piątek, 14 marca 2014

17 lat temu...

Dokładnie 14 marca 1997 roku w piątek nastąpił kres życia z ojcem alkoholikiem.
To dzień wyzwolenia się z niełaski.
I pierwsza spędzona noc w spokoju...





Zapomniałam o tym! Mama do mnie zadzwoniła, że to DZIŚ.
Nie chcę wracać do tego co wtedy się działo. Było minęło wydarzyło się.
Chciałabym dzisiaj zrobić takie małe podsumowanie, jak dzisiaj funkcjonuję jako Dorosłe Dziecko Alkoholika. Zaznaczam, że mam za sobą terapię DDA.

Przede wszystkim! 
Nie toleruję alkoholizmu. Nie jestem w stanie przebywać w pobliżu osoby uzależnionej. Nie akceptuję, nie przechodzę nad tym na porządku dziennym. Gdy w moim pobliżu jest osoba pod wpływem alkoholu automatycznie mam zaciśnięty żołądek. A gdy do tego ma objawy tzw. syndrom odstawienia, żołądek mam w gardle. Nie rozmawiam z osobami pod wpływem alkoholu, bo z ich strony słyszę tylko bełkot. Wszelkie dyskusje z pijanym są bezzasadne. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś nie ma świadomości jak się zachowuje po alkoholu powinien zostać nagrany i sam siebie obejrzeć z perspektywy osób 3.

Jestem przewrażliwiona na punkcie nadużywania alkoholu. Sama niegdyś nie stroniłam od %. Dzisiaj doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że niewiele brakowało a sama bym wpadła w sidła uzależnienia.
Nie wyrzekłam się alkoholu. Zdarza mi się teraz wyjść z domu raz na jakiś czas i dać w palnik. Jako jedyna po moim ojcu odziedziczyłam tolerancję do alkoholu. Moja mama i siostra rodzona nie mogą pić alkoholu, bo zdychają kilka dni. Ja mogę wypić dużo i funkcjonować w normie. Dlatego też mam głęboką świadomość jak cienka granica dzieli mnie do uzależnienia.

Do dnia dzisiejszego nie ogarniam osób współuzależnionych. Nie jestem w stanie rozmawiać i słuchać żali kobiet, które żyją w związkach z mężami alkoholikami. Argument, że nie odejdą od męża pijaka, bo "są dzieci" jest wzięty z dupy. Tak samo uważałam jako Dziecko. Mając 5 lat marzyłam o rozwodzie moich rodziców! Ręce opadają. Niestety ale współuzależnione żony najczęściej swoim brakiem postępowania, zamiatając problemy pod dywan działają na szkodę partnerowi pijącemu. Alkoholika, który nie chce się leczyć, który wypiera się choroby alkoholowej, żyje jak pasożyt, przepijając wszystko co zarobi, nie generując żadnych dochodów do wspólnego gospodarstwa domowego -  należy zostawić w pizdu samego na pastwę swojego losu. Albo to zadziała na niego otrzeźwiająco albo pogrąży się w swoim nałogu. Alkoholik potrzebuje leczenia, terapii i nic tego nie zastąpi. Dzisiaj może się leczyć z własnej woli ale można też wysłać na leczenie przymusowe. 

Gdy rodzina zmaga się z ojcem alkoholikiem największą krzywdę czynią dzieciom. Za tą krzywdę odpowiadają oboje rodzice. Zarówno uzależniony jak i współuzależniony. Jeśli alkoholik nie podejmuje się leczenia, terapii żyję od ciągu do ciągu to po ki wał z nim żyć? Nie pojmuję, nie pojmę nigdy. 

Nigdy nie ufam osobom pod wpływem alkoholu i w obietnice składane przez alkoholików. To są puste słowa.

Rodzina z problemem alkoholowym jest rodziną chorą. Chorzy są wszyscy. Dzieci jako dorosłe gdy opuszczają dom, całe życie zmagają się z piętnem alkoholizmu.

17 lat minęło a ja nie potrafię zrozumieć alkoholizmu. Nigdy nie pozwolę na to by moje Dziecko miało styczność z alkoholizmem. Choćbym miała na rzęsach stanąć, nie chcę by była świadkiem alkoholizmu. Wystarczająco ja napatrzyłam się jako Dziecko.


