czwartek, 31 stycznia 2013

Na polu bitwy

Chore dziecko to masakra w domu.
Każdy kto przez to przechodził doskonale o tym wie.
U nas jakoś się udawało chronić Lenkę.
Do czasu wyjścia do przychodni gdzie złapała wirusa grypy...

wtorek, 29 stycznia 2013

Zakupy ze Stylistką

Dla wielu kobiet ubieranie się spędza sen z powiek. Zakupy są koszmarem lub kupuję się to co zwykle. Dla mnie od zawsze problemem było dogranie dolnej części garderoby z górną i na odwrót. Przez co w szafie miałam ileś par spodni, ileś spódnic a bluzek 3 na krzyż. Inną kwestią są kompleksy lub zwyczajne nieupodobanie do pewnych części własnego ciała. Od jakiegoś czasu mozolnie wypieram z mojej szafy czerń na rzecz kolorów co jest dla mnie trudne. Inną kwestią jest fakt, że ubrania są po prostu drogie i tu kłaniają się moje ukochane SH! Kiedyś targałam torby ciuchów dla siebie z czego połowa leżała a 1/4 była oddawana lub wyrzucana. Co z tego, że bluzka mi się spodobała jeśli chcąc ją już do czegoś założyć miałam mega problem. Co z tego że szafa pęka w szwach jak co i rusz potrafiłam stać ze łzami w oczach i myślami, że "nie mam w co się ubrać!"...

poniedziałek, 28 stycznia 2013

!@#$%^&*() ??? AKTUALIZACJA!

Lena choruje.
Zaczęło się jakiś czas temu od 3 biegunek dziennie.
Poszliśmy do lekarza w czwartek, Pani nic nie stwierdziła dała skierowanie 
na usg brzuszka które mamy za tydzień
W sobotę byłam w szkole.
Lenka była u cioci wszystko było ok gdy po drugiej drzemce (co już jest podejrzane)
Skoczyła temperatura wysoko do ponad 38...

środa, 23 stycznia 2013

Nominacje, hormony i frustracje

Zostałam nominowana podwójnie, bo przez Gabinową Mamusię i Gizankę do Versitale Blog Award - Dzięki!


Jako, że nie działam wg zasad opiszę tylko 7 faktów z mojego życia o których nie wiecie:

1. Przeszłam w życiu 3 operacje pod narkozą - poród to przy tym pikuś
2. Mam dyplom z fryzjerstwa, wizażu i jestem po kursie kosmetycznym
3. Mam mnóstwo kolczyków i wciąż zbieram kolejne
4. Nie znoszę horrorów i filmów sience fiction
5. Uwielbiam tańczyć
6. Mam hopla na punkcie moich włosów
7. Odkąd stałam się fanką sh niemal nie kupuje sobie ubrań w zwykłych sklepach

Jutro w końcu! Po miesiącu czekania idę do lekarza. Hormony mi masakrycznie poszły w dół, mam już większość objawów niedoczynności tarczycy. Jestem wykończona tym brakiem stabilizacji hormonalnej, frustruje mnie niemal wszystko przez co codzienność to katorga i męczarnia. Jeszcze 2 miesiące temu sytuacja była odwrotna... a teraz nie mam siły na nic. Z łóżka nie mogę się podnieść, bo jestem non stop zmordowana a w zasadzie nie robię nic nadzwyczajnego. Od godziny 16 znowu padam na twarz i zasypiam zaraz po 21... Zwolnione obroty do minimum... Sprzątanie po raz milionowy codziennego bałaganu jaki tworzy Córa doprowadza mnie do płaczu... Z resztą Lenka mi już bokiem wychodzi, bo przebywanie z nią jest męczące do kwadratu! Brakuje mi normalności, równowagi i przebywania z dorosłymi, rozmów o czymś innym niż Dziecko, dom i gotowanie... bo ileż można!

wtorek, 22 stycznia 2013

Kilka słów o współuzależnieniu




Prasa, internet zalewają nas mnóstwem wyników badań i artykułów na temat fali rozwodów jaka panuje od kilku lat. Kościół wpadł na genialny pomysł zaostrzenia kryteriów co do dopuszczenia do ślubu kościelnego by uniknąć problemu. I chyba coś w tym jest. Coraz więcej mowa jest o toksycznych związkach, o przemocy nie tylko fizycznej ale także słownej czy budżetowej... DDA poddają się terapiom. Innym po prostu udaje się wyrwać z pod sideł złych schematów. Rośnie w nas świadomość czym jest krzywda i że nie zasługujemy na bycie ofiarą. Nie chcemy przekazywać dzieciom złych wzorców. Nie chcemy funkcjonować jak nasi dysfunkcyjni rodzice. 

Wiele lat zastanawiałam się dlaczego kobiety nie potrafią odejść od mężów - potworów i pozwalają sobą sponiewierać. Do czasu gdy zaczęłam pisać pracę mgr i wgłębiałam się w temat osób współuzależnionych... 

Współuzależnioną jest osoba, która pozwala na to, by zachowanie innej osoby oddziaływało na nią ujemnie i która obsesyjnie stara się kontrolować zachowanie oddziałującej na nią w ten sposób osoby.
Współuzależnieniem nazywamy bolesne, a zarazem przymusowe uzależnienie się od akceptacji innych (lub inne przymusowe zachowania) jako podstawy poczucia bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości i tożsamości. Osoby współuzależnione mają tak samo zniekształcone podejście do siły woli jak alkoholicy. Współuzależnieni zmieniasiebie, by zadowolić innych. Błędnie wierzą, że posiadają moc uszczęśliwiania innych poprzez stawanie się takimi, jakimi dana osoba chciałabym ich widzieć. Sądzą także, że dla osiągnięcia większej bliskości muszą poświęcić własną tożsamość. Współuzależnienie to także zaprzeczenie własnej potrzeby bycia w centrum zainteresowania i zatrzymanie rozwoju bycia zależnym od innych w jej zdrową, dorosłą formę. Jest to jeden z wielu sposobów błędnego wypełniania ludzkiego powołania.
Bez względu na to, na czym polega problem tej drugiej osoby, na współuzależnienie składa się zespół nawykowego myślenia, odczuwania i zachowywania się w stosunku do nas samych i do innych, który może sprawiać nam ból i cierpienia. Współuzależnione zachowania czy nawyki są autodestrukcyjne.
Najczęściej przyjmuje się, że współuzależnienie to wielowymiarowy (fizyczny, umysłowy i duchowy) stan wyrażający się w zaburzeniach funkcjonowania spowodowanych koncentracją na potrzebach i zachowaniach innych. Rozwija się on od momentu rezygnacji z odpowiedzialności za kierowanie swoim życiem i szczęściem na rzecz zajmowania się kimś innym. 

 Współuzależnienie nie dotyczy tylko i wyłącznie osób będących w związkach z osobami uzależnionymi. Można funkcjonować w związku jako osoba współuzależniona bez względu na to czy partner ma problem ewidentny. To bycie współuzależnionym paraliżuje przed podjęciem ostatecznej decyzji. Zazwyczaj te osoby czekają aż problem "sam się rozwiąże" co raczej nie następuję samoistnie chyba, ze partner umiera. Jednak nawet śmierć w niektórych przypadkach nie gwarantuje uwolnienia się od schematu współuzależnionej... Zdarza się, że gdy partner osoby współuzależnionej odchodzi ta przenosi swoje współuzależnienie na dziecko/dzieci.... Wentylem dla poczucia bezpieczeństwa takiej osoby jest nadmierna kontrola danej osoby i podporządkowanie swojego życia pod funkcjonowanie drugiej osoby. To tak jakby osoba współuzależniona nie potrafiła żyć samodzielnie. Nawet jeśli zostaje sama szuka kogoś kto byłby dla niej "oparciem". Takie osoby są zdominowane wyimaginowanym strachem którym tłumaczą: "nie dam rady żyć bez niego", "nie poradzę sobie sama", "nie stać mnie" itp., itd... Wydaje się, że życie bez partnera jest niewykonalne, niemożliwe, nierealne. 

Szkoda, że osoba współuzależniona nie zdaje sobie kompletnie sprawy z tego jak swoim chorym postępowaniem krzywdzi własne dzieci. Nie wyobrażam sobie takiej zależności od kogokolwiek. Potrafię się przeciwstawić, wyłamać się schematom, postąpić wbrew zasadom czy po prostu nie słuchać się innych. Nie pozwalam sobą manipulować, nie daje się podporządkować. Nikt mnie do niczego nie zmusi wbrew własnej woli. Nie obwiniam innych o swoje porażki i nie szukam winnych. Czasem ta ogromna samoświadomość wkurza mnie, bo czuję się bezsilna wobec siebie samej a wiem, że nikt nie jest w stanie mi pomóc... ale coś za coś ;)

 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

1,5 roku

18 miesięcy - 9x2, 6x3 

To ostatnie 6 miesięcy minęło błyskawicznie - znacznie szybciej niż te pierwsze 12...

Lena jest duuuża! 83cm wzrostu i 15kg wagi.

Rozwija się rewelacyjnie, nie porównuję z innymi dziećmi ale wiem, że pod wieloma aspektami jest bardziej do przodu. Potrafi się sobą zająć i ma ulubione zabawy:
- kocyki! wszystkie kocyki i koce w domu są na chodzie, wyciągane, rozkładane - Lena się na nich kładzie i przykrywa
- misie! Lena ma takiego wielkiego miśka który jest wyższy od Niej samej a nosi go, ciąga, przytula, kładzie się z nim, zakładu mu korale, karmi, daje pić, robi "giri giri" na nóżkach...
- korale! a jakże, oddałam Dziecku niemal wszystkie korale, bo w nich nie chodzę. Lena zakłada je sobie i nam i misiom oczywiście...
- słuchawki! Lenka wyciąga z szuflady stary telefon komórkowy i słuchawki oraz namiętnie wkłada wtyczkę słuchawek do telefonu
- Lala! Lenka dostała lalkę, która śpiewa na Gwiazdkę, robi z nią to samo co z miśkami z tym, że jeszcze rozbiera z ubranek ;)
- torebki! wszystkie ale najlepsze te Mamy oczywiście, koniecznie na ramieniu lub zawieszone na wózeczku...
- wózek! dla lalek, można w nim wozić też syropki na kaszel... zapakować 2 misie lub próbować siadać w niego :)
- książeczki! wciąż na topie choć nieco mniej, teraz oglądając pokazuje i nazywa przedmioty a także zwierzątka...

Oczywiście to nie wszystkie, bo Lenka uwielbia wyciągać szczotkę na kiju i zamiatać a także mopem jeździć po podłodze. Ma swoje rękawice gumowe do sprzątania. Uwielbia "gangnam style", tańczy przy tym jak szalona i krzyczy "bam bam bam!". Lubi ćwiczyć ze mną i świetnie naśladuje moje ruchy. Gdy wraca Tata z pracy dostaje szału i Mama tylko przeszkadza.
Mowa idzie do przodu z każdym dniem. Prym wiedzie słowo kapa...

- Kapa  - to kanapka, herbatka, ketchup, kapcie
oczywiście mama, tata, baba, dziadzia, dzidzi, ciocia, juju (wujek) a także wiórki
- Pape - papier toaletowy
- Guj - jogurt, ogórek
- Pipi - picie
- Mimi - miś
- Kubu - kubuś (picie)
- Lala
- buta buta/ tabu tabu - buty
- nono - noga
- łałała/pie - pies, miau miał/kake - kotek, haha - konik, muuu - krówka, chrum chrum - świnka, koko koko kurki
- cip cip - pipcia, pupa, kupka, kupa, 
- pepe - pępek
- miko - mikołaj
- kapka - czapka, sia sia - szalik/szlafrok, 
- zizi - zimno
- si - ciepło
- zu zu - zhu zhu
- akuku
- dziuu - dziura
- boo - bombki
- ziu ziu - żółwik
- lapa - laptop

Nie dam rady więcej sobie przypomnieć.  A słówek jest więcej... muszę notować na bieżąco ;)

Uparciuch i złośnica z niej ogromna. Zęby idą i końca nie widać. Zważywszy na to, że 4 wychodzą u Lenki od września. Dobija się lewa dolna trójka. Zęby wywołują u Leny napady agresji. Gdy nie idzie coś po jej myśli, gryzie, bije i szczypie ale tylko wtedy gdy zęby są w natarciu. Widoczne są symptomy buntu 2-latka. Wyjście z domu to przeprawa - Lena chcę i nie chcę wyjść z ubraniem się jest ciężko.

Patrząc na moje duże Dziecko ciężko mi się dopatrzeć słodkiego bobasa jakim Lenka była. Wyrosła i to bardzo. A mnie nosi oj nosi! Bo do pracy bym poszła najlepiej już! Gdyby tylko taka była...
 

piątek, 18 stycznia 2013

Rozwód



DDRR - Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców.
Gdzieś mi to przemknęło w necie szukając wszystkiego co związane z DDA.
Ponoć teraz mamy istną plagę rozwodów - rozwodzą się młodzi, średni i starzy małżonkowie. Z resztą nie będę się rozwodzić nad tym co jak dlaczego a z jakich powodów tak się dzieje - szczerze mnie to grzeje.

Bardziej mnie interesuje położenie Dziecka w takim układzie - co znaczy dla niego rozwód rodziców. Mogę o tym wypowiadać się na podstawie własnego przykładu i z obserwacji. Mogę być nieobiektywna więc proszę o wyrozumiałość :)

Wiem jedno - w moim przypadku rozwód moich rodziców był najlepszym posunięciem w naszym życiu. Szkoda, że wcześniej nie doszło do tego - miałam już 10 lat a moja siostra 18. To późno zważywszy na fakt, ze te lata spędzone w rodzinie dysfunkcyjnej spowodowały traumę z której wyrwanie trwało bardzo długo. Na szczęście nie było ZA późno. Udało nam się wyjść z piekła i dzisiaj żyjemy w rodzinach szczęśliwych.

Dzieciństwo w domu gdzie rodzice żyją w toksycznym związku jest złe. Przed dziećmi nie da się niczego ukryć. Dziecko widzi wszystko i potrafi żyć w przekonaniu, że rodzice się nie dogadują, bo jest złym dzieckiem i wciąż stara się i stara... Ja mając lat 5 doskonale wiedziałam, że moja mama powinna rozwieść się z ojcem, nie mogłam pojąć jak moja mądra i rozważna mama mogła wyjść za mąż za takiego człowieka!

Nawet jak moja mama związała się z moim ojczymem ja byłam szczęśliwa! Wiedziałam, że jest dobrym i zupełnie innym człowiekiem niż mój ojciec - pod każdym względem. Od 15 lat patrzę na dwoje ludzi, którzy mimo ogromu różnic potrafią żyć w zgodzie, z szacunkiem, miłością, zrozumieniem i wszystkim tym z czym powinni żyć rodzice dzieci. To jak ogień i woda - przez część życia patrzyłam na współuzależnioną kobietę, na mężczyznę który nie szanuje bliskich i wyżywa się na nich... a drugą część na doskonały wzorzec partnerski. To jest ogromna szansa dla dziecka, które widząc nieszczęśliwą matkę widzi później szczęśliwą. Nauka nie idzie w las! Mimo uprzedzeń spowodowanych byciem Dzieckiem Alkoholika dzisiaj potrafię żyć szczęśliwie z moim mężem, potrafimy dojść do porozumienia w bardzo trudnych chwilach. Zawsze wychodziłam z założenia, że jeśli mam się kłócić i toczyć wojny z mężem - nie chcę fundować mojemu Dziecku takich jazd jakie ja przeżyłam w dzieciństwie. Wielokrotnie rozważałam jakie podjąć kroki odnośnie wspólnej przyszłości. Nieporozumienia między małżonkami odbijają się na dzieciach i zostawiają trwałe ślady w psychice dzieci. Słynne stwierdzenie - jesteśmy ze sobą "dla dobra" dzieci można sobie w dupkę wsadzić. Nie da się udawać przed dziećmi! Tak samo tłumaczenie, że dziecko/dzieci jest/są małe. Im wcześniej tym lepiej, potem trzeba się grzebać i babrać w rozjechanym dzieciństwie i jako dorosły uczyć się żyć na nowo z przeszłością. Dziecko buduje więź z rodzicami w łonie matki! Możecie mi wierzyć lub nie - ja się urodziłam z niechęcią i wstrętem do własnego ojca, nigdy nie łączyła mnie z nim głęboka więź, wręcz czułam pogardę i nigdy mu nie ufałam! Bo krzywdził moją mamę i próbował krzywdzić siostrę a także mnie!

wtorek, 15 stycznia 2013

Role

Bohater, kozioł ofiarny/wyrzutem rodzinny, maskotka/błazen i dziecko we mgle/niewidzialne dziecko/aniołek. A także: wspomagacz, prowokator, ofiara, dziecko odpowiedzialne, dziecko dostosowujące się, dzieci łagodzące sytuację
Natomiast John Bradshaw w książce "Zrozumieć rodzinę" wskazuje również na szereg uszczegółowionych typów ról przyjmowanych przez dzieci w rodzinach dysfunkcjonalnych m.in.: mały rodzic, rodzic rodziców, kumpel taty, terapeuta rodziny, zwycięzca, geniusz, kozioł ofiarny mamy, sztandarowa ofiara taty, delegowany pacjent uzależniony, ktoś działający poniżej swoich możliwości, zastępczy partner, opiekun, mała królewna, buntownik, perfekcjonista, przyjaciel mamy, święty, śliczny, wspólnik mamy, powiernik, osoba religijna, wizytówka rodziny, łotr, osoba pełna wdzięku, osoba wprowadzająca spokój, poświęcająca się, prześladowca, sędzia, przegrany, chory problem rodziny.


Jest mnóstwo kombinacji. Rzadko się zdarza by Dziecko pełniło tylko jedną rolę. Te role charakterystyczne nie tylko dla rodzin z problemem alkoholowym ale także dla wszystkich innych rodzin dysfunkcjonalnych.
Rodziny dysfunkcjonalne nie zapewniają swoim członkom warunków do prawidłowego rozwoju. W tych rodzinach obowiązują sztywne zasady i reguły regulujące zachowanie członków, dochodzi do zakłócenia komunikacji, trudności w ujawnianiu uczuć, sekretów, atmosfera jest napięta, są tolerowane zaburzone zachowania. Rodzina dysfunkcjonalna wywiera negatywny wpływ na rozwój osobowości członków, czego konsekwencje są widoczne w dorosłym życiu.

Mianem rodziny dysfunkcjonalnej określa się często rodzinę, gdzie jedna lub kilka osób jest uzależnionych (np. od alkoholu, leków, narkotyków, pracy, jedzenia, itd.), w której dochodzi do przemocy lub też któryś z jej członków nie może realizować swojej roli ze względu na doświadczane zaburzenia psychiczne. Bez względu na to, czy zaburzona jest jedna, czy wiele osób, problem dotyczy całej rodziny, ponieważ rodzina funkcjonuje jako całość i jest czymś więcej niż tylko sumą części. Członkowie rodziny wzajemnie oddziałują na siebie. 



Dorosłe dzieci z dysfunkcyjnych rodzin tkwią w swych rolach, opancerzając się w przećwiczone mechanizmy obronne, także wówczas, gdy przestały już być bezbronnymi dziećmi i niczemu nie muszą się przeciwstawiać, przed niczym bronić, kiedy nic i nikt nie zagraża ich bezpieczeństwu. Rola petryfikuje człowieka w statycznej niezmienności. Hamuje rozwój. Nie pozwala uczyć się niczego nowego. Każe powtarzać zachowania, myśli i reakcje odnoszące się do siebie i innych, jakby życie nadal toczyło się w zatrważającym domu dzieciństwa. Na tym polega dramat dorosłych dzieci . Dysfunkcjonalny charakter tych ról staje się coraz bardziej oczywisty. Dorośli bohaterowie zatracają się w pracy i mają trudności w nawiązywaniu bliskich stosunków i relacji z innymi osobami. Kozioł ofiarny napytuje sobie biedy i staje się społecznym wyrzutkiem, unikanym przez innych ludzi. Zagubione dziecko zostaje odludkiem, stroni od kontaktów z ludźmi i od okazji towarzyskich. Maskotkę traktuje się żartobliwie, nikt jej nie bierze na serio. Wiele dzieci alkoholików gra więcej niż jedną rolę. Kombinacja dwóch, trzech czy też nawet czterech ról może zdominować osobowość niektórych dzieci. Doświadczając przez wiele lat pociechy i satysfakcji z odgrywania różnych ról, dzieciom alkoholików trudno zrezygnować z czegoś, co stało się integralną częścią ich osobowości. Jako dorośli cierpią  wskutek nieprzystawalności zachowań, które przestały już pełnić swą pierwotną funkcję, obliczoną na przetrwanie. Zamiast tego owe role, przeniesione do dorosłego życia, przyczyniają się do ich życiowej porażki. 

Mimo, iż pierwotny stresor znika osoby te nie wychodzą z roli Bohatera rodzinnego, Kozła ofiarnego, Dziecka zagubionego czy Maskotki, ponieważ to one stanowią rdzeń ich tożsamości, która nie miała szans ukształtować się naturalnie, ale ukształtowana została na potrzeby patologiczne funkcjonującego systemu rodzinnego...*



Ja pełniłam wszystkie role, na szczęście coraz rzadziej postępuję wg tych schematów... :)

* kilka fragmentów z mojej pracy mgr

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Non fiction

Są takie dni lub momenty w ciągu dnia.
Gdy zalewa fala negatywności do potęgi n.
Przepływa ona od palców stóp, przez brzuch po samo gardło by oczywiście rozedrzeć się.
Rozdarte słowa to tylko 00000,1% myśli, które ogarniają mózgownicę.
Bo po co mi to było nie?
Decydować się na Dziecię.
By teraz wściekać się na nie, bo cierpliwości brak.
Bo ileż można sprzątać i ogarniać...
Po to by po odwróceniu głowy ujrzeć kolejny bajzel.
Krew uderza i zalewa. 
Codzienny stres, czy zdążę zrobić pranie, pozbierać pranie...
Pozmywać, ugotować obiad w mini spokoju...
To zapasowe spięcie przed podaniem jedzenia Dziecku...
Bo nie wiem jaka będzie reakcja a awantur nie znoszę.
Tłumaczenie wydaje się bez sensu, bo gadasz jak do stworzenia z Marsa.
To ogólne wrażenie, że Dziecko ma Cię gdzieś.
Ciebie i Twoje sprawy.
Bo Ty musisz wyjść za czymś a Dziecko też chce wyjść ale po co się ubierać?
Dziecko chce pić, robisz w popłochu a za chwile cała podłogą zalana...
 Ileż razy chciałam wystrzelić w komos...
Siebie lub Dziecię - wszystko jedno.
Drugie tyle, nie mogłam patrzeć na ryczo-jęczącego-wyjca
 Tak, że uśmiech po chwili wydawał mi się iście diabelski.
Oooo a ile razy ręka swędziała? Żeby tak trzasnąć po tyłku?
I morze łez wylanych w poczuciu winy, że krzywdzę Dziecko myślami...
Bo, że krzykiem to oczywiste.
Przedstawicielka Nauk o Wychowaniu drze się w sufit na Dziecko.
I to wieczne może...
A może jakby ktoś mi pomagał byłoby lżej?
Byłoby oczywiście, ale nie ma komu.
I nie ma co się ciskać, że innym jest łatwiej.
Bo zawsze mogłam mieć gorzej.
Więc zaciskanie zębów w chwilach złych nawet nie pomaga.
Wychodzę wtedy, zamykam się w kiblu i czekam aż ochłonę.
Wracam do Potowrnickiej nie zwracając na Nią uwagi
By przypadkiem fala nie cofnęła się.


