wtorek, 13 sierpnia 2013

Better.

To takie rzadkie i niespotykane.
Jest mi dobrze teraz w tej chwili.
Więc czym prędzej zapisuję ten moment!




Jesteśmy w bardzo trudnym momencie.
Lenka choruje niemal non stop. 
Mamy problem z kredytem hipotecznym.
Wakacji w tym roku nie będzie.
Ja bym poszła do pracy ale to nie takie proste.
Mam dość 24h etatu w domu.
I tak kręcę się w kółko z tym wszystkim...

W sobotę Lenka zaczęła gorączkować. Nie wysoko na szczęście. Doszedł jednak ból brzucha, biegunka i jakieś świństwo w buzi.
Wieczorem gdy padła siedziałam i zrzędziłam nad sobą. A po 20 dostałam smsa od dawnej koleżanki czy mam chęć na spacer po 22!
Żebyście mnie wtedy zobaczyli! Podskoczyłam jak oparzona. Byłam w proszku a zebrałam się w 15 minut razem z mejkapem :P Spotkałyśmy się po 22 i szwędałyśmy się po mieście... Wróciłam do domu o 3 :D
Nie widziałyśmy się 7 lat! Było więc o czym gadać :D

W niedzielę Lena dała nam czadu. Histerii pół dnia, w nocy ryczki, krzyczki.

W poniedziałek zauważyłam u Leny wysypkę... Na stopach, dłoniach a w buzi dojrzałam nowy przybytek... 
Obsrałam się strachem od góry do dołu! Przerażona zaczęłam doszukiwać choroby zakaźnej... A przez cały dzień z częstotliwością co godzinę dzwoniłam do naszej lekarki... Mąż też szukał innych... 
Zaczęłam histeryzować i ryczeć... W popłochu szukałam numeru do dyrektorki  żłobka i znalazłam w historii połączeń niedobrany obcy numer w piątek... I dowiedziałam się, że mam za godzinę rozmowę kwalifikacyjną... Szybko otrzeźwiałam, w 40 minut wyszykowałam się, ogarnęłam burdello w domu i jak galaretka czekałam na przyjazd rodziców. Poleciałam na tą rozmowę jak oszołom kompletnie nie przygotowana. I cieszyłam się, że nie przeszłam na 2 etap... Bo to praca biurowa na pełen etat za najniższą krajową... ;) Wysłałam CV nie licząc na odzew :P
Dopiero po 17 dorwałam Panią i przed 19 dotarliśmy na wizytę...

Najtrudniejsze w tym jest, że mąż zaczyna od środy urlop... i jakieś plany mieliśmy... Urlop tak wyczekiwany! 

Pani zbadała Lenkę dokładnie. Powiedziała, że to NIC zakaźnego.... ufff

Wysypka alergiczna a w buzi zapalenie jamy ustnej. 


Ufff...

A jutro jadę SAMA! Na półtora dnia jadę SAMA :D Zostawiam Dziecko z mężem. Pierwszy raz w historii macierzyńskiej :)


18 komentarzy:

  1. Nie no taki moment trzeba uwiecznić i zapamiętać na długo bo może nie prędko sie powtórzyć:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Optymizm się wkradł - tak trzymać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. trzymam kciuki, żeby ten stan potrwał jak najdłużej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytając tego posta,od razu widać,że odżyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ruszaj więc na tę samotnię, ja dziś kilka godzin sama bo latałam po okulistach cóż okularki będą mi potrzebne

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby ten wyjazd napędził Twój optymizm :D Mój mężulo właśnie mi coś truć zaczął, zebym gdzieś z koleżanką pojechała na weekend. Bo przecież on sobie da radę z dzieckiem przez dwa dni... W szoku totalnym byłam!!! Mimo szczerych chęci męża, chyba i tak nie skorzystam... Bo nie potrafię małej zostawić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pietra przed wyjazdem ale wiem też jak bardzo tej przerwy od Córy potrzebuję :)

      Może się zdecydujesz jak nie tym to innym razem :)

      Usuń
  7. zapalenie jamy ustnej to ciężka choroba. Emilka przechodziła.
    nie jadła i nie piła nic przez parę dni plus wysoka goraczka.
    smaruj buzię w środku gencjaną roztwór wodny, wysusza te ropne syfy. polecam!
    3majcie się dzielnie. powodzenia.
    baw się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam Dezaftan i Szałwią Lenka płucze buzię :)

      Gencjanę też mam :)

      Dzięki :)

      Usuń
    2. szałwia ma działanie antyseptyczne, więc też powinna pomóc.
      3majcie się dzielnie!

      Usuń
  8. poza chorobskiem, to super sprawa z tym Twoim wypadem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Baw się dobrze i odpocznij mimo wszystko

    OdpowiedzUsuń
  10. Oby więcej takich momentów kiedy CI dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że Lenka szybko wydobrzeje!

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapalenie jamy ustnej czasem dziecko gorzej przechodzi od innych chorób, choć nie jest groźne. U nas tak właśnie było...

    OdpowiedzUsuń