niedziela, 27 października 2013

Czerpać energię z kosmosu.

Gdy codzienność miele się gorzej niż przez maszynkę do mięsa
Tracimy siły.
A jeśli odczuwamy już tylko odrzut do codzienności
Trza wyjść przed dom.
Stanąć na środku podwórka i...
czerpać energię z kosmosu!



Jestem wykończona ciągłym chorowaniem mojego Dziecka. Nie dość że chora to po prostu nieznośna. Dziś dzień minął nam pod znakiem "Tatuś mój, mama bleeee" z agresją w moim kierunku. Ręce opadają. Wiem, że tęskni za żłobkiem, że w domu jej ciasno (jak i nam wszystkim), że chce do dzieci i łazi niemal po ścianach i tak samo jak mnie frustruje się. Do cholery! Staję na głowie i rzęsach żeby uatrakcyjnić codzienność i owszem nieco odwraca uwagę ale tak na prawdę mogę sobie wszystko w tyłek wsadzić...

Zachowanie mojego Dziecka wyprowadza mnie z równowagi i doprowadza do muru i jedyne na co mam chęć to walić w niego głową.

Ratuje się jak mogę by mimo wszelkich trudności nie wyprowadzić się z równowagi na tyle by wpaść w dołek. Nie mogę wrócić do starych schematów! Wyszłam i wciąż wychodzę od kilku miesięcy z czarnej dupy w której funkcjonowałam. Nie ma mowy o użalaniu się i pławieniu w bagienku pod tytułem "jak mi źle, jaka ja biedna". To niestety charakterystyczne dla wszystkich adhd-owców.

W najtrudniejszym momencie myślę o tych milowych krokach jakie poczyniłam w ciągu tych kilku miesięcy. Jak różni się miejsce dzisiejsze od tego w którym byłam.

Przez ten czas nie spadła gwiazdka z nieba. Nie zmieniłam miejsca zamieszkania. Nie dostałam pracy... Generalnie nie zmieniło się tak na prawdę wiele. Nie zmieniło się nic czego najbardziej pragnę, chcę - do czego cały czas dążę. 

Ale wprowadziłam pewne małe, drobne zmiany. Dzięki którym codzienność jest łatwiejsza do przełknięcia.
Dziecko zapisałam do żłobka (mimo, że choruje i w zasadzie więcej nie chodzi niż chodzi)
Zaczęłam jeździć autem (zyskałam namiastkę niezależności)
Wprowadziłam zmiany w codziennej diecie (schudłam i zyskałam lepszą jakość życia - czuje się lepiej pod wieloma względami)
Zaczęłam praktyki w szkole (wyszłam do ludzi, między ludzi)
Dużo lepiej radzę sobie z codziennym stresem. Jest to nieporównywalne z tym jak zestresowana i sfrustrowana byłam na początku tego roku. 
Znalazłam i wprowadziłam kilka sposobów na rozładowanie napięcia nerwowego dzięki czemu frustracje są rzadsze i mniejsze a wybuchy znacznie łagodniejsze.

Wczoraj i dzisiaj to 2 ciulowe dni z moim Dzieckiem. Mam wrażenie, że moja matczyna miłość wystawiona jest na wielką próbę. Mogę się domyślać, mogę analizować, mogę szukać odpowiedzi na pytanie "dlaczego ona zachowuje się tak?" wszędzie a w zasadzie to nie mam pojęcia. 
Dlatego dzisiaj wyszłam przed dom, odpaliłam fajkę, muzykę bardzo głośno w słuchawkach i przeprowadziłam wymianę energii z mojego ciała na tą lepszą z kosmosu. 

Jakkolwiek to brzmi, dało mi spokój i nieco dystansu.

Oby jutro było lepiej!


