piątek, 29 listopada 2013

Nie wszystko muszę. Czyli dzień z życia matki.

O tej porze jestem zmordowana.
Bywa i tak, że zasypiam razem z Lenką o 20-21...
A przecież nie robię niczego nadzwyczajnego.




Czytając lub słuchając opowieści z codzienności wielu Mam, porównywalnie ja się lenię. Podam przykład jak wygląda dzień z naszego życia.

Jeśli zawożę Lenkę do ziobka to do 13-14 zazwyczaj jestem poza domem i wtedy załatwiam setki spraw. Zdarza się od wielkiego dzwonu, że o 11 jestem w domu, coś porobię i wtedy lecę po Dziecię. Poza tym jeśli spędzam cały dzień w domu...:

Lenka budzi się o 5-6. M wstaje i robi Dziecku kaszkę. Ja próbuję przekonać, żeby zrobiła siusiu lub żeby zmienić pampka. Jak jest dobrze to Lena przyśnie do 6:30-7 aczkolwiek różnie z tym bywa. M wstaje przed 8 i idzie do naszych zwierząt przydomowych i wstawia wodę na kawę. Wtedy ja jeszcze przysypiam i budzi mnie Lenka na hasło: "Mama kupka", lub gotująca się woda w czajniku. Robię wiec kawę M a Lenka pakuje herbatki do kubków dla mnie i dla siebie a ja zalewam.
Do 9 trwa ogarnianie siebie i Lenki w między czasie M jedzie do pracy. Wtedy myjemy zęby, ubieramy się, ścielimy łóżka i przygotowujemy 2 śniadanie dla Lenki i 1 dla mnie. W te dni kiedy jesteśmy w domu jemy razem to samo i są to jajka w każdej postaci. Dziś jadłyśmy gotowane na kanapkach. Ogarniam kuchnię i pozostałą część chałupy. Daję Dziecku farby/kredki/mazaki/wyklejanki. Zazwyczaj udaje mi się wtedy odpalić lapka i sprawdzić aktualizację na blogach, fejsie, poczcie... Dopijam herbatę, zbieram wszystko z podłóg, trzepię chodniki, odkurzam. Zbieram/wstawiam pranie. Gotuję zupę. Ze wszystkim schodzi nam się do ok 12-13 i wtedy wychodzimy na spacer. Po powrocie jemy zupę. Jeśli mamy dobry dzień to Dziecię moje padnie na drzemkę ok 15 i mam 2h "laby". Wtedy np. piszę post na bloga, sprzątam po wspólnej zupce, gotuję kawkę.... i biorę się za przygotowanie 2 części obiado-kolacji, głównie dla M i Lenki. Obiad to ok 1h czasu. Bywa, że kończę jak już Lenka wstaje z drzemki. M wraca z pracy ok 18 zasiada do stołu razem z Lenką ja robię kawę i później sprzątam... Potem zaczyna się wieczorny rytuał kąpielowy. Jeśli Lenka śpi w dzień to zasypia ok 21.

Scenariusz gdy Lenka jest w żłobku jest taki, że po powrocie do domu latam jak oparzona i nadrabiam bajzel z rana i resztę jak wyżej. Na szczęście nie gotuję codziennie 2 daniowych obiadów. Prace domowe mam rozłożone na dni tygodnia dzięki czemu jestem ze wszystkim na bieżąco...

W poniedziałki Lenka jest w żłobku, ja gotuję zupę na 2-3 dni, obiado-kolację dla wszystkich. Wtorek jest zazwyczaj dniem luźniejszym, bo ja z Lenką w domu i rano ogarnę chatę, zupę mam a obiad późniejszy jest lub tylko coś trzeba do niego dołożyć. Wtedy skupiam się na spędzaniu czasu przede wszystkim z Lenką. Środa to dzień poza domem. W czwartki sprzątam łazienkę, gotuję zupę, obiad dla wszystkich. W piątki sprzątam kuchnię, odkurzam i robię coś szybkiego czyli np. makaron z warzywami. W sobotę ścieram kurze, myję podłogi, czasem jadę do miasta z Lenką rano, robimy zakupy, szykuję kolacje... 

Nie trzymam się sztywno planu. Nauczyłam się, że jeśli czegoś mi się zwyczajnie nie chce lub nie mam siły to nie zmuszam się i nie robią. Bywa, że na niedzielę podłoga jest nie umyta, bo weekend spędziłam w szkole, więc myję w poniedziałek. Bywa, że wieczorem zostaje coś w zlewie nie umyte i myję dnia następnego. Bywa, że nie mam sił na gotowanie obiadu i wszyscy jemy kiełbasę z chlebem lub pierogi/pyzy z mięsem co bardzo cieszy M i Lenkę ;) Przez długi czas nie prasowałam i uzbierało mi się sporo. Udało mi się zmobilizować i co najmniej raz w tygodniu wyciągam deskę i nadrabiam zaległości.

Coraz częściej trafiają się dni bez drzemki Lenki. Wtedy jest ciężko. Lenula marudzi potwornie całe popołudnie. Plusem tej sytuacji jest to, że kąpana jest już o 19 i pada jak mucha. 

Wiadomo, że oprócz tej codzienności jest mnóstwo innych rzeczy, które robię. Schemat jest mniej więcej taki jak opisałam wyżej. Lena jest ze mną praktycznie cały czas więc wszystko co robię w domu robię przy niej, z nią co nie jest takie proste i trwa i dłuży się niemiłosiernie...

Dzisiaj dzień miałam wypełniony po brzegi. Byli u nas moi rodzice i wraz z Mamą ubierałyśmy róże w chochoły. A Lena nie spała cały dzień. W dodatku sprzątanie łazienki i kuchni - bo wczoraj nie dałam rady i jeszcze obiad dla nas i rodziców... W między czasie zdjęłam pranie i zrobiłam kolejne... a Lena dzisiaj jak na złość 0 snu i z lulaniem poza nocnik kilka razy...

 PODPIS

6 komentarzy:

  1. Nie robisz nic nadwyczajnego?;) wystarczy zamienic się obowiązkami na jeden dzień z Panem Tatą a On sam przyzna, że to co robimy, jest nadzwyczajne;)

    OdpowiedzUsuń
  2. o wow, to ja się lenię:) słowo...

    OdpowiedzUsuń
  3. No,większego lenia to ja nie widziałam;-) A tak na serio,podziwiam,bo jesteś pracowita jak mróweczka:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chyba nie potrafiłabym żyć na takich obrotach ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam! Ostatnio doszłam do wniosku, że jestem bardzo źle zorganizowana :/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ..ja też jak czytam ile niektóre mamy robią w ciągu dnia to mam wyrzuty sumienia! Np. teraz...

    OdpowiedzUsuń