poniedziałek, 8 lipca 2013

Żłobek czyli nowa jakość życia

Ależ mam luksus!
Poniedziałek, środa i piątek
Rano wstajemy, zbieramy się i lecimy na 9:30
Ja w zależności co mam do załatwienia.

Dziś było ciężej.
Lenka nie chciała z domu wyjść.
Ani wypuścić Taty do pracy
Ani rozstać się ze mną.
Oczywiście z pomocą Pani udało się to załatwić łagodnie.

A co ja w tym czasie robię?
W piątek zrobiłam sobie rtg kręgosłupa.
Po ciąży i porodzie coś się spierniczyło i jest coraz gorzej.
W kolejce jest dentysta.
Badania hormonów.
Dziś obleciałam miasto w poszukiwaniu prezentu na tatowe urodziny :)
I milion innych zaległych spraw które leżały odłogiem a na które możliwości brakowało...

Ta możliwość to zostawienie Dziecka w bezpiecznym miejscu.
Dzięki żłobkowaniu przemogłam się i zaczęłam jeździć autem po latach przerwy!
I jeździłabym dalej... gdyby nie awaria... 
Gdy jestem w mieście zahaczam o kawkę czy herbatkę w kawiarni i nawet jeśli mam na to 15 minut to jest to TO 15 minut błogiego spokoju jakiego na co dzień brakuje.

Lenka jeździ do żłobka bez pieluszki (ciekawe jak dzisiaj poszło) pakuję do torby zapas majteczek i ubrań na zmianę. Zostaje tam na obiadki, bo wyjadała dzieciom :) Wyszaleje się z nimi, pobawi kreatywnie tak jak ja nie jestem w stanie jej zabaw zapewnić. 

Odbieram Lenkę przed 12. Jest po obiedzie a dzieciaki pakują się spać :)

Lenka po żłobku stęskniona wpada w moje ramiona. Jeśli mało wrażeń to lecimy na plac zabaw na babci osiedlu, buju buju i ziuuuu na zjeżdżalni. Jedziemy do domu i pada ze zmęczenia wcześniej niż zazwyczaj. Jeśli jest nadmiernie pobudzona podaję melisę a w razie silnych emocji odrobinę neo spasminy (działam z premedytacją możecie wieszać na mnie psy :) 

Generalnie dzieci bardzo dobrze oddziałują na Lenkę jej potrzeby są w pełni zaspokojone. Jeśli miałabym iść do pracy żłobek będzie wykorzystywany w codziennie ale na razie traktujemy go jak atrakcję dnia codziennego. I czas dla mnie :)

12 komentarzy:

  1. Zazdroszczę! Dobrze Wam z tym żłobkiem!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że się Lenka tak dobrze zaaklimatyzowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Melica to sie mojemu dziecku przyda, bo on to wiecznie pobudzony jest. Żłobek jak i przedszkole to na prawde fajna sprawa:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Ja też zamierzam włąsnie na takie 2 h czy 3 od stycznia, a odbierać przed dzremką dzieci:)

    OdpowiedzUsuń
  5. My bedziemy sie zlobkowac z Patrickiem dopiero od listopda, ale i tak nie moge sie doczekac blogiego spokoju - Emma w przedszkolu bedzie od wrzesnia, jupi, jupi ... Emma ez robi uuuu i buju buju - to takie ... polskie nauczyla sie od mojej siostry i teraz ciagle powtarza :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że jest dobrze :D Luśka do żłobka wędruje na pełny etat i trochę się boję zmiany... ale jak czytam Twoją opowieść to wierzę, że damy radę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo Lenka!:) i brawo dla mamy, że potrafi ten czas wykorzystać dla siebie i dla relaksu. Nie każda mam to potrafi:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam radość jak zaczęłam Mikołaja dawać do klubu malucha na 3-4 godz 2-3x/tyg. Nagle w godzinę mogłam zrobić tyle rzeczy i czas się dziwnie rozciągał! :) I ta kawa w kawiarni sporadycznie... aż zazdroszczę, chociaż na razie się cieszę z ponownego "uziemienia" przy drugim maluchu ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. I ja na to czekam, przynajmniej przez wrzesień i kawałek października do porodu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aż moje wspomnienia odżyły, kiedy Elizka poszła do przedszkola, a ja zaczęłam mieć... czas! Tak, czas na wszystko- na spokojne ogarnięcie domu, ugotowanie obiadu, wypicie kawy... Chociaż muszę przyznać, że przez pierwsze 3-4dni nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Trzy lata w domu z dzieckiem non stop i nagle Jej nie ma- dziwne uczucie, ale szybko nauczyłam się nim cieszyć. A po przedszkolu obie byłyśmy stęsknione i nasze popołudniowe bycie w domu razem było już milsze, weselsze i spokojniejsze :)
    Niech żyją żłobki, przedszkola, szkoły :))))

    OdpowiedzUsuń
  11. O tak, ja też błogosławię żłobek. Nawet jak rzadko chodzi. W końcu można posprzątać, zrobić bardziej wymyślny obiad, coś popracować w dzień a nie po nocach. I tyle Mała tam łapie, tyle się uczy. Wiem, że sama bym jej tyle nie dała. Tak jak napisałaś :) Super, że i Lence się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobry pomysł, szkoda że u mnie nie ma w mieście takiego luksusu :)

    OdpowiedzUsuń