wtorek, 15 kwietnia 2014

Chrzanić deszcz!

Jak się okazuję autoterapia może być w zasięgu ręki.
A deszcz może działać oczyszczająco.
KATHARSIS 
Dla stanu ciała i umysłu.






Po 11 dniach żałobnej przerwy w treningach, w niedzielę wsiadłam na rower. Nie wiem dlaczego ale jakiś lęk we mnie się rozsiedział. Postanowiłam go przełamać. Pogoda jest zaskakująca. Gdy ruszyłam oślepiało mnie słońce. Potem zerwał się wiatr, ciepły bardzo przyjemny. Z czasem gdy jechałam widziałam po swojej lewej stronie - zachodniej, jak nadchodzą chmury i ścianę deszczu, która się przybliża. Mimo to postanowiłam jechać dalej. Nie mogłam się doczekać jazdy w deszczu. Zawsze uciekałam, chroniłam się przed deszczem. Nie tym razem. Deszcz lał wraz z gradem a ja pędziłam dalej, ile sił w nogach. Niesamowite przeżycie. 

Po kilku miesiącach udręki ze starym sypiącym się telefonem, nareszcie mogłam jechać z muzyką na full i nic się nie rozłączało w trakcie. Moja playlista jest dynamiczna. I tak też jeżdżę na rowerze. W zależności do tempa muzyki, dostosowuję tempo jazdy. I tak potrafię grzać przed siebie, niemal na stojąco, w rytm refrenu danego utworu, po to by zwolnić przy zwrotce. 

Wczoraj padało cały dzień. A ja nie mogłam się doczekać powrotu męża z pracy. Skróciłam trasę o połowę, bo padało porządnie. Ale 30 minut zrobiło swoje. Rześkie deszczowo-leśne powietrze. No i te widoki, ta tęcza...





Po powrocie rozgrzewałam się gorącą pomarańczową herbatą z imbirem ;)



 PODPIS

1 komentarz: