środa, 13 listopada 2013

Ruszyć z pozycji 0.

Zmiana trybu życia z siedzącego na aktywny to wcale nie takie "hop siup".
Ruszenie z miejsca nie oznacza godzin na siłowni czy biegania po 10 km dziennie.
Nie tak szybko!


  Zaczęłam najpierw od zmian w diecie. Miałam na tyle szczęścia, że lato się kończyło więc moja aktywność to codzienna jazda na rowerze. Wyznaję jedną zasadę! Ćwiczę tyle ile mogę. Nie zarzynam się do upadłego. W taki sposób nie dość, że zrobiłabym sobie krzywdę, to bym dawno wróciła do starych nawyków - odechciałoby mi się wszystkiego.



O ile jeszcze kilka miesięcy temu wychodziłam z Leną niemal codziennie na spacer - była to jedyna aktywność ruchowa w ciągu dnia. Z czasem nasza codzienność uległa zmianom i spacery to rzadkość. A ja niemal całkowicie "zastygłam". Pisałam już, że na początku tego roku chciałam schudnąć i wziąć się za siebie? Skończyło się początkiem rwy kulszowej i staniem w miejscu. W wakacje dzięki żłobkowi miałam chwilę czasu i zrobiłam sobie RTG kręgosłupa. Okazało się, że dysk zaczyna się wysuwać. Wiedziałam, że jakiekolwiek ćwiczenia muszę zacząć małymi kroczkami.

Najpierw jazda na rowerze. Potem lekkie ćwiczenia w domu. Zasada jest prosta - robię tyle ile mogę czyli do czasu aż nie zacznie coś boleć. Zdarzały się dni, że przy kręgosłupie coś kuło - wtedy nie robiłam żadnych ćwiczeń. Nie załamywałam się, że parę dni nie ruszam się. Najważniejszy jest głos rozsądku. 

Każde ćwiczenia w domu zaczynam od ćwiczeń wzmacniających mięśnia przy kręgosłupie. Nie robię ćwiczeń gdzie są skłony w dół by nie przeciążać lędźwi. Klasyczne brzuszki odpadają. Robię tzw. pół brzuszki, lub tylko unoszę nogi i głowę napinając mięśnia brzucha. 

Tydzień temu zaczęłam biegać! O ile bieganiem można to nazwać :D Nigdy w życiu nie biegałam! Przez 2 krotne przebyte zapalanie płuc w dzieciństwie, moje płuca mają obniżoną wydolność. Nie miałam stwierdzonej astmy jednak duszności są. Poza tym przy bieganiu za młodu dostawałam skurczy w podbrzuszu. Bieganie napawało mnie strachem od zawsze!

Mam swoje "kółko" nie wiem jaka jest odległość ale spacer tą trasą zajmuje ok 30-40 minut. Zaczynam od marszu, potem trucht i bieg ale nie sprint tylko normalny, do czasu aż czuję, że muszę zrobić przerwę czyli ok 2-3minut, potem znowu marsz, trucht i bieg i tak aż do końca czyli powrotu do domu.

Gdy pierwszy raz biegłam mało płuc nie wyplułam. Teraz jest inaczej ale na razie nie ma mowy o biegu ciągłym po całej mojej trasie. Całość trwa 15-20 minut i na razie tyle wystarczy. 

Moja kondycja z pozycji 0 ruszyła z miejsca i jest znacznie lepiej. Małymi kroczkami idzie do przodu. Najważniejsze dla mnie jest to, że nawet taka niewielka aktywność wpływa znacząco na jakość życia. Oczywiście nie mam zamiaru na tym poprzestać. Przede mną rehabilitacja kręgosłupa. Najważniejsze, że coś się dzieje a wymówkom mówię zdecydowanie NIE!
 PODPIS

5 komentarzy:

  1. Podziwiam i trzymam kciuki za dalsze sukcesy sportowe:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. kochana nigdy nie biegalam zaczelam w lipcu i nawet brałam udzial w biegu dystans 6.1 km super impreza :) kocham biegać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. chciałabym zmienić tryb życia, więcej się ruszać, ale gdy już mam wolną chwilę siedze i nic nie robię, nie mam siły.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja niestety nie mogę się zmobilizować do żadnej aktywności fizycznej poza codziennymi spacerkami z małą, a mam jeszcze trochę do zrzucenie po ciąży:)

    OdpowiedzUsuń