czwartek, 1 sierpnia 2013

Typ matki - sfrustrowana.

W sobotę mamy mega rodzinną uroczystość.
W związku z pełnioną podwójną funkcją - 
świadkowa i podająca do Chrztu kandydatka na Matkę Chrzestną...
...byłam dziś u spowiedzi.


Jakkolwiek spowiadałam się przede wszystkim (to nie tajemnica) z tego jaka jestem podła, wredna i niedobra dla męża i Córki.

Spodziewałam się jobów z konfesjonału a tu zaskoczenie pozytywne :)
Ksiądz (emerytowany proboszcz, zagorzały fan tv trwam i radia co ma ryja) rozgadał się tak, ze pół mszy zleciało a mnie autentycznie lżej na duszy się zrobiło! I wcale nie dostałam kilometrowej pokuty a słowa wsparcia i wyrozumiałości!

A święta nie jestem. Nie cierpię siedzieć w domu. To dla mnie męka. 
Frustracje dopadają mnie cyklicznie, regularnie, czasem znienacka z byle powodu.
Blog to moja ściana płaczu i wirtualny worek bokserski - mogę się wyżyć do woli.
Jestem złośliwa dla męża i krzyczę na Córkę.
Irytują mnie Ci moi ludzie nie raz, nie dwa okrutnie.
Wkurza mnie finansowa niemoc. Jakkolwiek moim celem życiowym aktualnym jest opieka i wychowanie Pięknego Stworzenia o tyle cykliczna frustracja na temat - jestem darmowy robol dopada mnie co i rusz.,,

Bo bym poszła do pracy. 
Fajne to moje Dziecko, odrębne, niezależne, czuje się w żłobku jak ryba w wodzie a jednak kłody pod nogami moimi pojawiają się jedna za drugą i tak wadzą bym do tej pracy jeszcze nie poszła...

Codzienna rutyna też mnie dobija... Obowiązki domowe przytłaczają.
Nosi mnie jak cholera, nosi po kątach, gryzę ściany albo drapię się po głowie...
Dziś miałam dzień na "LENIA" dacie wiarę, że przez cały dzień nie zrobiłam nic konkretnego?
(teoretycznie, bo odpuściłam robienie obiadu i głębsze sprzątanie; posprzątałam chałupę z 5 razy, z Lenką szalałam, na spacerze byłyśmy, gości przyjęłam, pranie zrobiłam, w kościele byłam...  niby nic :)
Za to Lenka wniebowzięta.  Miała mojej uwagi milion dzisiaj. 

Nawet zmywanie nie było tak uciążliwe. Mam na Lenkę sposób.
Przystawiam krzesło obok siebie, stawiam Lenkę i Lenka niemal zmywa ze mną :) z zawziętością wrzuca mi kubki do zlewu :)

O ile bliscy mają dość moich frustracji.
Mąż mało wyrozumiały a Dziecko ciska się na równi ze mną.
A tu takie zaskoczenie - ksiądz rozumie matkę frustratkę :D

I tak jak jestem matka frustratka i cyklicznie drę gębę tak cyklicznie muszę się wyżywać...
I koło się zamyka.

A co ciekawe jak na matkę frustratkę jestem dość doceniana. 
W sobotę już 2 raz w życiu będę świadkować na ślubie i 3 raz zostanę Matką Chrzestną... :P

P.S. Zdjęć z urodzin wciąż nie mam.

p.s. Szablon bloga w fazie zmian. Blogger zdurniał, ma mnie gdzieś i zmiany będą wprowadzane żółwim tempem :)

23 komentarze:

  1. ksiądz też człowiek :) ja się zdziwiłam, że dostałam rozgrzeszenie jakieś 10 lat temu, byłam w szoku, a potem to już grzeczna byłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami obcy ludzie bardziej nas rozumieją niż nasi bliscy i to jest straszne...

    Zakładamy klub Matek-Furiatek ? :)
    A tak poważnie to myślę sobie, że jesteś autentyczna. Nikogo nie udajesz, jesteś sobą razem ze swoimi problemami, wkurwami i frustracjami. Może dlatego już nie raz zostałaś w ten sposób "wyróżniona". Bo ludzie wiedzą, że można na Ciebie liczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem taka sama matka frustratka,jak Ty!Nic dodać,nic ująć!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam tak przed ślubem. Poszliśmy do spowiedzi do opactwa, i było miło i przyjemnie, żadnych kazań, za to dużo słów wsparcia, otuchy i nawet rozmów w stylu, a co będziecie mieć na weselu do jedzenia. Zawsze twierdziłam, że księża zakonni to zupełnie inny gatunek od tych parafialnych, ale jak widać i tutaj zdarzają się wyjątki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas trzyma mnie szok pozytywny. Jak mi lżej na duszy! Wspaniałe uczucie :)

      Cieszę się, że też masz podobne doświadczenia.

