poniedziałek, 4 listopada 2013

O tarczycy słów kilka.

Lata licealne były dla mnie koszmarem.
Nauka nie szła za cholerę, z rówieśnikami było do dupy.
I pewnie gdyby nie chora tarczyca wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej...

Obrazek STĄD



Jestem na praktykach w moim skończonym liceum. Będąc na korytarzach mijając się z uczniami, zmierzam się i rozliczam jednocześnie z najtrudniejszym okresem w moim życiu. I dobrze, bo wszystko staje się jasne i już nie takie złe.

Przez całe 3 lata nie miałam pojęcia, że głównym źródłem problemów jest chora tarczyca. Na co dzień funkcjonowałam na hiper obrotach. Nie mogłam spać w nocy, jakbym codziennie była na silnych narkotykach - non stop nakręcona, nie mogłam znaleźć sobie miejsca, ciągle byłam gdzieś, szłam gdzieś, wychodziłam dokądś... Co tydzień impreza do rana, wystarczało mi dosłownie kilka godzin snu i następnego dnia latałam jak nowo narodzona. To nie była "tylko" nadpobudliwość. Miałam miliony konfliktów ze wszystkimi albo wszyscy ze mną. Nie potrafiłam dostosować się do zasad w domu, w szkole w otoczeniu - anyway! Bez przerwy szukałam mocnych wrażeń, testowałam siebie i każdego obok siebie. O nauce mowy nie było, nie byłam w stanie na niczym się skupić... To tak z grubsza, szczegółów oszczędzę.

Jakiś dobry duch podpowiadał mojej Mamie, że mam sprawdzić tarczycę. Pamiętam to jak dziś! 
W lutym na miesiąc przed 18 urodzinami zrobiłam badania na poziom TSH te wyszły w normie. Moja Mama uparła się, że mam zrobić sobie USG, po pewnych przebojach z lekarzami (w tym wizycie u  endokrynologa, która po badaniu uznała, że wymyślam, zawracam jej gitarę i nie potrzebnie przyszłam) udało się ustalić termin - maj. I czas sobie płynął a o USG zapomniałam i nie zrobiłam. Moje życie legło w gruzach w grudniu, kiedy to miałam termin kolejnego USG.

Miałam wtedy matury próbne. Dokładnie 2 tygodnie przed studniówką. Poszłam na te USG jak gdyby nigdy nic. Okazało się, że mam 3 guzy. Jeden siedzi na żyle, jest ukrwiony, w zasadzie przyssany i jest to nowotwór niewiadomego pochodzenia i struktury. Pani jednocześnie oświadczyła, że mam przyjść do niej dopiero po nowym roku... bo jej się punkty skończyły! Zdziwiona była, jak to możliwe, że na wizycie przy badaniu tarczycy, pod palcami nie wyczuła tych guzów! (a przecież badała...).

Mi życie przeleciało przed oczami, byłam przerażona i zdruzgotana. Chodziłam po mieście kilka godzin zanim dotarłam do domu i bez słowa pokazałam wyniki badań Mamie. Obie wpadłyśmy w ryk. W tym momencie zadzwoniła moja siostra, która mieszkała wtedy w stolicy i kazała natychmiast przyjechać mi do niej. Tak też zrobiłam. Pamiętam, jak następnego dnia chodziłyśmy po Arkadii, szukając dodatków do mojej kreacji studniówkowej i kupiłam wtedy bluzkę w Orsay-u na sylwestra za niemal 100zł śmiejąc się, że to może być ostatni sylwester w moim życiu i będą mogli mnie w niej pochować :P

Gdy wróciłam do domu, moja mama oświadczyła, że mam za kilka dni wizytę u onkologa. I tak onkolog "wymacał" guzki i dał skierowanie na biopsję. Ta odbyła się dosłownie zaraz, wynik był błyskawicznie. Niejednoznaczny. W pobranym wycinku komórek złośliwych nie było, ale guz jest typem wrednym, niejdnorodnym i najlepiej go usunąć, bo złośliwe komórki mogą pojawić się wszędzie w każdej chwili.

To wszystko działo się tak szybko. USG miałam 13 grudnia, 7 stycznia studniówkę a w poniedziałek zgłosiłam się na oddział by kolejnego dnia lekarze mogli wykonać operację. Nie miałam specjalnych forów w szpitalu ale ze względu na chorobę nieadekwatną do wieku operował mnie sam ordynator chirurgii. W trakcie operacji miałam badanie histopatologiczne by określić czy guz jest rozsiany, czy są komórki złośliwe czy nie. W trakcie operacji okazało się, że guz jest otorbiony i w dodatku zatykał niemal całą tchawicę. Lekarz nie mógł wyjść z podziwu jak ja mogłam funkcjonować z przytkaną tchawicą. Powiedział wprost, że udusiłabym się prędzej czy później a torebka pękłaby i guz rozsiałby się po całym organizmie... Dzięki temu zdecydowano o usunięciu tarczycy w części gdzie były guzy - udało się zostawić kawałek lewego płata tarczycy. Po co? Ano właśnie zaraz się okaże po co...

