poniedziałek, 18 listopada 2013

Z nadzieją do przodu!

Zbyt dużo nerwów mi towarzyszy.
A co za dużo to nie zdrowo.
Nadeszła pora by raz na zawsze zrobić z tym porządek!
Jak się do tego zabrać?




   Jestem wdzięczna samej sobie. Ano tak! Wykształciłam się, osiągnęłam pewien rodzaj wiedzy. I dzięki temu jestem pioruńsko świadoma samej siebie. To, że jestem pedagogiem nie uczyniło ze mnie Alfy i Omegi wiedzy wychowawczej. Nie uważam się za kogoś kto wie wszystko na ten temat i nikt mi nie podskoczy. A tym bardziej względem samej siebie. O co mi chodzi? Ano o to, żeby szewc bez butów nie chodził. Niestety pedagodzy, psycholodzy czy nauczyciele często, gęsto sami jako rodzice dają ciała po całości. Przyznaję, że długo zastanawiałam się nad tym dlaczego tak jest. 

Posiadanie diagnozy ADHD nie zwalnia mnie z ciągłej pracy nad sobą. Nie zwalnia mnie też z korzystania fachowej pomocy. Nie jestem w stanie sama siebie terapeutyzować a mając ADHD z dość trudnym bagażem z dzieciństwa nie ma takiej siły bym non stop była samowystarczalna! Dlatego w kluczowych trudnych momentach sięgam rady specjalistów takich jak psycholog a jeśli trzeba i psychiatry. 

Zawsze jest tak, że robię co mogę by było dobrze. Jeśli jednak widzę, że moje metody są krótkotrwałe - natychmiast zapala mi się lampka w głowie, że problem leży głębiej. I nie mam zamiaru zakopywać tegoż problemu jeszcze dalej, czy udawać że nie istnieje. Jestem na to zbyt mądra! 

Mogłabym do końca życia uciekać przed problemami. Podejmować samotną, syzyfową walkę. Cyklicznie załamywać się, popadać w dół lub bez końca wyżywać się na wszystkich po kolei.... Niestety zbyt długo obserwuję takich nieudolnych ludzi, widzę mękę ich samych i ich najbliższych. Nie potrafię znieść tego jak ludzie potrafią zatruwać życie wszystkim dookoła swoim sposobem bycia! 

Nie mam zamiaru być tyranem we własnym domu, niszczyć innych i samą siebie nieudolną walką z wiatrakami. 

Jakiś czas temu rozmawiałam z bardzo dobrym i znanym mi od lat psychologiem. Wiecie co mi powiedział?

"Bardzo dobrze, że Pani przyszła do mnie, tylko ja nie jestem w stanie Pani pomóc. To co mógłbym zrobić, Pani już osiągnęła i trzeba iść dalej."

Dostałam kopniaka w tyłek i pędzę do przodu z taką nadzieją jakiej nie doświadczyłam do tej pory w życiu!

Bo jeśli mam dać beztroskie dzieciństwo mojej Córce, sama muszę odzyskać beztroskę... 



 PODPIS

9 komentarzy:

  1. raz na wozie, raz pod wozem....jutro będzie lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uczymy się na własnych błędach i staram się ich nie powielać. Powodzenia! Zuch !

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje słowa bardzie podniosły mnie dzisiaj na duchu. Od paru dni gdzieś w "środku" coś się ze mną działo i chyba potrzebowałam takiego przemyślenia, żeby jeszcze bardziej zaprzeć się w sobie i wrócić na "właściwe tory". Dzięki!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle z głową - dobrze się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham Twoje posty!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wooow!

      Dziękuję najpiękniej jak potrafię :D

      Usuń