piątek, 22 listopada 2013

Na dorobku.

To już 2 raz w życiu kiedy jestem na dorobku.
Ekscytacja z zakupu nowej lodówki przywołała w mej pamięci emocje z przed ponad 16 lat...


    Gdy odchodziłyśmy od mojego ojca nie miałyśmy w zasadzie nic. Niestety żeby opuścić tego człowieka nie było lepszej opcji i to my musiałyśmy się wyprowadzić. Przez 6 lat "zaliczyłyśmy" 4 stancje. Zostawiając za sobą przeszłość miałyśmy tyle co nic. W zasadzie zaczynałyśmy życie od 0. Bo kilka starych gratów ciężko nazwać dobytkiem. No i brak własnego kąta. Uwierzcie mi wtedy zakup mydelniczki był dla nas radością! Frajda z każdej NOWEJ rzeczy była niesamowita. A wtedy lodówki nie miałyśmy. Ze sprzętu AGD wyniosłyśmy od ojca ruską pralkę i odkurzacz ponad 20-letni. Przez kilka miesięcy funkcjonowałyśmy bez lodówki. Jak została kupiona nasza radość była nie do opisania! Następne lata to była taka radość co i rusz.


  Nasza sytuacja obecna jest nieporównywalna do tamtej z przed nastu lat. Jednak emocje z przeszłości nachodzą na te aktualne.

  Jeszcze przed ślubem rozważaliśmy kwestię budowy domu vel kupno mieszkania. Szczerze mówiąc mi było wszystko jedno. Każda opcja miała swoje plusy i minusy. Tu przeważyła natura mojego męża. On po prostu w mieszkaniu w mieście przeżywałby katusze. A ja bym go miała mniej na miejscu niż tu gdzie jesteśmy teraz. Jeśli po powrocie z pracy mąż idzie do roboty wkoło domu to mam go na wyciągnięcie ręki i jak trzeba mam go pod ręką.

  W tej chwili mieszkamy w budynku gospodarczym, który jest zaadaptowany jako mieszkalny. Są w nim 2 pomieszczenia - mieszkalny i mały gospodarczy. W mieszkalnym są 2 pomieszczenia czyli część ogólna i łazienka. Całość to ok 30 mkw w części mieszkalnej 25mkw. Oprócz oddzielnej łazienki reszta jest w jednym miejscu. Tak więc sypialnia, salon, kąt Dziecka, przedpokój, holl, kuchnia - to jest jedno pomieszczenie. Poza tym jest maleńki ganek. Latem jest okrutnie gorąco a zimą palimy w kozie. Jest cholernie ciasno co możecie sobie tylko wyobrazić. Kuchnia ma 2mkw! 

   Pralka stoi za ścianą więc żeby robić pranie za każdym razem muszę wychodzić z chałupy. Do niedawna jeszcze nie miałam odkurzacza. Ten stoi tam gdzie pralka więc jak chcę odkurzyć też muszę wychodzić i targać "smoka" przez podwórko. (wcześniej latałam na szczotce) Meble które mamy są po nieżyjących Dziadkach. My po ślubie kupiliśmy 3-drzwiową szafę w ikei a jak Lenka miała przyjść na świat komodę z szufladami. Piekarnik w kuchence jest nieszczelny więc piec nie mogę...

   Ograniczeń jest od cholery! Frustracje wiec dopadały mnie cyklicznie. A jeszcze dodam, ze gdy byłam w ciąży chłop mój usmarował ściany na pierdoloną zieleń tak, że całe pomieszczenie przytłaczało jeszcze bardziej.

  Nasz optymistyczny plan zakładał, że będziemy tu mieszkać maksymalnie 2 lata. A właśnie mija 3,5 roku... W związku z tym, że mieszkanie tutaj dobijało mnie maksymalnie a kredytu nie było widu ani słychu więc wynegocjowałam z mężem że zrobimy mały remont i Lenka będzie miała swój pokoik. Mąż się zgodził ale przeciągał realizację maksymalnie co mnie doprowadzało do szału! Zmieniłam więc koncepcje i powiedziałam, żeby chociaż przemalował tą pierdoloną zieleń bo nie daję rady tak żyć. I ustaliliśmy termin malowania na wrzesień... Na nowe ściany doczekałam się 1 listopada. Myślałam, że oszaleję! Ale udało się i jest lepiej.