Od tych wydarzeń niedługo minie 8 lat! W między czasie, przytyłam 10kg (waga w dniu operacji - 48kg) miałam torbiel w jajniku, kolejną operację. W tym roku, kilka miesięcy temu też miałam kolejną torbiel ale sama się wchłonęła. W tym czasie też zebrałam kolejne diagnozy jak choćby endometrioza. Zeżarłam wiele hormonów dla zdrowia od suplementu hormonu tarczycy do tabletek antykoncepcyjnych, które miały na celu zmniejszenie wydzielania endometrium.

Gdy z mężem mieliśmy w zamyśle ciążę, bardzo pilnowałam normy TSH, brałam leki regularnie. W ciąży dawka musiała być zwiększona. Po ciąży niczego nieświadoma dalej brałam tą samą zwiększoną dawkę leku. 

Czułam się fatalnie! Moje jazdy nastrojowe są opisane tu na blogu - w każdym razie było cholernie ciężko. Rok temu zrobiłam we własnym zakresie badania TSH i ft 3 oraz ft 4 (nie ufam samemu TSH), okazało się, że wyniki grubo przekraczają normę. Na własną odpowiedzialność, bez konsultacji z żadnym lekarzem z dnia na dzień odstawiłam hormony tarczycy i zaczęłam czuć się coraz lepiej. Do tej pory badania robiłam kilkakrotnie, konsultowałam się z moim endokrynologiem i leków nie biorę... 

Otóż ciąża "ruszyła" oszczędzony kawałek tarczycy, który zaczął produkować hormony tarczycy. Dokładnie po niecałych 8 latach, mimo choroby, usunięcia większości tarczycy dzisiaj funkcjonuję jak zdrowy człowiek. 

Nie wszystko jednak jest kolorowe. Najbardziej wkurzał mnie fakt, że mimo hormonów w normie nie mogłam schudnąć. Jadłam tak jak zwykle a waga miernie rosła w górę. Po kilkakrotnym sprawdzeniu poziomu hormonów wiedziałam, że mimo normy - metabolizm nie wrócił do niej. Dlatego też postanowiłam wprowadzić zmiany żywieniowe i zobaczyć czy to pomoże. I tak w ciągu miesiąca ubyło ze mnie 4kg a do dzisiaj doszło jeszcze 1-2kg. Doczytałam też, że w moim przypadku nie mogę spożywać soi. Soja ze względu na zawartość hormonów roślinnych powoduje spowolnienie procesów funkcjonowania tarczycy.

Dzisiaj byłam w szkole. Udało mi się spotkać z Panem dyrektorem i zdobyć podpis na umowie o praktykach. Zaskoczona byłam faktem, jak Pan powiedział, że mnie pamięta! Tym bardziej, że nie byłam wybitną uczennicą, oceny miałam marne a z chodzeniem do szkoły było mi nie po drodze... I przypomniałam sobie o tej cholernej tarczycy...

Oczywistym jest fakt, że dzięki operacji maturę w maju zdałam rewelacyjnie! Studia też szły i idą mi bez większych problemów, zdając egzaminy w terminach.

 PODPIS

5 komentarzy:

  1. o matko ale historia... przeczytalam całość. silna z ciebie kobieta. pozdrawiam wiola

    OdpowiedzUsuń
  2. nie przypuszczałam,że tarczya, zaburzenia hormonalne mogą mieć taki wpływ na życie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Też miałam problemy z tarczycą, ale gdzie mi tam do Ciebie.
    I też w ciąży (poprzedniej) wszystko się uregulowało. Niestety w obecnej wygląda na to, że moja niedoczynność wraca:(
    A Ciebie podziwiam za tę historię z nowotworem. Nie mam pojęcia czy ja w podobnej sytuacji zachowałabym zimną krew.

    OdpowiedzUsuń
  4. no proszę, znowu punkt styczny :) U mnie chorobę tarczycy zdiagnozowano w styczniu, pół roku przed maturą. Inicjatorką badań też była moja mama, która nie dała się zwieść uspokajającym opiniom lekarzy i zaciągnęła do laboratorium. Poziom hormonów przekraczał normy ponad 10-krotnie. Spałam na okrągło, nauka przychodziła mi z wielkim trudem... i mimo tego uczenia, miałam wrażenie że w głowie nie zostaje NIC. Od tego czasu (już 15 lat) się leczę, ale niestety ciąża nie poprawiła stanu na tyle żebym mogła odstawić leki. A szkoda :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja historia jest podobna. Zawsze bylam okazem zdrówka bez zadnych problemow. Ubieglego roku w grudnia urodzilam piekna corke u wszystko sie zaczelo.... Obudzilam sie w srodku nocy z bolem w gardle, nie moglam oddychac. Poszlam z samego rana do lekarza, który stwierdzil ze to infekcja gardla, ale ja wziaz nie moglam oddychac, nie moglam isc na spacer, odkurzac, dlugo mowic cos mnie zapytala. Wrocilam do gabinetu gdzie usilnie wmawiano mi depresje po porodowa nie zgodzilam sie Od kardiologa, do alergologa, pulmonologa aż do endykrynolog wszystkie badania w normie Usg i uslyszalam wyrok taki sam guz jak Twoj wrastal w tchawice, przesunal krtan mial 6 cm w placie prawym,kilka takich samych mniejszych w placie lewym. Calkowite usuniecie tarczycy, leki do konca życia. U mnie nie znaczy sie zaden cud. Mam 25 lat, male dziecko ale ważne że zyje I walcze. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń