sobota, 19 października 2013

Matczyny mur.

Macierzyństwo odziera kobietę ze wszystkiego.
Dziecko wydobywa wszystkie emocje i uderza w najczulsze punkty.
Można udawać i kreować się na ideał... ale i tak przyjdzie dzień kiedy Dziecko nas podsumuje.

A co się dzieje gdy natłok codziennych obowiązków przytłacza?
Gdy robota się piętrzy zamiast ubywać a wszelkie sztuczki nie działają?
Można brać nogi za pas i wiać przed siebie...
...ale i tak dotrzemy do muru.





Przy murze wszystko co nas przytłaczało do tej pory sięga apogeum.
Jest na nas, w nas, przy nas i tak truje organizm fizycznie i psychicznie, że rzygać się chce.
Ociężałość jest nie do wytrzymania.
Jest coraz ciaśniej jak w za ciasnym fiucie.
Brakuje tlenu i oddychać coraz ciężej...
Obłęd czai się tuż za plecami przy samiutkim murze.
W marzeniach o wolności przewija się kaftan bezpieczeństwa.

Dom dobija i domownicy też.
Człowiek szuka ujścia by spuścić z siebie ciężar jaki na nim spoczywa.
A najgorsze jak wszelkie sposoby działają tylko przez chwilę...
Żadna kawa z ciastkiem czy kilka godzin w odosobnieniu nie dają rezultatów a ulgę przynoszą na chwilę.

Takie zabiegi nie skutkują na dłuższą metę.
Owszem odległość od muru się nie zwiększa ale i nie zmniejsza niestety.
Stoi się w miejscu.
Nawet momentalne wybuchy złości i rozpaczy nie pomagają.
Odległość się nie zmienia - człowiek stoi z całym ciężarem w miejscu.

Dotarłam do takiego momentu, że nie mogłam patrzeć na własne Dziecko.
Do domu nie chciało mi się wracać a wszelki próby ogarnięcia przestrzeni domowej to istna droga przez mękę katorgi.
Na męża działam istną huśtawką: od rzucania się na szyję do krzyków z frustracji...

Dziś wylądowałam "na kozetce" u Dziecka.
Zawsze w tak trudnych momentach znajduję momenty by tłumaczyć Dziecku co się dzieje.
Że nie jest niczemu winna, że ja źle postępuję i nie powinnam krzyczeć i wyładowywać się przy niej w ogóle!
A Córka jest najlepszym dobrem samym w sobie.

Trudne to wszystko i nie chcę pławić się w żalu, wyrzutach sumienia i dołować się jak beznadziejną matką jestem. - staram się nie fundować takich skrajności Dziecku.

Prawda jest taka, że moje Dziecko ma matkę zaburzoną.
Matkę, która non stop walczy z wiatrakami własnych słabości i defektów.
Mimo wykształcenia, pomocy specjalistycznej wciąż daleka jestem od ideału.

Trzymam się natomiast prawdy i mimo wszystko rozmawiam z moim Dzieckiem w każdym momencie.
Nawet jeśli mam płakać przy niej z bezsilności i bezradności i przyznać do własnych błędów!


 PODPIS

1 komentarz:

  1. Nie martw sie.wiem z doświadczenia ze bedzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń