czwartek, 2 stycznia 2014

Na chłopski rozum.

"Nastaw się, że górnych szafek nie będzie."
Tym zdaniem mąż rozpoczął "rozmowę" na temat rozkładu poszczególnych elementów kuchennej zabudowy.
Tym zdaniem zaczęła się kłótnia i awanturka.

Cóż. Kto się decyduje na budowę domu musi uzbroić się w cierpliwość po zęby i zaopatrzyć w ocean spokoju. Mi ręce opadały milion razy. Papiery o budowę składaliśmy 4 lata temu! W roku gdy urodziła się Lena zrobiliśmy fundament... Potem nie działo się nic a w zasadzie działa się papierologia przepisania.

To nie pierwsza i nie ostatnia kłótnia. Zwłaszcza jak budżet jest ograniczony.

Właśnie... 

Jeśli nie masz miliona na koncie, nadzianych rodziców/teściów/babci/dziadków i musisz brać taki kredyt na jaki bank da Ci pozwolenie to OGRANICZENIE będzie Ci towarzyszyć CAŁY CZAS.

I nawet jeśli bierzesz się za budowę domu to weź pod uwagę, że kwestia MARZEŃ w wielu podpunktach dalej zostanie sferą marzeń...

Może byłoby mi łatwiej gdybym budowy nie miała pod nosem i nie musiała codziennie oglądać ślamazarności robót... Rzeczywistość z obecnego okna w kiblu by tak nie dobijała a wiele aspektów pozostałoby w mojej głowie w sferze wyobraźni...

Planowania mam po dziurki. Rozkład sprzętów w kuchni omawialiśmy setki razy. Powtarzałam jak krowie na rowie, że w momencie wprowadzenia się do domu najbardziej zależy mi na urządzonej kuchni. Reszta może poczekać. Mogę spać w salonie na dole bez wykończonej góry i bez sypialni. ALE kuchnia ma być CAŁA!

"Górne szafki nie będą potrzebne od razu."

No nie będą, tak jak całe piętro i sypialnia nad garażem. O ile bez piętra i sypialni dam radę żyć kolejne lata tak nie wyobrażam sobie niekompletnej, wybrakowanej kuchni.

"To wolisz spać w salonie niż mieć sypialnie?"

Jeżeli porównywalnie 4 wiszące szafki mają kosztować tyle ile ocieplenie poddasza w sypialni to faktycznie trzeba by się nad tym zastanowić. Ale niestety sprawdziłam, pogadałam i nie jest to suma porównywalna, którą chłop próbował mi wcisnąć.

Jest wojna i cisza.

A ja nieugięta.

 PODPIS

9 komentarzy:

  1. a ja nie mam szafek kuchennych u góry, jedynie starą, dużą witrynę.
    taki zamysł był od razu.
    taniej, a bardziej pokojowo (kuchnię mamy otwartą), a nadal pakownie.
    pewnie chciałabym wielką kuchnię z wyspą, pełną szafek, półek oszklonych od góry do dołu, pełnych wypasionych garnków, książek kucharskich i akcesoriów kuchennych, ale może kiedyś.
    teraz marzy mi się sypialnia. jeśli miałabym do wyboru górne szafki kuchenne, a sypialnię bez chwili wahania bym wybrała sypialnię.
    ps. pamiętam o zdjęciach kuchni :) zrobię i wyślę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie kalkuluje się sypialnia vel 4 wiszące szafki :) a wypasionej kuchni nie chce, chcę mieć luźno i przestronnie po obecnej ciasnocie... :)

    Czekam na zdjęcia :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się. My na szczęście zgadzaliśmy w tych kwestiach. Ustaliliśmy, że musimy mieć docelowo urządzoną kuchnię i łazienki oraz zrobione podłogi, bo to są najważniejsze pomieszczenia i takie, które wymagają najbrudniejszej pracy, która sami nie jesteśmy w stanie wykonać. Meble i wszystko inne może poczekać.I tak sobie ściubiemy pomalutku.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle inspiracji u Nadzych znajomych na blogach że pewnie podpatrzysz i zrobisz z niczego coś ja wiosną mam ambitneplany w tej matwrii

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie nic nie wkurza bardziej, jak za mała kuchnia. Więc rozumiem. Faceci nie, bo maja inne priorytety.

    OdpowiedzUsuń
  6. bez szafek się nie da :P też bym była

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście dogadaliśmy się! A raczej chłop mój doznał oświecenia jak dotarło do niego, że nie kręcą mnie szafki po 900zł każda a wystarczy taka za 250zł...

    Szafki będą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście bo bez szafek nie jest łatwo!

      Usuń