  A gdy już nam przyznali kredyt wymieniliśmy lodówkę. W zasadzie to kupiliśmy lodówko-zamrażarkę która żre 2kw prądu zamiast 30-letniej lodówki i 20-letniej zamrażarki które razem żarły 6kw prądu! 

Było tak (ściany już nowe :) :





 A jest tak:



I kolor w pokoju:




A dom budujemy obok chałupy :)
Mam radochi po pachi :D
 PODPIS

21 komentarzy:

  1. Jakby nie było, nowa lodówka pięknie się prezentuje:) I super, że udało Ci się zmobilizować męża do przemalowania ścian, a także zrobienia osobnego kąciaka dla córci. Obyście budowę domu skończyli jak najszybciej i przeszli an większy metraż:) My od niedawna właśnie jesteśmy na swoim, jest sporo tu do zrobienia, do remontu i nie wiemy od czego zacząć. Ale cieszymy się mega! Bo w końcu na swoim, wynajem nas męczył, a mój mąż podobnie do Twojego o mieszkaniu w bloku słyszeć nie chciał! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta mobilizacja była bardzo ciężka ;)

      My nie wynajmujemy a i tak ciasnota daje w kość.

      Dobrze Wam! :)

      Usuń
  2. Byle do przodu :) Jak wybudujecie dom to dopiero będzie radość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta radość nie mieści się jeszcze w mojej głowie... ;)

      Usuń
  3. Jak to mówią ziarnko do ziarnka:). Lodówka prezentuje sie na prawdę pięknie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też kiedyś zaczynałyśmy wszystko od zera, więc Cię rozumiem. Na szczęście teraz jest o niebo lepiej. Własne mieszkanie doceniłam, choć było małe. Teraz z mężem na większe się przenieśliśmy i urządzanie było super :) jeszcze kilka rzeczy trzeba zrobić, ale komfort psychiczny i fizyczny nieporównywalny. Radość z nowej lodówki :) I dobrze, że kolor zmieniliście, bo można oszaleć jak nie odpowiada i w tym samym musisz siedzieć mimo wszystko. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komfort jest jeszcze dla mnie nierealny wręcz niemożliwy do osiągnięcia. A kolor był paskudny.

      Cieszę się z takich wieści niech Wam się mieszka jak najlepiej! :)

      Usuń
  5. Lodówka wygląda znajomo - czyżby Beko? Dobry sprzęt:) słowo "dorobek" chyba będzie mnie prześladowało do końca życia....ale pomalutku aż do celu:) Wasz cel już tuz tuż:) gratuluję:) frustrację rozumiem, też chciałabym mieć na już, od razu...szkoda, że tak się nie da:/ ale z drugiej strony takie mozolne starania bardziej się ceni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lodówka BEKO - najtańsza :)

      To fakt z tym docenianiem :)

      Usuń
  6. My mamy 40m dla siebie. Mieszkamy razem kilka miesiecy ;) chcemy kupic działke i rozpoczac budowe... moze wiosna sie uda ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po trochu do przodu! Ściany już są ładne, lodówka klasa a dom mam nadzieję wyrośnie jak na drożdżach. A kiedy się już przeprowadzicie to dopiero docenicie luksus kilku pokojów, kuchni, łazienki i odkurzacza pod ręką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na samą myśl sraczki dostaję z ekscytacji :P

      Usuń
  8. a podobno zielony kolor uspokaja:-D
    wiesz co ja cie podzwiam z tym sprzataniem na otwartej przestrzeni-przeciez przy maluchu macie dobra wszelkiego pełno i posprzatac to i poupychac to nie lada sztuka.
    masz bardzo ładne szafki w kuchni-to te babcine? takie fajne bo niespotykane. jakbys je pomalowała farba akrylowa na biało tylko fronty i dała najprostsze czarne uchwyty to kuchnie masz jak z katalogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meble są babcine :)

      Ależ mnie podniosłaś na duchu! pomyślę o tej farbie na szafkach :D

      Dzięki :))))

      Usuń
  9. Wasza historia troche jak nasza, wiec rozumiem Cie. A zielen psychodeliczna :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie od razu Rzym zbudowano :) Trzymam kciuki :) Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń