środa, 2 października 2013

Czym różni się 2-latek od gimnazjalisty?

Zewsząd słyszę o tym jakie gimnazjum jest straszne.
Gimnazjaliści są straszni.
To banda chołoty, rozwydrzona.
Wejść do klasy gimnazjalistów jest niemal wyczynem.
Wyczynem w skali - wejść do ulu pszczół.

Właśnie zaczęłam praktyki jako Pedagog w gimnazjum i liceum ogólnokształcącym...


Szkoda mi tych dzieciaków.
To nie są złe dzieci.
To nie ich wina, że chodzą do gimnazjum.

A dorośli boją się gimnazjalistów. Jak można bać się dzieci?
Boją się nauczyciele, boją się rodzice i inni dorośli.

To ja jestem jakaś dziwna. Nie boję się.

Też byłam gimnazjalistką. 10 lat temu opuściłam mury mojego gimnazjum.
Czy byłam straszna? Czy byłam zła?
Byłam taka jak większość rówieśników ;)

Moja młodsza siostra skończyła gimnazjum w tym roku. Właśnie zaczęła uczęszczać do LO.

Lada dzień wejdę do klasy gimnazjalistów. I się nie boję! Pewnie dlatego, że nie muszę ich uczyć żadnego konkretnego przedmiotu ;) Mam rewelacyjną opiekunką. Jest pedagożką z krwi i kości. Szczera do bólu i co najważniejsze - nadajemy na podobnych falach :) Rozmawiamy non stop a ja chłonę każde jej słowo.

Można mówić, że gimnazja to chłam i winić za to system. Ale to nie jest do końca prawda. W gimnazjach uczą Ci sami nauczyciele co ileś naście lat temu jak gimnazjów nie było. Kto ich przygotował do pracy w gimnazjach? Nauczyciele nie mają pojęcia o nastolatkach, nie mają pojęcia o ich świecie. Nawet nie stać ich na odrobinę wysiłku by zrozumieć tą młodzież. Większość nauczycieli nie mają przygotowania wychowawczego. Nawet Ci, którzy dopiero startują w swojej karierze. Na studiach nie uczą jak wychowywać uczniów (chyba, że na pedagogicznych), jak rozwiązywać problemy, konflikty. Nauczyciel z problemem idzie do pedagoga szkolnego. Sam jest nieudolny.

Rodzice też się zapominają. Takie są czasy, że szkoły nie wychowują. To rodzice wychowują dzieci niezależnie w jakim wieku dzieci są. Szkoła nie rozwiąże problemów wychowawczych Dziecka, które to Dziecko wynosi z domu. Rodzice nie potrafią przyznawać się do błędów...

Rzeczywistość jawi się w sposób następujący:
Rodzice obwiniają, system, szkołę, nauczycieli, wychowawców
 a oni obwiniają rodziców o rozwydrzone dzieci. 

I tak koło się zamyka.

Wiecie czym różni się zbuntowany 2-latek od gimnazjalisty?

Oboje mają IDENTYCZNE, te same POTRZEBY
Różnica tkwi w sposobie ich wyrażania.
Czujecie to? 2 latek ma te same potrzeby co nastolatek w gimnazjum. 

Szkoda, że rodzice nie mają świadomości jak bardzo dziecko ich potrzebuje...


 PODPIS

28 komentarzy:

  1. Pewnie różnica polega na tym, że takie małe dziecię jeszcze Ci powie, mamo chcę do Ciebie, a taki gimnazjalista będzie się wypierał i raczej podskórnie i odwrotnie będzie się tej uwagi domagał.
    Jestem ciekawa, jakie odczucia będziesz miała po skończonych praktykach. Ja miałam kiedyś szybkie praktyki w technikum. Niby kilka, no max 10 lat różnicy miedzy mną a uczniami, ale jednak spora przepaść. A może sama zapomniałam jak to jest być nastolatkiem.... Nie, chyba nie aż tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja jestem ogromnie ciekawa a wręcz podekscytowana :D

      Usuń
  2. No fakt faktem jako, ze dopiero pierwszy miesiąc uczę sie w szkole średniej stwierdzam,ze niektórzy gimnazjaliści to jako sobie chyba odziały pomyliły, bo jak słyszę co wyrabiają to z całą pewnością, nie chcę nikogo idealizować, ale my wchodząc do taj szkoły byliśmy zupełnie inni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak my wychodziliśmy ze szkoły nie było takiej fali internetu jak dzisiaj. Młodzież jest przebodźcowana nadmiarem siedzenia w necie...

      Usuń
    2. Ale to co ja słysze od dwóch braci, który w gimnazjum sie ucza jeszcze to jest naprawdę lekka przesada.

      Usuń
  3. kuuuurde a ja nie byłam w gimnazjum ;-) i nie wiem jak to jest być złym gimnazjalistą :E łeeeeee ja chce do gimnazjum ;-)
    ale fakt kiedyś była inna szkoła.... zawsze był jakiś łobuz ;-) ale jednak ten nauczyciel był autorytetem ... potrafił uspokoić dzieciaki.... a i dzieciaki miały większy respekt a teraz to tylko szeroko oczy otwieram jak czytam o kolejnych wybrykach ....

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie to paranoja, że w ogóle powróciliśmy do systemu gimnazjum. 8 lat podstawówki i 4 lata szkoły średniej to mim zdaniem idealne rozwiązanie dla młodego człowieka a nie już po 6 latach musi wybierać gimnazjum, potem po 3 latach kiedy dopiero co zżył się z grupą znowu egzaminy do szkoły średniej i nie da się nie zauważyć, że to właśnie po tej zmianie w szkolnictwie młodzież jest ,,gorsza''. Ja uczyłam się starym systemem i chwała za to, szkoda mi mojego Dziecka które będzie musiało przechodzić te etapy no ale co zrobić, można tylko liczyć, że trafi na fajnych, pełnych pasji nauczycieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to trochę przesada:), ja też byłam gimnazjalistką i wcale nie uwazam się za gorszą, po prostu oddzielono dzieciaki w trudny wieku od tych młodszych i dużo starszych, ale to nie znaczy że dzieciaki same w sobie są złe. Poza tym do gimnazjum często trafiają osoby z tej samej podstawówki, chyba, że ktoś chce się odciać lub sie przeprowadza to jest inaczej.

      Usuń
    2. Niestety jeśli będziemy pogrążać się w tym, że gimnazja są złem samym w sobie nie damy szansy naszym Dzieciom by bezboleśnie przeszły ten etap. Na zmiany na lepsze się nie zanosi...

      Usuń
  5. Coś w ty jest, ale przypomniając sobie moja klase z gimnazjum widzę coś jeszcze. Ginazjaliści jak te dwulatki potrafia byc bezwględne, jednak oczekuje się od nich aby byli dorośli. Powiedziałabym nawet że ginazjaliści bardziej niż dzieci z podstawówki potrafią dać w kość osobie którą uznają za słabą. Wystarczy pokazac im że się nie daje rady, a oni to wykorzystają. Ale to tylko potwierdza twoje słowa, ze wiekszość nauczycieli potrafi tylko wykładać dany przedmiot, a zupełnie nie umie wywowywac i nauczać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczycieli którzy potrafią wykładać dany przedmiot ze zrozumieniem też nie tak łatwo spotkać...