 PODPIS

10 komentarzy:

  1. oj wierz mi, że ja często tą energię w podobny sposób wymieniam:D wprawdzie fajkę zastępuję czymś słodkim, ale działa:D a jak jutro znów Mama będzie beee.. to znów wykorzysta ten sam schemat bo energii - tej dobrej - w kosmosie jest na tyle dużo, że dla każdej z nas wystarczy:) Trzymaj się:) Wyzdrowieje, pójdzie do żłobka, i Obie odsapniecie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jutro na pewno będzie lepiej:) Trzymaj się! dasz radę przejść trudniejsze dni w końcu tyle już osiągnęłaś w ostatnim czasie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też tak robię :)
    Muzyka jest dla mnie ukojeniem i czerpię z niej energię.
    Mam nadzieję, że dziś już będzie lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja obiecuję sobie codziennie, że wprowadzę w życie drobne zmiany-niestety mam słomiany zapał:(

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tak samo! Oprócz fajki...;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jutro będzie lepiej i tego się trzymaj !

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja rycze ale nieukrywam że choć mam ich dwoje to nie ma we tyle niechęci do nich, chć czasem robią wszystko żebym właśnie ją miała. Chyba jakaś irracjonalna obawa że jak będę narzekała to dopiero może się narobić

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój matczyny potencjał w zeszłym tygodniu przybrał wymiar najbardziej sfrustrowanej matki świata...jeszcze jeden taki tydzień, a deprecha jak malowana... Dzieki Bogu za weekend, podczas którego mogłam wyjść, zresetowac się i za dzieciem nawet zatęsknić...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ech, nie jesteś sama...
    W takich momentach przypominam sobie pewną historyjkę:
    "Na jeden z wykładów profesor przyniósł dość duży słój i kilka kamieni, każdy mniej więcej wielkości pięści.
    - Ten słój, to nasz czas, jaki mamy w ciągu dnia, a te kamienie, to ważne sprawy w naszym życiu.
    Po tych słowach profesor włożył kamienie do słoja, które weszły do niego na styk.
    - Czy coś jeszcze wejdzie do tego słoja? - zapytał profesor studentów.
    Na sali odezwał się cichy szmer, że nie, bo słój jest pełny. Na to profesor wziął żwir i wsypał do słoja.
    - To są nasze mniej ważne sprawy
    Żwir się zmieścił wypełniając luki między kamieniami.
    - A teraz? Czy coś się zmieści?
    Tym razem sala odpowiedziała milczeniem. Na to profesor wyjął piasek i dosypał do słoja, który wypełnił szczelinę między żwirem.
    - Jaki jest wniosek z tego, co tu pokazałem? - zapytał profesor studentów.
    Po chwili milczenia jeden student się odezwał:
    - Że nawet jak nam się wydaje, że już nie mamy na nic czasu, to jednak możemy jeszcze wiele zrobić.
    - Też, ale nie to jest głównym wnioskiem - odparł profesor.
    Gdy już nie było więcej pomysłów na sali profesor zdradził rozwiązanie:
    - Głównym wnioskiem jest to, że trzeba było zacząć zapełniać słój od dużych kamieni. Gdybyśmy zaczęli od piasku i żwiru, to nie zmieściłyby się wszystkie duże kamienie.

    Po wykładzie studenci podeszli do profesora i gdy nawet on się zgodził, że do słoja nic się już nie zmieści, wlali do niego puszę piwa i ani kropla się nie przelała.
    Wniosek drugi - w życiu każdego człowieka znajdzie się czas na jedną puszkę piwa :-)." (źródło: mi nieznane)

    Myśl na dziś: Czas wypełniajmy od największych kamieni, bo jak zaczniemy od piasku, to te duże kamienie się nam nie zmieszczą."

    Wtedy sobie przypominam, że Smok to tylko dziecko i nie jest celowo nieznośny. Czasem przeczekam, czasem wymyśle nową zabawę... Przecież w końcu musi kiedyś iść spać :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubimy takich dni, o nie! Ja sobie powiedziałam - nic na siłę. Nie chce do mnie lecz do Ojca? Ok - ma do tego prawo, niech on się nią zajmuje, zwłaszcza jak w weekendy jesteśmy oboje. Odreagować samemu nadmiar rodzicielstwa też trzeba. Przyjemności dla siebie równie ważne jak atrakcje dla dziecia. Małe drobne zmiany wcale nie są takie drobne. Nie daj ich sobie umniejszyć.

    OdpowiedzUsuń