      Usuń
  5. Podoba mi się stwierdzenie "blog jako ściana płaczu i wirtualny worek bokserki", słowa genialne!
    Jeśli chodzi o frustrację to ta we mnie rośnie. Marzę do nocy i dniu bez syna, męża i rodziców (konkretniej, pełnej dobrych rad mojej mamie). Ale i tak staram się nie narzekać, bo jak wiadomo narzekanie nie prowadzi nigdzie :/
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam! A ja narzekam i jestem sfrustrowana i z bezczelnością kradnę chwilę gdy jestem BEZ Córki i męża :)

      Usuń
  6. tak mi sie wydaje ze ten post, to tak jakbym siebie czytala, tez krzycze na dzieci i mam do meza ogromnie duzo zalu , ze spedzam z dziecmi 4/5 swojego czasu, ze mi sie nie chce sprzatac, ze bym poszla juz do pracy, ze fajniebyloby zarobic troche wiecej grosza, bo wydatki sa, bo ta zaleznosc mnie przytlacza, bo mimo ze dziec sa fajne to jednak nie one sprawiaja ze czuje sie spelniona, mimo ze kocham ich ponad wszystko i z niczym innym nie zamienila...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niektórzy twierdzą, że to wina presji jaką nam się matkom narzuca... Bo takie czasy, że matka pracująca jest "modna"... czy na pewno? A czy nasze matki i babki były szczęśliwe w swych domowych kieratach? Raczej nie miały wyjścia... zaciskały zęby i cierpiały w głębi w duszy...

      Usuń
    2. moja babcia pracowala, jak tylko skonczyla jakis tam macierzynski czy wychowawczy i wtedy przyjechala jej tesciowa i sie zajmowala moja mama i ciotka. Jednak to co ona mowi np na rozne tematy wychowania, pracy itp to wogole tak jakby mowila o zamierzchlych czasach, ze mlodzi sami powinni mieszkac, ze skoro jestem w domu to powinno byc pieknie czysto, ugotowane, jak maz wraca z pracy , bo przeciez on pracuje. a ja to co: leze i pachne ??? Matka pracujaca moze nie jest modna, czasami sytuacja ja do tego zmusza, czasami sama chce... my nawet jak cierpimy i mozemy sie wygadac, to i tak uwazam ze ojcowie dzieci powinni nas bardziej zrozumiec, ich rola powinna byc wieksza w wychowaniu dziec, a tak to gadamy miedzy soba, a ojcowie maja ciagle takie same zdanie jak 500 lat temu

      Usuń
  7. A tam od razu frustratka. Normalna!

    OdpowiedzUsuń
  8. Też się drę....I na córkę i na męża. Sama często mam siebie dosyć...Jestem wybuchowa, a ani mąż ani córka nie ułatwiają...Shit happens.. Dobrze, że ksiądz wyrozumiały i podniósł na duchu!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszędzie Matki frustratki tylko nie malo się do tego przyznaje ;) Ja tam się przyznaję. Mam dośc. Często...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tez czasem jestem okropna, ale to jest tylko i wylacznie wina presji i ilosci obowiazkow jakimi codziennie jestem obarczana. Mozna wiec powiedziec, ze to jest wytlumaczalne i normalne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie da się tak żyć na dłuższą metę...

      Usuń
  11. nawet ksiądz czasami rozumie:P

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jak w końcu pójde do spowiedzi po na razie 4 latach nie chodzenia do niej ( bo i po co skoro w grzechu zyje a poprawy nie obiecam), to ksiedzu mszy nie starczy na wysłuchanie mnie:-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można "umówić się indywidualnie" ;)

      Znam to moja bardzo bliska osoba żyje "w grzechu" już od lat 17... ;)

      Usuń
  13. Rozumiem Cie, chociaż ja uwielbiam siedzenie z Bubą w domu i taka kariera mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam,
    Ja myślę że frustracja bierze się z niezaspokojenia naszych potrzeb.
    Dla jednej to będzie chęć wyjścia z koleżankami, dla drugiej powrót do pracy, a dla trzeciej chwile sama na sam z mężem, albo bycie z dziećmi zamiast powrót do pracy...
    w sumie to prawie wszystkie dotyczą ...mnie...hehe...to się nazywa kumulacja frustracji....:-))))

    OdpowiedzUsuń