Przychodzi wieczór.
Czasem tak jestem zmordowana, że nie mogę sama kłaść spać Potwornickiej
A i tak przytulam mimo zaciśniętego żołądka
I tak głaszczę po włoskach
I tak mówię, że kocham.
A mówię nawet jak krzyknę!
I przepraszam a Dziecko też przeprasza.
Nauczyła się i Ona.

Bo te dni i momenty dotyczą NAS.
Obydwie tak mamy, czasem naraz czasem na zmianę...
A i Tata też...

czwartek, 3 stycznia 2013

Nowości w garach

Nowy Rok zaczęłam w sposób nietypowy i wyjątkowy dla mnie ;)
Już dawno nosiłam się z zamiarem umieszczania sporadycznie przepisów na obiady :))
Nie mam piekarnika w związku z czym jestem bardzo ograniczona.
Lubię dania jednogarnkowe i gulasze wszelkiej maści.
Gotuje dla naszej całej trójki gdyż Lenka zjada to samo co i my.
Nie znoszę ciężkich potraw to też smażę bardzo rzadko a jeśli już to duszę na patelni - (mam bardzo dobrą ceramiczną).
(Wyjątkiem był Sylwester gdzie robiłam pierwszy raz od wielu wielu lat frytki na głębokim tłuszczu)
Gotuję zdrowo, jestem zwolenniczką swojskich wyrobów, więc nie grzeszę smalcem mojej Mamy ;)
Nie mam w kuchni jakiejkolwiek jarzynki czy innej vegety, nie korzystam z kostek rosołowych, zamiast octu stosują cytrynę ;)
Do dzisiaj mam w szklarni w ziemi pietruszkę i nie dalej jak wczoraj zerwałam 2 do dania, które Wam właśnie zaprezentuję...

Gulasz z kiszoną kapustą 

2 litry wywaru warzywnego*
 papryka
2-3 cebule
ziemniaki (brałam na "oko" wyszedł czubaty głęboki talerz)
50dag kiełbasy
50 dag kiszonej kapusty (też dawałam na "oko")
2 łyżki oleju
3-4 łyżki koncentratu pomidorowego lub pomidory z puszki
suszony majeranek
2 ząbki czosnku
przyprawy**
Paprykę oczyścić, pokroić w paseczki, cebulę kroić jak się podoba, ziemniaki w kostkę.

Kiełbasę pokroić w pół krążki. W dużym garnku wlać łyżkę - dwie oleju, szybko obsmażyć kiełbasę. Wyjąć łyżką cedzakową. Przełożyć na talerzyk. Na tłuszcz wrzucić paprykę, cebulę i ziemniaki, gotować/smażyć 2-3 minuty często mieszając. Dodać koncentrat pomidorowy i majeranek, wymieszać.

Kiszoną kapuchę odcisnąć z nadmiaru soku i grubo poszatkować. Włożyć do warzyw, zalać wywarem, zagotować i gotować aż ziemniaki zmiękną. Na 10 minut przed końcem dodać kiełbasę. Dodać zmiażdżone ząbki czosnku i doprawić**.

*Wywar warzywny:
2 litry wody, łyżeczkę soli, 3-4 marchewki starte na tarce o grubych oczkach, korzeń pietruszki, kawałek selera, listek laurowy, szczyptę lubczyku, por - zagotować i gotować aż wywar "złapie" aromat.

**przyprawy - do moździerza wrzuciłam szczyptę kminku, ziele angielskie i kilka ziarenek pieprzu - wszystko razem utarłam.



Wyszedł mi pełen wielki gar. Tak dobre się udało, że do dzisiaj została połowa ;) Smacznego!