środa, 6 listopada 2013

Po co mąż?

Miałam kiedyś plan w głowie:
"Będę szaleć i bawić się aż do zrobienia magisterki a potem znajdę jakiś dobry materiał na potencjalnego tatusia i zmajstruje sobie z takim Dziecko. Ślub? Po co? Nawet w związku nie muszę być."

A potem spotkałam mojego męża...





Miałam 21 lat gdy się spotkaliśmy i zostaliśmy razem wiedząc, że już tak zostanie (poznaliśmy się kilka lat wcześniej). Do tego momentu nigdy nie byłam w żadnym dłuższym związku. Byłam zatwardziała i wolna a jeśli chodzi o facetów byli tylko koledzy bez większych zobowiązań. Mąż był pierwszym chłopakiem, którego do domu przyprowadziłam.
Bardzo chcieliśmy być razem i szkoda, że na naszej drodze stanęli ludzie, którzy za wszelką cenę swoim zachowaniem robili wszystko by nam to utrudnić. Okoliczności około ślubne kompletnie nie sprzyjały nam a ja do końca nie byłam przekonana w co tak na prawdę się pakuję. Wiedziałam, że jeśli ślubu nie weźmiemy wtedy, to nigdy do niego nie dojdzie.To jak skok na głęboką wodę - teraz albo nigdy.

Moi rodzice rozwiedli się gdy miałam 10 lat. Dla mnie ślub nie jest kajdanem, który dźwiga się do usranej śmierci. Nie mam przynależności do papierka. Co nie znaczy, że czekam na okazję by wziąć rozwód.

Jak patrzę na młodych ludzi jednocześnie przed oczami mam siebie z danego okresu życia. Nigdy nie myślałam o tym by być żoną i mieć męża. Pierwowzór małżeństwa w jakim wychowywałam się jako dziecko był kompletnie do dupy. Mój ojciec nie nadawał się ani na ojca ani tym bardziej na męża. Nie podobał mi się ten człowiek w ogóle, nie mogłam pojąć głupoty mojej matki jak mogła być z kimś takim i z utęsknieniem wyczekiwałam rozwodu!
Po tych wydarzeniach tkwiłam w rodzinie "zrekonstruowanej", co też tak na prawdę nie było najlepszym wzorem rodziny do naśladowania. Patrzyłam na nowy obraz mojej rodziny z dystansem i tak na prawdę miałam w dupie jak wyglądają poszczególne relacje. Mój ojczym to złoty człowiek. Pod każdym względem milion razy lepszy od mojego ojca. Jednak to nie mój ojciec.

Nie byłam typem zagubionej córeczki tatusia. Nie szukałam w facetach miłości ojcowskiej jak to często ma miejsce u dziewczyn wychowywanych z ciulowymi ojcami. Miałam koleżanki, które każdego chłopaka "kochały", szły za nimi w ogień, chciały zakładać zaraz rodzinę, chajtać się... a ja tylko patrzyłam z politowaniem. 

Nie potrzebowałam faceta, męża, nie cierpiałam z braku miłości ojcowskiej w dzieciństwie. Trzymałam facetów na dystans i w zasadzie było mi z tym dobrze. Nigdy nie marzyłam o księciu na białym koniu ani tym bardziej ślubie jak księżniczki z bajki. Dlatego na własnym ślubie nie miałam welonu, bo w tej firance na głowie czułam się jak kretynka.

A jak spotkałam mojego męża, świat stanął w miejscu! Ziemia pod nogami zadrżała a mi na mózg padło. Na szczęście nie na tyle by patrzeć na chłopa przez różowe okulary.

Okoliczności około ślubne odcisnęły na nas piętno, bo w małżeństwo weszliśmy w kryzysie, z którego ciężko było nam wyjść. 

Dziś jest lepiej. 

Po tych wszystkich perturbacjach doceniam komfort jaki daje instytucja pt. Mąż. Przede wszystkim nikt nie ma prawa wtryniać się w nasze relacje, mówić co mamy robić i jak mamy żyć. Jesteśmy dla siebie pod każdym względem i prawo nas chroni jako rodzinę :)

Mąż jest ostoją, wsparciem samym w sobie, jest przy mnie cały czas! Mogę przy nim płakać, śmiać się, krzyczeć, kłócić, żalić. Mąż jest do tańca i do różańca. Zasypiamy razem, budzimy się razem. Daje komfort psychiczny mimo różnic jakie nas dzielą, bo tak jak jesteśmy do siebie podobni tak różnimy się jednocześnie. Jak jedno z nas jest nie w humorze to i drugie tak samo, idziemy ze sobą łeb w łeb! Nasza rodzina jest najważniejsza, my jesteśmy najważniejsi a reszta ma się trzymać z daleka, w bezpiecznej odległości.



