czwartek, 6 marca 2014

Czasem warto ponarzekać.

3 tygodnie mordęgi za mną.
2 dni narzekania na blogu też.
Dzisiaj jestem wypompowana.



Jeżeli wylewam żale, spuszczam ciśnienie bądź składam modlitwę na ścianie płaczu jaką jest mój blog to znaczy, że potrzebuję poczucia, że w danej chwili nie jestem zupełnie odosobnienia. Obnażanie się z negatywnych uczuć nie służy temu by wzbudzić litość czy współczucie. Wystarczy świadomość, że nie jestem ufoludkiem, kimś kto męczy się sam. Nie ma nic gorszego jak użalanie się nad samą sobą. Pogłębianie dramaturgii jest kompletnie bez sensu i tylko przedłuża marną egzystencję. 

Ostatnie 2 posty i Wasze pokrzepiające słowa nie pozwoliły mi na pławienie się w czeluściach czarnowidztwa. Oczywiście w depresje jeszcze nie wpadłam, bo codziennie walczę i staram się dostrzegać każdy przebłysk słońca.


Na polu budowy jest położona elektryka i Panowie robią tynki. Mój salon obecnie wygląda tak wraz z tymczasowym ogrzewaniem:






Akcja MY MAMY RAZEM BIEGAMY idzie jak burza! Do wzięcia udziału we wspólnym wirtualnym biegu zgłosiło się już 77 Mam!





Wybrałam sobie nowy abonament i telefon. Mam nadzieję, że już niedługo będę cieszyć się nowym cackiem. Takim:


Dziękuję za te kilka komentarzy pod ostatnimi wpisami. Dzięki nim nie popłynęłam w czeluściach zgryzoty. Na szczęście dzisiaj moje nabuzowane hormony wyparowały, jestem wypompowana i wyczerpana, chociaż do spokoju jeszcze mi daleko... Mimo to staram się walczyć, dostrzegać drobiazgi tam gdzie ich na pierwszy rzut oka nie widać.



 PODPIS

4 komentarze:

  1. "Jak masz czas, żeby narzekać na coś, to masz czas, żeby coś z tym zrobić" Anthony J. D'Angelo

    OdpowiedzUsuń
  2. i widzisz jest światełko w tunelu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh, ale salon to masz wypasiony ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mój salon 1,5 roku temu wyglądał identycznie , wszystko będzie super :)

    OdpowiedzUsuń