poniedziałek, 3 marca 2014

Jedzenie w locie.

Zawód Matka jest bardzo wymagający.
A jak próbuje się robić coś "na boku" jest jeszcze trudniej.
Dlatego czasem chcąc nie chcąc trzeba iść na skróty...
Na przykład w kuchni.



Przyznaję bez bicia, że lubię gotować. Sprawia mi to ogromną przyjemność i daje satysfakcję. Jednak nie mam dobrych warunków by wykazać się całkowicie. Brak piekarnika wielokrotnie powoduje u mnie frustrację. To, że lubię gotować nie oznacza, że lubię stać w garach pół dnia lub dłużej. Jestem fanką gotowania na 2 a czasem i na 3 dni. Uwielbiam dania jednogarnkowe, wszelkiej maści gulasze i warzywne kremowe zupy. Lubię dni gdy jestem w domu cały dzień. Wtedy wchodzę w rytm rytualnych przygotowań posiłków... Przykładowo:

Dzień zaczynam od szklanki ciepłej wody z cytryną na czczo. 
W między czasie przygotowuję owsiankę/jaglankę z rozmaitymi dodatkami. Dziecku serwuję z jogurtem owocowym i zjadamy razem :)
Robię też dla nas herbaty - Dla mnie zielona, dla Lenki owocowa, koniecznie z kroplą cytryny i plastrem pomarańczy ostatnio hitem jest kawa inka wypijana z filiżanek :)
Tego dnia też robię sok np. z pomarańczy czy owocowo-warzywny.
Przygotowuję kremową zupę np. marchewkową z pomarańczą (faza na pomarańcze trwa) dzisiaj zrobiłam burakowo-pomidorową.
Następnym daniem jest obiad główny. Ostatnio zrobiłam naleśniki z nadzieniem meksykańskim. Nadzienie to danie jednogarnkowe. Do garnka wrzucam cebulę, czosnek, pierś z kurczaka, fasolę i kukurydzę z puszki, koncentrat pomidorowy z wodą i doprawiam czym chcę. (obiad na 2 dni) Dzisiaj natomiast są pulpeciki wg Pascala, które z książki kucharskiej wybrała Lenka :)
W takim dniu obowiązkowo wręcz serwuję kawę gotowaną z przyprawami.
A jeśli wieczorem gibam się to robię sałatkę lub kanapkę z twarogiem :)


W ostatnim czasie takich dni jak na lekarstwo. Więc w kuchni sięgam po "pomoce". Czasem dzwonię do Mamy czy ma jakieś kotlety w zanadrzu do podziałki :) Czasem teściowa nas obdarzy czymś dobrym. Czasem robię pierogi czy inne pyzy z biedronki. Czasem mąż przywozi niezdrowe żarło z maca, kebaba z baraniny, kiełbasę czy pizzę (to się zdarza baaardzo rzadko). Idealnym rozwiązaniem byłoby dla mnie zamawianie jedzenia online. Taką funkcję posiada FoodPanda. Rewelacyjna strona gdzie można wybrać sobie to co się chce niemal jak na miejscu w restauracji. Jedyny minus jest taki, że takie cuda nie w mojej wsi, więc jak macie mało czasu na gotowanie a chcecie zjeść zdrowo to polecam :)

 PODPIS

2 komentarze:

  1. Ja też praktykuję gotowanie na 2 dni:D Czy z braku czasu...hmm bardziej z lenistwa a poza tym jesteśmy tylko ja i Mała, więc nie zjemy wszystkiego na raz (aczkolwiek coraz lepiej nam idzie- a dupa rośnie)...
    Dzięki za pomysł na drugie danie:D Naleśniki- dawno tego u nas nie było... i jeszcze z takim farszem... Już notuję listę zakupów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. W mojej wsi też tego nie ma :)

    OdpowiedzUsuń