Mnóstwo par żyje w tzw. wolnych związkach nieformalnych i pod wieloma względami ma to swoje plusy i minusy tak samo jak instytucja małżeńska. Na studiach magisterskich miałam zajęcia z Panią, która specjalizuje się w terapiach dla par i zapytałam czym różni się związek formalny od nieformalnego z perspektywy terapeuty. Odpowiedziała, że w związkach nieformalnych łatwiej jest odejść jednej osobie niż w małżeństwie. Zanim ktoś zdecyduje się na rozwód przemyśli sprawę 100 razy bardziej niż partner w związku nieformalnym. Z rozwodem jest więcej zachodu i trzeba włożyć więcej wysiłku w zakończenie związku niż po prostu odejść. W małżeństwie partnerzy prędzej podejmą próbę walki o siebie niż w związku nieformalnym.

Wbrew moim kiedysiejszym przekonaniom inwestycja w instytucję męża nie jest złem samym w sobie. W moim przypadku na pewno!
 PODPIS

14 komentarzy:

  1. W takim razie gratuluję:)

    Mnie niestety nie udało się dostąpić szczęśliwego związku pomimo 2 prób pięcioletnich i kilku pomniejszych. Niestety, byłam zaprogramowana na egzemplarze uszkodzone i, jak łatwo stwierdzić, nie nadające się do dłuższego użytkowania. Z jednym z nich mam dziecko. Ponieważ teraz jestem starsza, dużo mniej pstrokacizny w głowie, za to z dużym bagażem z przeszłości podjęłam świadomą decyzję, że mężczyzna w moim życiu jest zbędny. Zresztą, póki mój bagaż problemów nie zniknie, nie zwiążę się z facetem- żaden nie chce "brać" kobiety " z dobrodziejstwem inwentarza" (i nie mówię tu o dziecku). I w sumie życie w pojedynkę jest dobre-zero tłumaczeń, grymaszęń, złych humorów, syfu i innych męskich bzdetów. I najważniejsze-nie trzeba brać czyjegoś zdania pod uwagę. Jak kiedyś powiedziałam pewnemu panu" Królowa jest jedna-króla nie będzie" :)

    A na co dzień miło jest popatrzeć na szczęśliwe pary, ich coraz mniej.


    Pozdrawiam,
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym głosić o szczęściu jakie mnie spotkało w postaci męża. Wolę nie, bo do pełni szczęścia brakuje nam kilku aspektów.

      Jakkolwiek moja sytuacja jest inna niż Twoja Magdo to doskonale rozumiem Twój punkt odniesienia.

      Usuń
    2. Tylko czasem seksu brak, choć i ten problem da się obejść ;)


      Magda

      Usuń
  2. hehe...widziałam juz u Frytki ten wpis z demotywatorów...uśmiałam się...
    Mnie małżeństwo nie przeszkodziło w rozstaniu. A wolny związek nie przeszkodził w skupianiu się na rozwiązywaniu problemów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc powiedziałam sobie głośno i wyraźnie, że za mąż wychodzę raz. Niezależnie od tego czy będziemy trwać razem w naszej instytucji czy nie drugi raz papierka podpisywać nie będę ;)

      Usuń
  3. Hmmmm ja mam inne zdanie, wiesz o co biega. Może drugi się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że może :D

      Moja Mam ma 2 męża - udanego :D

      Usuń
  4. Tekst z drugiego obrazka jest dla mnie bardzo ważny. Udało mi się coś dostrzec w moim małżeństwie. Dziękuję więc i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. to prawda w małżeństwa trudniej niż z wolnego związku się wypisać.
    mam nadzieję, że mój będzie i pierwszym i ostatnim i na całe zycie mężem, ale jeśli przestanie stykać odejdę.

    OdpowiedzUsuń
  6. heh... również byłam zagorzałą zwolenniczką dystansu do facetów i małżeństwa... z każdą kolejną rocznicą ślubu coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że - o dziwo - to był naprawdę dobry pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetne te demotywatory - uśmiałam się :))) a co do męża - to ja mojego nie zamieniłabym na innego, choć wiele już przeszliśmy i bywały gorsze dni. mamy tylko siebie + córkę i staramy się to pielęgnować jak się da :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moi rodzice tez sie rozwiedli, a ja do tej pory nie mam ślubu ze swoim narzeczonym, ale planujemy go na przyszły rok. Jednak mnie ten ślub przeraża, bo dla mnie to własnie uwiązanie do konca życia, co z tego że można wziąć rozwód jak przeszłości i wspomnień się nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja wspolczuje, nie poznalas zycia, nigdy nie mialas chlopaka, nigdy nie bylas w zwiazku... dla Ciebie maz to po prostu byla uciezka w dorosle, samodzielne zycie do ktorego rodzice nie moga Ci sie wpieprzyc... zawsze lepsze 50% wlasnego zdania niz 0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezła "diagnoza" niestety nie prawdziwa. Niestety to tylko domysły.

      Mąż nie był dla mnie ucieczką od mojej rodziny. Wpieprzała się 2 strona.

      Usuń