wtorek, 10 września 2013

Gdzie te 2 -latki?

Widzę je jak odprowadzam Lenkę do żłobka.
Tam są 2-letni buntownicy.
Czasem widzę na mieście gdzieś w oddali...
A poza tym?
Mamy z wózkami są.
I mamy z przedszkolakami też.
A gdzie 2-latki?



Mamy z Leną swoje rytuały i naszą codzienność. Jesteśmy we dwie całymi dniami więc radzić sobie musimy. A to spędzamy cały dzień w mieście i chodzimy od sklepu do sklepu. A to w niedzielę ruszamy do kościoła.

Odkąd zostałam Mamą i z Córą zaczęłam spędzać więcej czasu poza domem regularnie odwiedzałam SH czy naszą ulubioną kawiarnię. Wiadomo Lenka zaczęła być mobilna obecnie wózka nie używamy praktycznie w ogóle. A mimo to wciąż wychodzimy na zakupy, do sh czy naszej kawiarni. Nigdy nie widziałam żadnej Mamy z dzieckiem w wózku czy równolatkiem mojej Córki w kawiarni! Czasem są Mamy z dziećmi w sh i jakoś dają radę. Moja Córka uwielbia odwiedzany przez nas SH. Biega po nim, szaleje, wyciąga zabawki, mierzy buty... Jest w raju. Nie stanowiło dla mnie jej zachowanie większego problemu. Wiadomo że bywało różnie. Musiałam też nauczyć Lenkę zachowań w supermarkecie. Przy kasach leżą oczywiście same batoniki i inne świństwa po które maluch sięga bez problemu...

1. Kawiarnia - Wychodzimy raz w tygodniu. Zimą Lence biorę rurkę bez kremu a latem oczywiście kulkę loda. Ja piję kawkę i jest nam bardzo dobrze. Wychodzę odkąd Lenka się na świecie pojawiła. Mniemam, że obycie w kawiarni ma już we krwi bo scen tam nie urządza. Jeśli zaczyna się źle zachowywać - dopijam kawę i wychodzimy.

 

2. Sklepy - Jeśli jesteśmy wózkiem - Lenka z wózka wychodzi i chodzi po sklepie. Zazwyczaj pakuje najróżniejsze rzeczy do koszyka sklepowego albo wózka. Ona wkłada a ja wyjmuję - tak jest najprościej. Nauczyłam ją wybierać soczki w kartoniku ze słomką te z tymbarka są 100% na szczęście mają na opakowaniu motywy z kubusia puchatka. Do tego bierzemy mus owocowy z kubusia ten w torebce, a raczej Lenka sama go bierze - Lenka dla musu i picia w kartoniku odłoży na półkę każdego wafelka ;) W sklepie też pozwalam brać bułkę. Taką zwykła kajzerkę - na co dzień, w domu nie jemy w ogóle więc w sklepie jest rarytasem :D Pozwalam też zanim dojdziemy do kasy jeść bułkę - dzięki temu mam spokój ;) Poza tym noszę w torbie żelki, gumy rozpuszczalne i wafelka - wszystko to czego nie udało się zabrać przed skasowaniem. Noszę po to by Lence pokazywać w sklepie, że już mamy i nie potrzebuje więcej. I tak po wyjściu ze sklepu tego nie je :P

3. Kościół - Wychodzimy 5 razy w ciągu mszy na siusiu ;) Wystarczy jak przebywamy w miejscu gdzie są w pobliżu inne dzieci. Lenka jest spokojniejsza, nie walczy o publikę :) Pozwalam jej leżeć na ławce, mówić, kręcić się ALE nie oddalać się od naszego miejsca.

W każdym miejscu gdzie jesteśmy idę z Leną na kompromis. Pozwalam na wiele ale wyznaczam granice. W rossmanie też dajemy radę, wystarczy jak powiem Lence, ze idziemy po kule do kąpieli. Weźmie kule i nie będzie szukać innych rzeczy. Nie mogę Córki odsunąć od tych wyjść, bo widzę że z czasem wyjścia wychodzą nam co raz lepiej a ja zawsze mam "asa w rękawie". Za każdym razem w sklepie przy kasie Lena krzyczy: "nie pać nie pać! Nie pacić!" Nie chce oddawać "swoich" zakupów, krzyczy "moje moje", zdarzało się, ze rzucała się na podłodze przy kasie :D A ja mówiłam: "Pokrzycz to będzie Ci lepiej" i nie zwracałam uwagi na jej zachowanie. Chodzimy na piechotkę do bazaru po warzywa i owoce, rozmawiamy. To picie w kartoniku to też forma nagrody za dobre zachowanie w sklepie, zawsze po wyjściu chwalę Córkę jak wspaniała była i jak dzielnie mi pomagała. 

Dzisiaj pojechałyśmy po zakupy do lidla we dwie autem, potem do pepco i było super. Poszłyśmy też do sklepu, który okazał się hurtownią. A ja zakupy wzięłam za 14zł i facet powiedział, że oni biorą od 100zł... Zaczęłam przepraszam, tłumaczyć się, że nie wiedziałam iż to hurtownia i odmówiłam zakupów... A Lenka chwyciła za zakupy zaczęła krzyczeć "moje moje" co raz głośniej... i Facet skapitulował! Nie igra się z 2-latkami! Pozwolił zrobić zakupy "w drodze wyjątku". 

Wiecie jaka dumna byłam z Córki? :D
 PODPIS

28 komentarzy:

  1. Brawo dla córki! ;)
    Ja tak robię z moim trzylatkiem. Teraz rzadziej, bo z dwumiesięczniakiem idzie ciężko wychowywanie starszaka, ale staramy się. Idzie z każdym razem coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie co raz lepiej. Dzieci przecież się uczą :)

      Usuń
  2. Pokazujesz, że jak się chce to z dzieckiem można wszystko i na zakupy i do sh i do kawiarni, a nie jak niektóre mamy u mnie na podwórku tylko chodzą w koło po chodniku jak po spacerniaku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym chodziła w kółko dostałabym kota!

      Usuń
    2. Kobietki, ale to nie zawsze tak się da... Przy pierwszej córci też wszystko mogłam, i do sklepu iść i do kawiarni i na zakupy i do galerii. Wydawało mi się, że to takie proste. Przy drugiej córce, która zachowuje się jakby z buszu wyskoczyła nie ma szans. Na spacerze odciagam ją od ulicy, w sklepie od słoiczków, w restauracji pilnuję, żeby nie zwiała. Moje dziecko gdy nauczyło się chodzić ma jeden cel: UCIECZKA. I konsekwentnie ten cel realizuje, a ja nie mam szans czerpac jakichkolwiek przyjemności z wyjść. Chyba, że jesteśmy na wybiegu w parku - wtedy przynajmniej nie narobi szkód, a że ja się nalatam to nie ważne :) Jedyna nadzieja w tym, że 2 lat jeszcze troszkę jej brakuje, może w końcu da się ujarzmić :)

      Usuń
  3. też lubię wychodzić wcześniej z samą E, teraz z dwiema dziewczynkami.
    same idziemy na spacer, a później do kawiarni na kawę i ciacho.
    lubię te nasze wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest mega atrakcja dla naszych Dzieci :D Dla nich to taka dorosłość :)

      Usuń
  4. Ja robie podobnie.
    Mikolaja biore wszedzie i praktycznie od zawsze, bo odkad skonczyk 8 miesiac zycia towarzyszy mi np przy zakupach. Nie robi zadnych scen, nie krzyczy, nie broi, nie ucieka. Pomaga.
    Pozwalam mu wybrac jablka, gruszki czy inne owoce. To on wiekszosc produktow wklada do koszyka i to Jemu czasami pozwalam na decyzje, co kupimy.
    Kawiarniane wypady z Nim wrecz uwielbiam! Kompan z Niego niezastapiony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już w myślach widzę jak kawkuje się z Córką za 10, 15, i więcej lat :D

      Usuń
  5. Mam 2-latkę. Chodzi do żłobka, a w drodze powrotnej zaliczamy sklepy, bo zakupy trzeba zrobić. Mam też 4-latka, więc ogarnięcie obojga w sklepie wymaga wysiłku, ale nie jest nierealne. Chodzimy oczywiście na place zabaw odkryte jak i w zamkniętych pomieszczeniachjeśli pogoda nie dopisuje. Na spacery po plaży. Ale do SH ich nie zabierałam. Nie przyszło mi do głowy, bo tam gdzie chodzę "na polowanie" To taki tłok, że lepiej bez dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszym sh chodzimy jak już luźniej jest. Gdy są tłoki chodzę sama ;)

