piątek, 13 grudnia 2013

niemoc i niechcemisie

Okrutnie mnie rozlazła choroba.
Nie odzyskałam pełni sił i kompletnie NIC mi się nie chce.
Zupełnie beznamiętnie podchodzę do świąt.
Sprzątanie leży bo czas przechorowany...


Jeszcze żeby było weselej od 2 dni zdycham przez @. Jedyne co mnie podtrzymuje na duchu to to, że ten przeklęty rok się kończy. Usiłuję zrobić jakieś podsumowanie ale idzie ciężko. To czego najbardziej chce nie spełniło się w tym roku i już się nie spełni...

Rok minął nam pod hasłem chorób. Lena zaliczyła cały alfabet chorób a ja wraz z nią odwiedziłam stado lekarzy, zmieniłam przychodnię i 3 rodzaje antybiotyków... Ja się czuję jakbym zapuściła korzenie w domu. Tkwię w obłędnym kole. Ilekroć próbuję doprowadzić do jakiejkolwiek realizacji - zupełnie z pod ziemi wyrasta pierdolona kłoda pod nogami, która to uniemożliwia...

Choroby to ogromna niemoc, ograniczenie... ilość niezrealizowanych spraw w tym roku spędza mi sen z powiek. Nic nie działo się tak jak być powinno tylko w zupełnie innym posranym czasie. Jak choćby przyznanie kredytu na dom w połowie listopada... Porażka. Dlaczego? Bo nadchodzące święta spędzimy bez zmian... Nie pociesza mnie fakt, że za rok święta NA PEWNO spędzę w swoim domu. Ja już przestałam wierzyć w to, że to kiedykolwiek nastąpi...

Jedyna co udało mi się samej osiągnąć w tym roku to -6kg na wadze i zdrowsze nawyki żywieniowe. Poza tym nie osiągnęłam niczego. 

Nie robię planów na przyszły rok. Nie prorokuję co może się zdarzyć, co będzie itd... Obecny rok dał mi w kość, doprowadził na skraj wiary we wszystko. I całe szczęście, że się kończy...

A kolejne dziecko planuje najwcześniej... za 10 lat!

Potrzebuję porządnego kopa w dupę. Takiego z powerem, siłą i wszechmocą!

 PODPIS

16 komentarzy:

  1. Pojechalas z zakończeniem glowa do gory dasz rade my kobiety mamy jakieś dodatkowe moce.wrocilam po 6 latach do pracy dzieci w przedszkolu jakoś udaje mi się pogodzić prace i dom i ćwiczenia ja schudlam 10 kg w praktyce więcej bo trochę wracalo w trakcie ale na dzień dzisiejszy waga się utrzymuje. My walxYmy zsobudowaniem paru metrów i ciężko jak by ktoś klody rzucal... mialo być na gwiazdkę ale znowu nie ta....wrrrr
    Wiola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wagi! To jest osiągnięcie same w sobie :D

      Boże mi tak brakuje pracy że po prostu chora jestem z tego powodu! Ale dałaś mi nadzieję ;)

      Usuń
  2. Nie martw się:*Może spróbuj pomyśleć z radością o świętach?Nie tylko sprzątanie jest ważne.A może rekolekcje?Może coś duchowego pozwoli Ci osiągnąć równowagę?Sama myślę o takim duchowym oczyszczeniu,bo jakoś się w tym wszystkim poplątałam.Słuchanie kolęd mnie rozweseliło,chociaż to jeszcze nie pora.Szukam czegoś więcej poza rutyną codzienności.Moze i Ciebie to podniosłoby na duchu?Serdecznie pozdrawiam i życzę poprawy humoru.Jak to reklamują w tv-poczuj magię tych świąt;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest problem z kościołem. Jak nie mam szkoły i chcemy jechać to Lena nam cyrki odstawia... wczoraj od 11 ryczała do 12:30 i do kościoła nie dało się jechać. Tyle moje, że zła byłam... ehhh

      Usuń
  3. Aniu mam nadzieję, że w końcu wasza, a raczej Twój zastój minie. W końcu nadejdzie czas gdzie będziesz mogła swobodnie wyjść, realizować się na każdym polu. Teraz Lena jest jeszcze mała, ale im dziecko jest starsze tym jest łatwiej. Tym bardziej gdy ma się tylko jedno dziecko, bo przy dwójce to już jest gimnastyka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest TO czego najbardziej chcę....

      Usuń
  4. Mnie również jakoś te święta nadchodzące nie cieszą... w ogóle nie lubię zimy, pluchy i brakuje mi sloneczka...dobrze , że chociaż jest w miarę ciepło Dużo zdrówka i pogody ducha dla Ciebie Aniu:)

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj rozumiem twoje rozgoryczenie, dla mnie ten rok też nie był łatwy. Jednak zaczęłam patrzeć na każde wydarzenie głębiej i zastanawiać się nad ich sensem, ale w pozytywny sposób. Życzę i tobie zobaczenia choć drobnych plusów w tych po ludzku może beznadziejnych sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też szukam tego głębszego sensu. Gdyby nie to to bym się załamała zwyczajnie a tak jakoś ciągnę jeszcze...

      Usuń
  6. To ja funduję Ci mega kopniaka w dupsko. Życzę zdrowia i mnie kłód pod nogi.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Twojego bloga, Aga

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonale Cię rozumiem. Mnie choroby rodziny rozwalają, a jak sama jestem chora to totalnie się rozpadam...ale jak mówię, żeby wstać trzeba najpierw upaść...nic nie trwa wiecznie.
    Zdobędziesz silę i równowagę. Czasem trzeba odpuścić...
    aha ode mnie też masz KOPAAAA :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. My też przechorowałyśmy sporą część drugiego półrocza... i jak rzadko, te choróbska wywołują we mnie niechęć do wszystkiego. Ale, ponieważ wielkimi krokami idzie 'nowe', staram się nastawić pozytywnie na ten Nowy Rok. Chociaż o robieniu jakichkolwiek planów nie mam siły myśleć :)

    OdpowiedzUsuń