 PODPIS

16 komentarzy:

  1. Doskonale Cie rozumiem. Mój ojciec pił. Mój wujek jest alkoholikiem i cała rodzina się nad nim lituje, "stawiają go do pionu", litują się nad nim i tłumaczą go słabym charakterem i stresami zamiast odwrotnie - pozwolić mu upaść na dno, bo to się cięgnie od wielu wielu lat i jest coraz gorzej.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczenia w ogóle nie istnieją co więcej tylko ośmieszają tych, którzy tłumaczą...

      Usuń
  2. Jako dziecko również marzyłam o rozwodzie rodziców, więc te pokrętne argumenty "dla dobra dzieci" (o zgrozo- jakiego dobra?!) nijak mają się do tego, co o całej sytuacji myślą dzieci alkoholików.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko marzy o spokoju i miłości! Jeśli tego nie ma to o co ma być dla niego dobrem? Patologia? Bo alkoholizm to patologia.

      Usuń
    2. Dziecko marzy o spokoju i miłości! Jeśli tego nie ma to o co ma być dla niego dobrem? Patologia? Bo alkoholizm to patologia.

      Usuń
  3. Niestety wiele żon/ partnerem alkoholików najzwyczajniej boi się odejść/ cos zmienić/ zdecydować za siebie. Często nie są zbyt silne,nie mają oparcia i tak tkwią w tym bagnie z nadzieją ze sie zmieni i ze moze kolejne dziecko będzie ich szansa... Naprawdę wspolczuje ci tego co pezeszlas,ale widzę jak silną kobietą jesteś co pewnie nie było i nie jest łatwe
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wiem o tym czym dokładnie jest współuzależnienie http://zonazadhd.blogspot.com/2013/01/kilka-sow-o-wspouzaleznieniu.html nie raz niestety kobiety owe mają wsparcie a i tak tkwią w chorych związkach.

      Usuń
  4. ja nie mam w ogole serca dla alkoholików, żadnych ciągotek to wyciągania ich z nałogu. Z normalnego domu, bez nałogów, trafiłam na 5 lat w objęcia męża alkoholika, nie swiadoma i nieznająca w ogole problemu. I mam uraz na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie mi przykro...

      Uwierz mi, mój mąż nie jest alkoholikiem a przez to jak naznaczył mnie ojciec nie ma ze mną łatwo. Sam musi się pilnować, bo ja nie będę przy nim jeśli wpadnie w sidła nałogu...

      Usuń
  5. Zajebisty post :)

    K.B.W.

    OdpowiedzUsuń
  6. ważne, że mama odeszła, że skończył się Wasz koszmar, że Wy z siostrą stworzyłyście normalne domy! za to dla Was wielkie brawo!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie rozumiałam mamy, która bała się biedy, gdyby odeszła od Ojca, ale za to wolała być bita po twarzy i kopana po brzuchu. Oraz pozwoliła aby jej córki wychowywały się w takiej patologii.

    Jak chodziłam na mitingi Al.-anon czasami szlag mnie trafiał słuchając płaczu kobiet, stękania i narzekania...z drugiej strony wiem , że proces wyjścia ze współuzależnienia jest cholernie trudny. Sama się z tego leczyłam.
    W dodatku wiedza o chorobie alkoholowej jest.. żadna ...(teraz może jest lepiej w dobie szybkiego dostępu do informacji oraz, że coraz więcej ludzi otwarcie o tym mówi).Ja sama, jako córka alkoholika, długo borykałam się ze swoimi problemami dopóki, dopiero w wieku 30 nie trafiłam w jakieś gazecie na artykuł o DDA...a samą chorobą alkoholową zainteresowałam się jak zauważyłam, że mój małż za dużo pije... Urodziło się dziecko, a jego zachowanie nic się nie zmieniło.
    Trafiłam na al.-anon i dopiero po dwóch latach miałam dość siły aby powiedzieć STOP...
    Obecnie małż jest po terapii AA, nie pije i Ja , mimo, że nie mam problemu, też nie pije...W dodatku musieliśmy się nauczyć żyć na nowo... w trzeźwości.. Terapia bardzo nam pomogła... Nigdy nie wróciłabym do życia sprzed okresu picia...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń