piątek, 8 listopada 2013

Kredyt

Żeby studiować wzięłam kredyt studencki.
Żeby postawić fundament wzięłam kredyt gotówkowy.
Żeby wybudować dom... wzięłam kredyt hipoteczny.



Niestety nie urodziłam się w zamożnej rodzinie. Nikt mi nigdy niczego nie dał ani nie sponsorował. W domu było ciężko a bywało nawet bardzo ciężko. Na to żeby coś mieć i coś osiągnąć muszę ciężko pracować co z moim cholerycznym usposobieniem jest trudne nadzwyczajnie. Ilekroć by osiągnąć zamierzony cel mam kłody pod nogami do pokonania. Jak w pewnej reklamie "zawsze jest jakieś 'ALE'".

Kredyt hipoteczny jest straszny i przerażający. Wymogi jakie należy spełnić spędzają sen z powiek. Ilość złożonych dokumentów doprowadza do szału, bo ciągle coś trzeba donosić. Czekanie wyprowadza z równowagi na tyle, że człowiek jest bliski obłędu. A jeszcze koszty jakie się ponosi zanim kredyt otrzymamy... średnio 5000zł... Nam kredyt przyznano po miesiącach starań! Niestety na tyle późno, że nie ma szans na wprowadzenie się do domu do końca tego roku. Chyba, że zimy nie będzie ale i tak jest to nierealne. 



Mam mieszane uczucia. Z jednej strony czuję ulgę po miesiącach oczekiwań i zjedzonych nerwów, z drugiej strony ogarnął mnie lęk i smutek...

Bo późno
Bo trzeba będzie spłacić
Bo ja nie mam dochodów obecnie tylko mąż
Czy damy radę...

Najlepiej powiedziała moja siostra:
"No słyszałam, że cyrograf podpisujecie w banku."

No, podpisaliśmy. Było to cięższe niż podpisanie papierku w kościele...


Kredyt to taka ciężka sprawa, że znajomi za bardzo nie wiedzą czy gratulować.


 PODPIS

14 komentarzy:

  1. Trudna decyzja , Sama panikowałabym przed wzięciem takiego kredytu długoterminowego. Jednak pragnienie bycia na swoim zawsze silniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  2. niestety tak to juz jest ze w naszym kraju bez kredytu ani rusz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mimo wszystko gratuluję bo to dzisiejsza droga do celu takie są realia

    OdpowiedzUsuń
  4. Kredyt to duża odpowiedzialność, ale teraz bez niego rzadko kto ma mieszkanie czy też dom. Ja 100 razy bardziej wolę spłacać kredyt niż np. wiecznie wynajmować, przynajmniej płacę na swoje. U nas w sumie od złożenia wniosku do wypłaty kredytu bardzo szybko posżło bo troszkę ponad 2 miesiące. Mimo, że to był ciężki czas, bo jeżdżenie, popdpisywanie, papierki, non stop jakieś zaświadczenia z pracy, to w sumie sprawnie to wszystko nastąpiło. Kosztów wzięcia kredytu nie przypominam sonie, oprócz oczywiście notariusza i podatku:P No i jeszcze wkład własny, ale to normalka. Nam zostało jeszcze18 lat spłacania i już mnie to nie przeraża, cieszę się, że moja Córka będzie miała lepiej, że ona nie będzie musiała zaciągać kredytu bo będzie mieszkanie po moich dziadkach (jestem jedyną wnuczką:)) a my jakos się przemęczymy z tym kredytem. Więc głowa do góry, najważniejsze że będziecie mieli własny kąt a Ty też niedługo pewnie pójdziesz do pracy i będzie lżej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam to co napisałaś Marto 4 razy! Tak mnie podniosłaś na duchu jak nikt do tej pory odnośnie kredytu.