      Usuń
    2. Tak, tylko że wykładać przediot może każdy, a jesli ktos potrafi tym zainteresowac dzieci to też bedzie miał u nich szacunek. Jak dziś pamietam lekcje religii czy języka polskiego. Nauczycielki miały wiedzę, a z lekicji z nami wychodziły z płaczem, boo no były słabe psychicznie a y to wykorzystywaliśmy. Jednak była tez nauczycielka matematyki, która przedmiot wykładała z pasją i nikt u niej nawet nie mruknął, wiadomo jakies żarty sie zdażały, ale każdy wiedział na co może sobie pozwolić. Ona się nas nie bala, była pewna siebie, wiedziała że ma coś do przekazania i potrafiła nas ujarzmić. Sama wiedza nie wystarczy, potrzebna jest również siła, żeby pokazać dzieciom że to ona jest dorosła i z żartów potrafi się pośmiać, a potem na spokojnie wrócić do prowadzenia lekcji. Jeśli ktoś ze strachem przed jakąś klasą, przychodzi na lekcje z nią jest z góry skreślony, dzieciaki to wyczują. Z resztą w dorosłym życiu jest podobnie. Najsłabsi są eliminowani, w gimnazju robi się to otwarcie, a dorosli działają z ukrycia bo nie wypada atakować.

      Usuń
    3. Chodziłaś do mojej szkoły? ;)

      Dokładnie to samo przechodziłam. Dokładnie takie same mam doświadczenia i wnioski. To my rodzice musimy stanąć na wysokości zadania i przygotować Dziecko na gimnazjum :)

      Usuń
  6. byłam pierwszym rocznikiem, który poszedł do gimnazjum i nie było takiego szaleństwa, pewnie trochę w tylkach się nam poprzewracało, bo to już nie podstawówka w końcu, ale o takich sytuacjach nie było mowy.

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja sobie spokojnie poczekam na wnioski - sama do gimnazjum nie chodziłam i nie mam w rodzinie żadnego gimnazjalisty póki co. Pierwszy raz przyjdzie mi się zmierzyć z tym problemem za kilka dobrych lat :) Ale tak z zewnątrz... nie przerażają mnie gimnazjaliści zupełnie. Przerażają mnie zapuszczone wychowawczo dzieciaki, niezależnie od wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapuszczone wychowawczo dzieciaki były od zawsze, są i będą.

      Usuń
    2. ale takich zapuszczonych jest teraz coraz więcej, kiedyś rodzice pracowali 7-15 i mieli czas dla dzieci, a teraz pęd za pieniądzem i dorośli nie mają czasu dla dzieci, nie widzą ich problemów.
      kurcze pamiętam setki rozmów z moimi rodzicami, od razu widzieli, że mam kłopoty sercowe, pokłóciłam się z koleżanką, świruję z odchudzaniem itd.
      tematy nie czekały aż się same rozwiążą, oni je rozwiązywali. a teraz widzę z własnego doświadczenia jak to wygląda, mąż pracuje 8-17/20 w zależności od dnia, mój zawód także wymaga dyspozycyjności i pracowałam 7.30-17 min. a kiedy czas na potomstwo wtedy, na ich wychowanie, bo zrobić to łatwo i przyjemnie. w tym problem. w braku czasu, takie jest moje spostrzeżenie.

      Usuń
    3. Taka jest rzeczywistość, takie są czasy. Niestety nikt za nas rodziców dzieci nie wychowa i na pewno nie zrobi tego szkoła.
      Jeśli ludzie nie mają czasu dla dzieci to czemu je mają? W dzisiejszych czasach posiadanie dzieci wymaga mnóstwa pracy i wyrzeczeń a to akurat nie zmieniło się nigdy.

      Usuń
    4. No bo chęć posiadania dzieci to instynkt :), poza tym czasem jest tak, że inne masz warunki na początku kiedy planusz dziecko, zachodzisz w ciążę, rodzisz a potem czasem to się zmienia i trzeba się dostosować, to nie tylko tak, że pogoń za kasą, ale z czegoś trzeba żyć przecież i pracodawcę nie obchodzi że masz dziecko itd - taka jest rzeczywistość, kiedy nie pracuje się na etacie w budżetówce tylko w korporacjach, prywatnych firmach itd... Wydaje mi się, że szkoła powinna przejąć choć część obowiązków z rodziców, bo jest to instytucja społeczna, która powinna nadążać za zmieniającą się cywilizacją, bo jeżeli chcemy mieć kiedyś porządnych obywateli, to trzeba to zrobić wspólnie, rodzic przegrywa często w starciu z tv, wpływami kolegów z podwórka czy klasy. Jeżeli ludzie nie będą mieli dzieci, bo nie maja tyle czasu dla nich ile mieli nasi rodzice to nie wiem kto zapracuje na Twoją emeryturę, nie mówiąc o tym, ze ludzkość wyginie ;))).

      Usuń
    5. Trzeba wypracować u Dziecka silny autorytet. W tym tkwi siła. Jeśli będziemy dbać o więź z dzieckiem niezależnie w jakim jest wieku istnieje ogromna szansa, że nie przegramy z mediami czy rówieśnikami Dziecka.

      Usuń
  8. Ja jestem z pokolenia 8 klas podstawówki. Nie mam pojęcia co czeka mojego Syna. Chciałabym żeby trafił na fajnych nauczycieli.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam styczności z gimnazjum a jedynie ze znajomymi z pierwszych roczników, które musiały do niego uczęszczać. Jakoś szczególnie nie zauważyłam różnicy:) Moim zdaniem to kwestia wychowania zwyczajnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. A wiesz, tak sobie pomyślałam jak czytałam Twojego posta, że gimnazjalistów chyba najbardziej się boją Ci co do gimnazjum nie chodzili i kształcili się starym trybem. Należę do tych osób i pamiętam jak byłam w LO, kiedy wkraczały pierwsze klasy po gimnazjum - bożesz ty mój jaki to był szok dla co poniektórych;) Tak czy inaczej IMO nie taki diabeł straszny jak go malują:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci którzy mówią, że stary system był dobry to Ci, którzy ten system przerobili. Załapałam się na nowy system i nie uważam go za tak straszny. Minęła dekada, w tym roku gimnazjum skończyła moja siostra i co? Nie jest spektakularnie gorzej.

      Usuń
  11. O ludzie nigdy nie chciałam uczyć w szkole :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie się wydaje, że to wszystko wina tego, że zwyczajnie świat się zmienił, zmienił się system edukacji i niestety prawdą jest to, że jest na dużo gorszym poziomie niż był za moich "czasów" a mam 32 lata więc nie jakoś ekstremalnie dawno. Rodzice nie mają czasu dla dzieci a wynika to z tego, że muszą więcej i dłużej pracować niż kiedyś - moja mama nie pracowała i miałam ją na co dzień o każdej porze - teraz niewiele dzieci ma taki komfort. Media serwują niesamowity szajs, młockę, nie ma w niej zbyt wielu właściwych wzorców dla młodzieży, przez co jest ona bardziej rozwydrzona, "wyszczekana", świadoma swoich "praw". Fakt faktem to rodzice muszą wychowywać swoje dzieci, ale skoro rodzice nie mają czasu a szkoła nie jest w stanie okiełznać młodych, to jakoś to wszystko mam wrażenie idzie w niewłaściwą stronę i "dzisiejsi" młodzi ludzie są czegoś pozbawiani, uważają że im się "należy", tworzą typowo konsumpcyjne pokolenie, które kompletnie nie docenia tego co ma, bo dostaje to bez najmniejszego wysiłku. W każdym razie życzę Ci powodzenia :), mam nadzieję, że uda Ci się pozytywnie wpłynąć na młode pokolenie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      Mam w sobie poczucie misji ale bez przesady ;)

      Usuń
  13. Ja nie chodziłam do gimnazjum, nie było go wtedy, ale nie wiem dlaczego ludzie boją się dzieci chodzących do gimnazjum?! Dla mnie to tacy sami uczniowie, jak Ci, którzy chodzą do podstawówki czy do liceum.

    OdpowiedzUsuń