piątek, 20 września 2013

Rozkwitamy towarzysko! (i przepis na potrawkę meksykańską)

Oprócz tych zębów i wczorajszego kryzysu...

Fajnie nam!
Udało nam się odwiedzić znajomych i Lenka poznała nową Ciocię :)
A ja ugotowałam z polecenia męża potrawkę meksykańską...

W poniedziałek Lenka w żłobku a ja załatwiłam wstępnie praktyki.
Wtorek spędziłyśmy w domu - Lenka miała potrzebę pobycia ze mną i nie wychodzenia gdziekolwiek ;)
W środę Lenka w żłobku, ja musiałam złapać oddech i zrobiłam sobie "time out". Wpadłam do kawiarni na herbatę, zrobiłam zapasy w rossmanie i wyruszyłam na łowy do SH, udało mi się kupić kilka rzeczy dla Lenki, Męża i mojej młodszej Sis... ;)






Wczoraj czyli w czwartek. Odwiedziłyśmy z Lenką Ciocię Gosię i Adasia :) Zrobiłyśmy zakupy w lidlu. A ja posprzątałam 2 razy łazienkę (Dzięki mężowi 2 raz...)
Dzisiaj Lenka w żłobku a ja wreszcie pozbyłam się brzydkich końcówek włosów! W dodatku byłam pierwszy raz u tej Pani i jestem baaardzo zadowolona :D Do tego byłyśmy z Lenką na buju buju i u nowej Cioci Sylwii :) Lence Ciocia bardzo się spodobała a ja wypiłam kawkę :D

Dzięki temu, że prowadzę auto czuje się jak Matka burżujka! Co więcej mąż jest przeszczęśliwy, bo po pracy jest wolniejszy - nie musi jeździć po zakupy, które robię ja w ciągu dnia :) A tym samym ma wolniejszą głowę.

Mój mąż generalnie daje mi wolną rękę w kuchni. Czasem jednak wymyśli coś żebym mu zrobiła i nie ma wtedy zmiłuj! Tak było w przypadku tej potrawki meksykańskiej:

Mąż: Zrobiłabyś taki bigos. Trzeba kupić boczek i pierś z kurczaka, warzywa w puszce, wrzucisz do gara, podlejesz wodą i zrobisz...
Ja: WTF ???

Za parę dni mąż przyniósł do domu:

Kawałek boczku wędzonego
Podwójna pierś z kurczaka
Paprykę czerwoną i żółtą
Puszkę kukurydzy
Puszę fasoli czerwonej i białej
Puszkę pomidorów pokrojonych...
Oprócz tego potrzebna będzie cebula, por i ząbek czosnku.
Łyżka koncentratu pomidorowego.
Szklanka wody.
Przyprawy

Boczek wędzony skroiłam w kostkę i wrzuciłam do woka. Smażyłam do momentu aż lekko się zrumieni ale nie suche skwarki. Odcedziłam boczek tak by tłuszcz został na patelni i wrzuciłam go do gara.
Na ten tłuszcz wrzuciłam skrojoną pierś z kurczaka i na woku lekko przyprawiłam odrobiną pieprzu i ziół. Podsmażyłam tyle by ścięło się białko i wrzuciłam do gara z boczkiem.
Po zdjęciu kurczaka wrzuciłam na woka skrojoną cebulę i pora a pod koniec ząbek czosnku po czym wrzuciłam do gara :D
Na woka wrzuciłam skrojone pół papryki czerwonej i pół żółtej. Chwilę trzymałam na ogniu i do gara.
Dodałam do owego gara odcedzoną kukurydzę i fasolę białą i czerwoną.
Wrzuciłam pomidory z puszki.
Uzupełniłam szklanką wody.
Dodałam łyżkę koncentratu pomidorowego i gotowałam.
Do czasu aż warzywa zmiękną. Przyprawiłam wg gustu i tyle :)
Jest to danie banalne, nie sugerowałam się żadnym przepisem tylko mini wskazówkami męża...


Porcja dla męża i brata ciotecznego :)
(jak robiłam zdjęcie było jeszcze gorące bo para się unosiła :)
Podałam z ziemniakami i ryżem.
Na drugi dzień jedliśmy z kaszą jęczmienną. 
Jest absolutnie przepyszne zwłaszcza, że smakowało wszystkim.
Mąż chwalił, brat chwalił, Lenka się zajadała a mi też uszy się trzęsły :)

Smacznego!


 PODPIS

10 komentarzy:

  1. dobra z Ciebie żona, ja wiem czego mężowi nie robić, a tak zje wszytsko co mu pod nos podsunęło.
    jest jedna zasada: mięso, dużo mięsa,
    w sumie dwie zasady, bo druga to: zero zup.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój zupę zje o ile jest na mięsie ;) A takich Lenka jeść nie może więc my jemy zupy warzywne w ciągu dnia a takie dania jak wyżej po powrocie Męża z pracy ;)

      Usuń
  2. O Ja też mam to szczęście że małż wcina wszystko co zrobię..takie błogosławieństwo :)
    za to syn to mi normalnie krytyk kulinarny rośnie...za słone, za ostre...itp...no wybredny że hej...

    OdpowiedzUsuń
  3. eee u nas jak jest zupa to mąż pyta czy jest coś do zjedzenia bo pić to On nie chce ;-) jedyna zupa to rosół ;-) hehehe
    U nas też najukochańszy obiad to takie z duuużą ilością mięsa ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha Karolina, dobre hasło ma Twój mąż :D

      mój nie je obiadów na słodko, choć na dziś miał pierogi a jak wszedł do domu i zapachniały mu racuchy z jabłkami to zjadł :D. I nie zje nic co ma czosnek, czasem muszę kłamać że nie ma :)

      Usuń
  4. Z łazienką i kuchnią mam to samo...Najgorzej jest w okresie grzewczym:( Na SH ostatnio nie miałam czasu,ale chyba pora nadrobić zaległości;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O, fajne danie, nie znałam ;) Muszę zrobić kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super się czyta, będę zaglądać częściej! Zapraszam również do mnie http://stormofhormones.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale narobiłaś mi smaka, po pracy lecę po fasolę, resztę składników mam.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń