poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wojna domowa.

To, że ja i mąż jesteśmy DDA wiadomo.
Nie jesteśmy więc idealni.
Kochamy się bardzo...
...i kłócimy bardzo.



Małżeństwo to nie taka bułka z masłem. Zamieszkujemy razem i zaczynamy się "docierać" jak to wszyscy nazywają wszem i wobec. Rodzicielstwo to też nie takie halo lalo. Wchodząc w związek z DDA druga osoba nie ma świadomości co to tak na prawdę znaczy i z czym to się je. A jest to wyższa szkoła jazdy. DDA są pełni uprzedzeń, uwikłani w schematy wyniesione z domu i chcąc nie chcąc powielają te schematy ze swoim partnerem. Jeśli oboje są DDA stanowią więc niezłą mieszankę wybuchową... Związki DDA to albo dwa silne charaktery lub jeden dominujący nad tym słabszym. Charakterystyczne dla DDA jest "urabianie" partnera na wzór swoich nieudolnych rodziców... jak i niedojrzałość w wielu sferach życiowych. Związek z DDA to również przejęcie po części ciężkiego bagażu doświadczeń partnera...

Nie raz opisuję mnie i męża jako układ "włoski", czyli typ rodziny włoskiej. Kochamy się na zabój ale potrafimy drzeć się aż ściany się trzęsą. Nie pozwalam sobą manipulować ani poddać się woli męża i tak samo działa to w drugą stronę stąd nasze starcia. Jestem wyjątkowo podła, potrafię wbijać szpilki tam gdzie boli najbardziej... Jesteśmy nieco toksyczni zarówno jako oddzielne jednostki jak i partnerzy. Mam ogromną samoświadomość jak trudnym jestem człowiekiem do życia i bardzo podziwiam męża, że jest ze mną i chce trwać przy mnie dalej... Mąż ma takie samo mniemanie o sobie samym.

Nie umiem milczeć, mam niewyparzoną gębę, trudno ugryźć mi się w język i nie kiszę w sobie długo tego co mi na duszy ciąży. Mówię mężowi wszystko jednak on niekoniecznie to rozumie. Przytakuje, potwierdza... i nic dalej z tego nie wynika. Jestem konkretna, mam gdzieś czyjeś słowa, oglądam się na czyny... Jeśli czynów brak ciśnienie mnie rozsadza.

Jakiś czas temu wybraliśmy się wspólnie do psychologa. Tego samego, do którego chodziłam ja. Wizyty są bardzo owocne. Przetrwaliśmy w pokoju 7 tygodni! (w między czasie jakieś sprzeczki ale szybko je rozwiązywaliśmy) Wojna zaczęła się w tą sobotę. Wojna stulecia, kłótnia mega mega taka z ciosami poniżej pasa. I z mojej i z męża strony. Jednak ja się nie darłam gęby tak jak to było wcześniej, nie histeryzowałam i w odwecie zabrałam Lenę na noc do mamy. Zostawiłam chłopa samego w domu :)

Oczywiście wróciłam wczoraj. Afera rozeszła się po kościach i przyznałam, że tak oczyszczonej atmosfery jeszcze nie doświadczyłam po żadnej dotychczasowej kłótni. Mąż przyznał rację.

W efekcie jedziemy jutro z Lenką na "wakacje" do Olsztyna :)

Nie mamy najlepszych wzorów rodzicielskich. To czego doświadczyliśmy w naszych domach mocno naznaczyło nas na przyszłość, którą mamy teraz. Uczymy się żyć w zgodzie mimo tego co widzieliśmy jako dzieci. Obojgu zależy nam przede wszystkim na szczęściu naszego Dziecka. Dla niej walczymy o spokój w naszym domu ;)



17 komentarzy:

  1. To tak jak u nas z tą włoską rodziną :)
    Jak kochać to na zabój i aż się ściany trzęsą, a jak kłócić to tak żeby talerze leciały :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oświadczyłam mężowi, że będę mu regularnie prać tyłek ;)

      Usuń
  2. Jak zwykle trzymam za Was kciuki i udanych "wakacji" życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. życzę powodzenia w budowaniu udanej relacji małżeńskiej :) małymi kroczkami jak to mówią i mówią też nie od razu Kraków zbudowano ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla dobra Córki niektóre sprawy mogłyby toczyć się szybciej ;)

      Usuń
  4. Skąd ja to znam?
    "Nie umiem milczeć, mam niewyparzoną gębę, trudno ugryźć mi się w język i nie kiszę w sobie długo tego co mi na duszy ciąży. Mówię mężowi wszystko jednak on niekoniecznie to rozumie. Przytakuje, potwierdza... i nic dalej z tego nie wynika. Jestem konkretna, mam gdzieś czyjeś słowa, oglądam się na czyny... Jeśli czynów brak ciśnienie mnie rozsadza."
    Ten fragment to normalnie jakbym o mnie i moim mężu czytała:*

    Ja wychodzę z założenia, że lepiej jak "lecą talerze", atmosfera się oczyści a po burzy wychpdzi słońce, niż kisić w sobie problemy i pretensje wzajemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola ja to zauważyłam jak się widzieliśmy :)

      Usuń
  5. puki walczycie jesteście zwycięzcami :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najważniejsze, że Wam się chce próbować. Łatwo poddać się bez walki tłumacząc się brakiem wzorców... super, że chcecie sami tworzyć swoje wzorce!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. O nas czasem znajomi też mawiają, że jesteśmy jak Włoskie Małżeństwo. Ale czasem najlepiej wykrzyczeć i wyrzucić z siebie ten gniew... Byle tylko nie przy dziecku...

    OdpowiedzUsuń
  8. i my jesteśmy z mężem oboje wybuchowi i impulsywni...
    wiem co to znaczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Życzę sukcesów w dalszej pracy! Podziwiam samoświadomość!

    OdpowiedzUsuń
  10. My oboje jesteśmy z mężem DDA..Teraz śmieje się że popaprańcy przyciągają popaprańców...
    Chociaż ja zaczynam mieć do tego coraz większy dystans, bo kto z nas jest normalny? Każdy ma swojego kościotrupa w szafie...jakieś potwory-zmory z przeszłości...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem w małżeństwie z dda...

    OdpowiedzUsuń