      Usuń
  6. Widzisz ile masz powodów do radośći :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No prawdziwa panna wie jak zachować się w kawiarni... bardzo mi się to spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem ci, że dla mnie wyjście z chłopakami nawet do Lidla to horror... Tymek siada w wózku sklepowym, bo jak go puszczamy to lata jak bączek, ucieka, wyciąga rzeczy. Do tego gadający Oskar, który chce milion rzeczy kupić. Nie ogarniam. Ale też muszę ich zabierać, bo przecież nie zostawię pod sklepem :)
    Lenka daje świetnie radę. Może i nam kiedyś uda się tak wypracować system zakupów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja ak narzekam na młodego, niemniej jednak jak był młodszy to był mega grzeczny na zakupach, wiedział co wolno, a co nie...nigdy nie płakał przy kasach gdzie tyle kuszących rzeczy było...
    Teraz cosik nie mam z nim kontaktu..ehhh

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja córka ma juz 5 lat ale kawiarnie uwielbiamy obie - zestaw mamy m/w taki jak Wy, a mała jest dumna ze sama składa zamówienie... i podobnie jak "randki" z mym mezem to czas zeby wreszcie porozmawiac ( i nawet sie oakzuje ze nie tylko jest o czym ale i jest ciekawie... jak dawniej:_) tak czas w akwiarni z córka to czas na rozmowy, przebywanie ze soba i keirowanie całej mojej uwagi na to co moja córka mowi, mysli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Najważniejsze jest to, że Dziecko uczy się obycia w takich miejscach :)

      Usuń
  11. A wiesz, nie przyszło mi do głowy chodzić z dzieckiem do kawiarni, ale muszę to zacząć robić. :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczerze podziwiam! Mnie trochę przeraża robienie z Bułką takich rzeczy. Mała niestety drze się w kawiarni i wszystkim przeszkadza, po sklepach też często jeździmy na sygnale a w sh to bym chyba oczopląsu dostała bo spuszczona na sekundę z oka pędzi na łeb na szyję a najchętniej pod tramwaj :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamiętam jak ja sie bałam chodzić z Piotrem do sklepów czy kawiarni. Zwłaszcza jak miał około 2 lata. Przemogłam się w Zakopanym na samotnym urlopie z nim bo nie miałam wyjścia. Tylko, żę wszędzie targałam ze soba wózek bo miał długą drzemke w ciągu dnia a wychodziliśmy na cały dzień no i potwornie mi uciekał a ja objuczona plecaczkiem z prowiantem, kurtkami etc nie dawałam rady, wieć w chwilach niesubordynacji brutalnie go unieruchamiałam aż się nauczył chodzić ze mną. To był przełom. Myślę, że z drugim dzieckiem będę odważniejsza, zresztą też nie będe miała wyjścia bo jest starszak, a mąż pracuje.Poza tym myślę, że Piotrowi trochę za bardzo dałam sobie wejśc na głowę i potem musiałam to zwalczyć, teraz będe mądrzejsza.

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratuluję, mój od dziecka w markecie leci po bułki, za to w kawiarniach jest najgrzeczniejszym dzieckiem na swiecie bo na loda trzeba zasłużyć:-p. Ps. najgorzej wspominam wypady z dzieckiem w ózku, niby wygoda ale jednak jak dla mnie katorga, gdy mały nauczył się chodzić na bliskie zakupy, czy do marketu wózka nie brałam bo wolałam ujarzmiac samego syna a nie jeszcze użerać się z wózkiem:-p. Zawsze podziwiałam matki które wspaniale radziły sobie i z wózkiem i z pociechą. Mój był grzeczny tylko gdy chodził na własnych nózkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lenka z wózka wychodzi więc jest to bez sensu. A do wózka sklepowego mogę ją wsadzić zarówno w zakupy jak i w to miejsce dla dzieci.

      Usuń
  15. A ja wolę sama chodzić a DZIECI zostawić mężowi. Jestem gorsza? Nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jesteś gorsza :)

      Mojego męża nie ma w domu od 8:30 do 18:30 więc nie mam jak zostawić z nim Córki by sama pobuszować ;)

      Usuń
  16. Niezła Żono:)a można widzieć skąd jesteś? ta cukiernia "Romanowski"jest mi chyba znana:)

    pozdrawiam

    Iwona

    OdpowiedzUsuń