      Dziękuję Ci po stokroć! :)

      Usuń
    2. Zawsze do usług:))))))) Przechodziłam kredyt 2 lata temu i wiem jak się stresowałam ale myśl, że będę na swoim pchała mnie dalej i naprawdę nie było tak źle:)

      Usuń
  5. Ja gratuluje odwagi. U nas na tle dobrze się ułożyło, że nie musimy brać żadnych kredytów. Co prawda będzie 10 razy dłużej, ale bez obciążeń. I życzę Wam aby ten wymarzony dom był gotowy jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też spłacam kredyt. Dacie radę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, moze jestem dziwna, ale wedlug mnie kredyt hipoteczny, to cos rewelacyjnego! Po pierwsze, jest to najtanszy kredyt, jaki mozna dostac. Doradca finansowy zobrazowal to slowami "a co wam mlodzi sie do grobu spieszy? lepiej splacac taki tani kredyt powoli, niz sie zyciowo zarzynac...". My z mezem za to panicznie boimy sie gotowkowch i unikamy jak ognia.
    Po drugie, jak pisala kolezanka wyzej, masz ta swiadomosc, ze splacasz swoje. Masz swobode w budowie, wyborze domu, wyposazenia - to niesamowite wrazenia. Poczatkowe koszty i formalnosci sa trudne, ale ludzie, ktorzy to przeszli i dostali kredyt uwazaja to za duzy sukces!
    Po trzecie, wiem, ze zawsze te raty "wisza" nad Toba, ale ja uwazam, ze czlowiek musi miec czasem taki "bat" nad soba, zeby sie zyciowo nie rozleniwic. Czlowiek ma taki "bodziec" wie, ze musi dzialac w razie problemow, znjdowac rozne rozwiazania. U nas rozwiazanie jest takie, ze mieszkamy w UK, a w mieszkaniu na kredyt hipoteczny w Gdansku mieszka lokator, ktory nam wszystko oplaca i splaca kredyt. Znajomej z kolei bank odroczyl kilka rat z powodu ciezkie sytuacji zyciowej. Gdybymy mieli na wklad wlasny, to na pewno tutaj wzielisbysmy kredyt na dom...
    Dlatego ja wam wlasnie kredytu serdecznie gratuluje i czekam na fotki ze zdjeciami waszego gniazdka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. temat nie łatwy, ale jak piszą dziewczyny spłacasz dla siebie, swoje - a nie komuś do kieszeni. Mamy tez ten problem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to problem albo i nie problem... zależy jak się patrzy :)

      Usuń
    2. Dokładnie, dla mnie podczas formalności było to lekko przerażające, po pierwszej racie, którą bank sam sobie ,,ściąga'' już się nie boję. Tak być musi, trzeba pracować i korzystać bo tak to by wiekszośc domu czy mieskzania dorobiła się po 70tce:D A jeśli są tacy co nie muszą brać kredytu to pogratulować...i robić swoje:)

      Usuń
  9. My od stycznia szukaliśmy domku dla naszej rodzinki, w kwietniu znaleźliśmy i od maja zaczęliśmy starać się o kredyt. Masakra czego to bank nie wymyśli i do czego się nie przyczepi!!! Ale po miesiącach nerwów, załamania i powolnej rezygnacji z dalszych starań - we wrześniu się okazało, że w końcu bank przyznaje nam ten kredyt!!! Ależ byliśmy szczęśliwi. Co prawda znów bank nas wkurzył przy wypłacie kwoty - wypłacili nam 5 tys mniej niż pisaliśmy we wniosku. Bo bank na koniec wymyślił, że ten dom nie jest wart tyle pieniędzy co my chcemy. No i musieliśmy szybko od znajomych pożyczyć te brakujące 5 tys. Co oczywiście też trzeba zwrócić:) Ale udało się, kasa doszła, wszystko pod koniec września podpisaliśmy, klucze odebraliśmy w październiku i od ostatniego października jesteśmy an SWOIM. Też nie jest kolorowo, bo u nas tylko mąż pracuje, a ja siedzę w domku i zajmuję się dziećmi, ale powtarzamy sobie, że będzie dobrze i damy radę!! Wy też dacie radę!!!

    OdpowiedzUsuń