piątek, 27 września 2013

Wyłapać pozytywy.

Staram się wyłapywać te drobne pozytywny, by nie popłynąć w deprechę.
A jest ciężko i do dupy.
No i dopada mnie punkt krytyczny...




Mimo wszechobecnej chujowatości, jeśli by włożył na nos różowe okulary i próbował wcisnąć kit wszystkim wkoło jak u nas pięknie i równie cukierkowo pudrowo różowo:

Na oparzeniową ranę Lenki mam najlepszą maść ARGOSULFAN.
Dzięki niej rana nie boli a opatrunek muszę zmieniać tylko 1 raz w ciągu doby.
Na grubą warstwę delikatnie przykładam kompres jałowy, który oklejam plastrem dookoła.
Zakładam luźne skarpetki i Lenka biega jakby była zdrowa.
(poza tym mycie Leny to koszmar a przy zmianie opatrunku jest dramat trzeba się nieźle nagimnastykować, katar jak był tak jest...)

Dzięki Bogu mam dla Leny buty, które mimo tych ran mogę ubierać - dziecięce emu.
Żadne inne się nie nadają.
(przez godzinę ryczała, że tych butów nie chce, w aucie je zrzuciła z nóg a jak powiedziałam, że sama pójdę do apteki wtedy zmieniła zdanie)

Dzięki tym butom, mogłyśmy wyrwać się dzisiaj z domu!
Pojechałyśmy do apteki po zapas kompresów, plastrów, rivanol i maść majerankową.
A od Pani farmaceutki Lenka dostała lizaka. Takiego zwykłego i była przeszczęśliwa :D
(dzięki lizakowi dalsze zakupy odbyły śę w pozornym spokoju)

Blisko apteki była biedronka więc tam też podjechałyśmy.
Zapas ryżu brązowego, makaronu, pomidorów suszonych, pesto... chusteczek FITTI
...i 5kg cebuli! Bo tyle warzyw jemy, że cebula wychodzi z mojej kuchni jakby miała nogi :D

Mam mnóstwo świeżych pomidorów. Dostaliśmy od Cioci męża i pożeram je dosłownie, codziennie :D

Lenka dzisiaj miała mega apetyt! Zjadła m.in większość owsianki z jogurtem, miseczkę rosołku z mięskiem :)
(wieczorem przez nadmiar flegmy się zrzygała)

Ugotowałam wspaniały gulasz z łopatki wieprzowej i świeżych pomidorów :) Podałam z ryżem brązowym...

Na wadze -4kg!
Lenka mimo kataru i dużego kuku dzielnie znosi swoje dolegliwości.

Mąż nie wchodzi w drogę (jednak woli uniknąć wojny) :D
(do dzisiejszego ranka, gdy powiedział, że Dziecko oparzyło się z MOJEJ WINY, bo NIE DOPILNOWAŁAM... 
Kazałam mu ****** z domu)



JA:
Szalik/chustka wygrzebana z szafy
Płaszczyk - nabytek z sh 3zł
 (musiałam go skrócić więc krawcowej dostało się co nieco, jak widać warto :)
Spodnie w spadku po siostrze
Buty - bazar 8zł

Lenka:
Czapka - ubiegłoroczna, bazar
Chustka - w spadku po nie wiem kim
Kurteczka - prezent od babci
Legginsy - wygrzebane u drugiej babci w sklepie
Buty - emu sh





 PODPIS

23 komentarze:

  1. No i pięknie, nie jest tak źle jak myslałam, że opiszesz, powiedziałabym-normalka przy dziecku, raz dobrze a raz kurwica strzela człowieka:D Wyglądasz szczuplej niż na zdjęciu głównym z bloga, serio!

    OdpowiedzUsuń
  2. oj dobra kobieto:) czemu babki mają większe jaja czasami niż nasze chłopy??? dobrze że dajesz radę bo świat bez ciebie by zginął, dziecko chodziłby zasmarkane do pasa, bez opatrunku i gołe albo w piżamie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli nie jest żle :-)))

    na tą flegmę Lenki - inhalacje!! koniecznie!!!

    Wyglądasz Ślicznie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma mowy o inhalacjach po oparzeniu dopóki nie będziemy mieli nebulizatora... A nie mamy...

      Usuń
  4. Nebulizator to koszt 100zł. Wiem, bo mamy. fajny nabytek. Nasz ma kształt misia.

    U nas też przekupstwo czasem pomaga ukonczyc zakupy w spokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, bo sprawdzałam. Trzeba czekać na fundusze.

      Usuń
  5. posikałam się z tego pierwszego zdjęcia !
    dobry sposób na posta, może kiedyś go wykorzystam :)
    Szymon oparzył się żelazkiem w swoje 2 urodziny i płakał 2 godziny non stop, pomogła pianka z panthenolem, ale po kilkunastu minutach, oczywiście ścierania jej przez niego i psikania odnowa.
    Dzielnie się trzymacie !
    Niestety u nas fritti już nie ma, trzeba chyba ze Sroką zagadać, żeby następnym razem dała cynka zanim zamieści posta ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba trzeba te pozytywy sobie non-stop powtarzać zamiast tarzać w pesymizmie. Spróbuję i ja!

    OdpowiedzUsuń
  7. No, no jaka laska:) Ps. wkrótce odezwę się na maila

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  8. no włąśnie, w chujowych sytuacjach trzeba znaleźć dobre strony. dobra robota!

    OdpowiedzUsuń
  9. oj widzę że zły nastrój nie opuszcza :( . Może lepiej znaleźć jakieś pozytywy ? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To teraz trzeba wstać od kompa, odejść na taką odległość żeby drobnego druku nie było widać i przeczytać sobie całość ze 2x :)
    Od razu się humor poprawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co jest napisane drobnym drukiem odnosi się tylko do tych pozytywów. W rzeczywistości jest ich więcej ale "zepsułyby" różowego posta :D

      Usuń
  11. hahhaha...
    najważniejsze, że mimo wszystko widzisz pozytywy ;)
    równowaga w przyrodzie musi być jak widać ;)

    powiem Ci, że na fotce wyglądasz na taką spokojną i grzeczną :D
    jak to pozory mogą mylić :D

    OdpowiedzUsuń
  12. z czego robisz inhalacje???
    jeśli już wymiotuje przy kaszlaniu i katar nie przechodzi idź do lekarza krzycz tupaj nogami niech coś robią...
    mojej stonce dopiero inhalacje z Pulmicort-u i Berodual-u pomogły...
    to już nie przelewki dziecko się męczy a to nie jest dobrze... stopniowo straci apetyt zacznie gubić wagę a wtedy za cholewe nie wyzdrowieje...
    trzymaj się, nikt nie ma więcej siły niż ty...
    nikt nie jest w stanie więcej zrobić niż ty...
    jesteś matką a to znaczy bić nieśmiertelnym i wszechmocnym ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwsze zdjęcie mega życiowe i mocne :D poległam.
    A wy, no piękne dziewczynki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. wiem, że Ci nie do śmiechu, ale ja się uśmiałam z Twojego postu :) super napisane :))

    OdpowiedzUsuń
  15. a na zdjęciu uśmiech, delikatny ale ciepły

    OdpowiedzUsuń