wtorek, 8 października 2013

Szybko i... nerwowo

Nasze życie nabrało ogromnego tempa.
I chociaż tak bardzo brakowało mi zmian w codzienności...
...Nie tak łatwo jest mi się do nich dostosować.
Poziom adrenaliny mam zbyt wysoki


A wszystko dlatego, że zaczęłam praktyki w szkole.
Skończyło się wylegiwanie w łóżku do 10 z Lenką.
Skończyły się spacery codzienne.
Przez choróbsko przerwa w żłobkowaniu.
Nasza regularność odeszła w siną dal.

Skąd adrenalina i nerwówka u mnie?

Bo się spieszę, bo nie mam czasu, bo się boję, że z czymś nie zdążę.
Jak jestem zbyt nerwowa, to znowu pokrzykuję za często,
Za często tracę równowagę, cierpliwość.
Znowu straciłam dystans!

Do cholery jasnej!!!!

Wściekłość mnie bierze, piana na usta ciśnie...

Poziom ekscytacji na zmiany przekroczył normę.

Bo jak nie działo się nic tak wszystko teraz, na raz!

Bo zaczęłam jeździć autem,
Bo zaczęłam owe praktyki,
Bo Lena się rozchorowała,
Bo przyznali nam ten cholernie wyczekiwany kredyt na dom,
Bo latam po urzędach za papierami i do banku,
Bo Lenką zajmuje się Ciocia,
Bo w domu trzeba zrobić wszystko jak do tej pory ale czasu o połowę mniej!

Wstaję rano o 7:30, śniadanie moje, Lenki
zbieramy się,
ogarniam chałupę,
pranie, odkurzanie, szykowanie obiadu na po południe,
w między czasie 10 zabaw z Lenką,
jakąś gimnastykę zrobię, bo plecy bolą, stawy kostnieją...
wychodzimy z domu,
do auta i sruuu!

Potrzebuję pauzy, zatrzymać się, złapać oddech i zebrać do kupy roztrojenie.

Czuję się jak przebodźcowany niemowlak,
Albo ADHD-owiec na dopalaczach (nie próbowałam dopalaczy)
Turbo doładowanie.

A mąż ścian pomalować nie chce w chałupie... 
I pyta się mnie: "Ale o co Ci chodzi?"
a ja nie wiem.
Ciśnienie podwyższone, adrenalina aż pulsuje, kolce sterczą, gryźć bym mogła...




W tym szaleńczym trybie udało mi się zabrać Dziecko na spacer
I zbieranie kasztanów.
Toż to skandal byłby!
I tak szłyśmy sobie, naszą stałą trasą.
Pierwszy raz od wielu tygodni!
I przypomniałam sobie, jakie myśli sfrustrowane towarzyszyły mi w tej trasie wielokrotnie...
I jak teraz tego mało...


 PODPIS

8 komentarzy:

  1. wczułam się i przeczytałam post na jednym oddechu niczym na turbo :)
    przyzwyczaisz się.
    nowa codzienność jest inna, ale kto powiedział, że gorsza.
    coś się dzieje, ruszyło z kopyta i git.
    znajdź pozytywy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciśnienie, nerwy, czasu dwa razy mniej. Znamy, rozumiemy. Pocieszyć nie pocieszy, ale to tylko chwilowe, Lenka wyzdrowieje, papiery się załatwi. Nie zostaje nic innego jak spiąć poślady, zagryźć zęby. Byle się nie połamały... Kciuki trzymać?

    OdpowiedzUsuń
  3. kochana ja po dwoch wychowawczych wrocilam do pracy po 6 latach, mam wypowiedzenie wiec pracuje dwa tygodnie i szukam czegoś nowego.
    tempo zabójcze rano śniadanie dziecie do przedszkola drugie chore , praca i do domu po drodze dzieci i szybie zakupy mimo to dziś biegałam a jutro fitness . lubie takie bieganie chociaz zmeczona jestem i brakuje mi domowych zajęć z czasu wychowawczego ... wiola

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumimem Cię. Jak się jest w domu z dzieckiem to człowiek sie przyzwyczaja do tego stopnia, że potem naprawdę trudno jest się przestawić...a stres jaki musi Tobie towarzyszyć musi byc dobijający...Oby sie szybko unormowało wszystko:) Trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bo tylko kobieta potrafi na takim speedzie funkcjonować...ja mam tak samo...z jednej strony potrafię ogarnąć tysiące spraw, ale z drugiej kosztuje mnie to dużo zdrowia...więc próbuje na skali swej skrajności funkcjonować też pośrodku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dasz radę poczatki nie są łatwe ale trzeba sie przyzwyczaić za jakiś czas wszystko tak sobie poukładasz że będzie dużo więcej czasu na wszystko i dla siebie

    OdpowiedzUsuń
  7. Dasz radę!!! Kwestia przyzwyczajenia. Choć ja już zaczynam powoli się bać jak to będzie jak zaraz do roboty wrócę i czasu będzie coraz mniej a roboty coraz więcej:)

    OdpowiedzUsuń