszki słone bez soli. Jednak w sklepie prędzej rzuci się na mus kubusiowy czy soczek z tymbarka 100% w kartoniku ze słomką niż na batonika ;)

Urozmaicam jak mogę. Nie wciskam na siłę. Daję próbować i daję to co lubi w ramach zdrowego rozsądku! Dziecko ma swoje gusta kulinarne i nie podam jej kaszy jaglanej, którą wszyscy wychwalają, bo jej po prostu nie cierpi. Po 10 próbach dałam się na spokój. Za to siegnęła Lenka po ryż i z tego się cieszę :D



18 komentarzy:

  1. :-)
    Miałam to szczęście, że nie musiałam posiłkować się żadnymi tabelkami. Mam świetną pediatrę, która na każdej wizycie mówiła nam jak dalej rozszerzać dietę i tego się trzymałam. A teraz to różnie bywa, bo Piotr ma fazy na różne smaki. Przez pewien czas na przykład domagał się codziennie kiwi.Gardził jajecznicą. teraz rano prosi o nią. Jedyne co się nie zmienia to to, ze praktycznie nie jada kolacji - to po mamusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniłam pediatrę. Poprzednia w ogóle nie interesowała się dietą Lenki... Obecna na szczęście tak :)

      Usuń
  2. na 2 sniadanie tylko herbata? To wychodzi,ze obiad jest pierwszym posilkiem?

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas w ogóle nie przeszło, że obiad jedt dwudaniowy, więc daję jedno danie a porządne mp. michę zupy lub coś z mięsem. No i gotuję raz a porządnie, kilkanaście zup i drugich dań poblendowanych mrożę i mam spokój na 3 tyg. Co do kaszy jaglanej-moja Córka je w zestawieniu z kurczakiem i burakami i jest spoko.Za to jajka jej przestały jak na razie smakować, jajecznicy poskubie ale na śniadanie woli standardowo kaszę. Ze słoiczków korzystam podczas wizyt w gościach i wyjazdów, w domu tylko raz w tygodniu-z rybą i też kupuję Babydream. Do picia rzadko soki, podaję wodę lub rooibosa. Z przekąsek biszkopty i paluszki. I też korzystałam z tego schematu żywienia i bardzo mi pomógł i nauczył prawidłowego schematu żywienia, odstępów, ilości i wyszło nam to na dobre.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasunęło mi się spostrzeżenie dot. surówek, sałatek - zauważyłam, że dzieci wolą warzywa osobno, a niekoniecznie zmieszane (w odróżnieniu do większości dorosłych, którzy uwielbiają sałatki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Lenka np. oliwki mogłaby jeść garściami :) Potrafi zjeść całego pomidora :P

      Usuń
  5. A my to w ogóle... z innych tabel jesteśmy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieciaki to mądre bestie! Zazwyczaj intuicyjnie sięgają po dane produkty i trzeba im na to pozwolić. Chcą makaron bez sosu dajmy im, chcą osobno warzywa czemu nie, niech je takie dostaną. Tabele żywieniowe są tylko informacjami orientacyjnymi, każde dziecko jest inne, z inna masą urodzeniową i różnym apetytem przychodzi na świat. Trzeba mieć do wszystkiego dystans ;-) Wszystkim mamom moich małych pacjentów polecam książkę: G.Rapley i T.Murket "Bobas lubi wybór" :))) i Wam też drogie Mamy.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedzenie to musi być przede wszystkim przyjemność ;)

      Usuń
  7. U nas też początki były ciężkie, ale teraz, kiedy drugie urodziny zbliżają się wielkimi krokami, Arturo zajada wszystko... no prawie wszystko, bo swoje gusta też ma :)
    A no i kaszy jaglanej też nie tknie.

    OdpowiedzUsuń
  8. My wraz z przejsciem na blw porzucilismy tabelki. Odszedl nam stres i obawa, ze Mloda bedzie niejadkiem...i tak bedzie przechodzila faze samego chleba lub inne fazy:) teraz Hania je wszystko, no prawie wszystko, ale za to w niewielkich ilościach. W koncu sama jest mala:)

    A sloiki z rossmanna sa moim zdaniem najlepsze. Z wielu powodów, ale to juz temat na dluuuuga rozmowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas blw było niemożliwe ze względu na refluks ;) Z czasem Córa zaczęła jeść różnorodnie i samej kawałki i papki :) Jak woli

      Usuń
  9. u nas warzywa - tym bardziej zielone są FUJ - od malego nie chciała teraz tez nie chce - za to miała fazę na zieloną zupę - z groszku oczywiście potraktowaną blenderem. Zawsze uwielbiała rosół i pomidorową, kurczaczka pod każdą postacią - był czas kiedy wystarczyło powiedzieć, że to kurczak (mimo, że nim nie był) a jadła aż jej się uszy trzęsły - teraz potrafi zapytać czemu ten kurczak ma ciemny kolor (wołowina) zwalam na siebie, że za bardzo podpiekłam, poddusiłam, czy to tam jeszcze mi do głowy przyjdzie.

    W przedszkolu - je co jej smakuje - na nasze szczęście dzieci nie są tam zmuszane do jedzenia

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak patrze na Wasze menu i porównuje do menu Erykowego to nasuwa mu się myśl, że to moje dziecko je strasznie dużo.
    Obiad rozbijam mu na dwa posiłki w odstepie 2=3 godzin. Młody jest na BLW ale czasem daje mu słoiczki (wybieram te bez soli i cukru). Nie przepada za szparagami i świeżymi ogórkami. A tak to je wszystko, nawet śledzia po wiejsku.
    Generalnie w jego obecnosci nie da sie samemu spokojnie zjesc. On tez musi. A chudy jest jak patyk!

    OdpowiedzUsuń
  11. My żywimy się na zasadach BLW i zdrowego rozsądku. Bąbel dostaje wszystko co chce do spróbowania i je posiłki w takich ilościach w jakich jakich sam chce. Nie ma określonej miarki bo je z mojego albo Mężowatego talerza. Podziobie widelcem, po memle łyżka jak my nałożymy mu do własnego talerzyka, ale jak czegoś nie lubi jeść nie musi i tyle. My też pewnych rzeczy nie jemy mimo, że sa zdrowego to nie rozumiem jak można katować dziecko. I oczywiście 2 razy dziennie świeże owocki to podstawa.

    Dobre masz podejście, bo z karmieniem dziecka trzeba wyluzować i dać mu przejąc ster i przestać siwiec ze stresu, bo dziecko samo z siebie się nie zagłodzi :)


    Pozdrawiam


    http://projekt-mama-nie-idealna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja próbuje młodym dawać wszystkiego po trochu,tylko tak wiem co lubią :) do tego warzywa i owoce,bez ograniczen i wszystko gra

    OdpowiedzUsuń