poniedziałek, 27 stycznia 2014

Jako Matka czynię postępy.

Ponoć na macierzyństwo nigdy nie ma odpowiedniego czasu.
Gdy byłam w drodze do macierzyństwa nie miałam złudzeń ani wizji cukierkowego różu.
A jednak przebywanie z Dzieckiem non stop nie raz okazało się ponad siły psychiczne.

Na pewno jestem egocentryczna.
Do tego egoistka, nadpobudliwa duchowo. To moje Dziecię wkradło się przez otwarte drzwi, bo przecież sama wpuściłam w moje życie "złodzieja" czasu. Co jak co ale zanim mecierzyństwo doznałam empirycznie byłam święcie przekonana, że owszem łatwo nie będzie ale dam sobie radę. A jednak było mnóstwo takiego czasu gdzie rady nie dawałam. Bo jak Dziecko potrafiło się drzeć dłużej niż godzinę ja już wychodziłam z siebie i chciałam wiać lub miałam mordercze myśli. 

Jako Matka doznałam wszystkich uczuć do własnego Dziecka. Bardzo długo odczuwałam wstyd względem tych negatywnych emocji. Tkwiłam w pułapce poczucia winy i zadręczałam siebie samą, powtarzając jaką jestem okropną matką. Ta pułapka powodowała zamknięte koło: ja się zdręczałam, starałam a i tak było źle lub gorzej. Oczywiście, że krzyczałam na Lenę, że mówiłam jej rzeczy przez których sama sobie długo nie umiałam wybaczyć! Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jestem tak podła i cały czas próbowałam zrozumieć...

Popełniłam wiele błędów nieświadomie cały czas usilnie próbując zrozumieć o co w tym chodzi. Zamiast skupiać się na Dziecku ciągle skupiałam się na swoich błędach...

Co jest najgorsze i najtrudniejsze gdy się tkwi w błędnym kole, pogrążając co raz bardziej? Wydostanie się z tego koła. 

Jednym z moich największych osiągnięć w ostatnim czasie jest wydostanie się z tego koła. 

Nie zrobiłam tego w jakiś spektakularny sposób. Podjęłam się mozolnej pracy na zasadzie 2 kroki do przodu, 1 w tył. Nałożyło się na to wiele czynników oraz zmiennych zależnych. W pewnych kwestiach poszłam na żywioł. Najwięcej musiałam przestawić we własnej głowie.

Nie jestem matką idealną z resztą takiej nie potrzebuje moje Dziecko. Natomiast na pewno potrzebuje spokojnej i opanowanej matki. A taką jestem co raz częściej. 

Trudnym dniem był piątek. To ja miałam apogeum nerwowe, bo musiałam załatwić formalności względem zakończenia praktyk a nie miałam co zrobić z Lenką. Darłam się, krzyczałam, unosiłam wręcz trzęsłam i nie mogłam uspokoić. W końcu się popłakałam, zebrałam w garść i jak tylko mogłam znalazłam magiczne 5 minut dla siebie! Nie było innej opcji. 

Nauczyłam się wielu rzeczy odkąd przemierzyłam fazę opuszczenia zamkniętego koła. Choćby się waliło i paliło, nawet jak krzyczę szybko musi się pojawić w mojej głowie myśl, że zrobię coś co przyniesie mi ulgę. Bardzo pomocne są ćwiczenia jakie robię w domu. W ostatnich tygodniach nie sprzątam w domu regularnie. Nie raz w domu jest burdel a ja leżę z Lenką na łóżku i robię jej relaks... czyli drapanie i głaskanie po pleckach.

Nie lubię mówić "zmieniłam się", wychodzę z założenia, że ludzie się nie zmieniają. Można pracować nad sobą, czynić postępy, być lepszym. Nie muszę być najlepsza, wystarczy, że będę lepsza. Swoje starania zaczęłam robić dla Dziecka, nie dla siebie.

Moje Dziecko potrafi zająć się na 1, 2 a nawet 3h. Potrafi przytulać się do mnie pół dnia, całować i mówić "kochanie". Lubi ze mną jeździć, wychodzić i rozmawiać... Czasem aż trudno mi uwierzyć w to co widzę!

A to dlatego, że nie denerwuję się tak jak kiedyś.
Jeśli się denerwuje potrafię się opanować.
Znalazłam sposób na rozładowanie się bez wrzasków.
Jeśli krzyczę trwa to chwilę a nie pół dnia.

Zdecydowanie w materii matczynej poczyniłam ogromne postępy.

A to dopiero początek.


 PODPIS

2 komentarze:

  1. Kocham Cię!
    Wczoraj zanim dzieciarnie ogarnęłam minęły prawie 3 h. Po 2 h młodszy obudził się głodny co już od dawna mu się nie zdarzało. Naszla mnie taka refleksja - gdyby to się zdarzyło rok temu byłabym wściekła i uznałabym wieczór za schrzaniny, a wczoraj się uśmiechałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i super!!! Najważniejsze, że jest lepiej i sama w macierzyństwie się odnajdujesz :D

    OdpowiedzUsuń