środa, 16 kwietnia 2014

Jedwabiste włosy - kołtuna nie ma.

Dziś nastąpił przełom.
Moja Córka przyniosła gumeczki i powiedziała:
"Pocieś mnie Mamo kucyćki"
:D

Lenka jest wymagająca. Trzeba się przy niej gimnastykować i tłumaczyć do zmordowania, by na końcu powiedzieć "bo nie ma dżemu". Pamiętacie jak pisałam o kołtunie na głowie mojej Córki? Pisałam tutaj. Otóż włosy mojego Dziecka to wyższa szkoła jazdy. 

Z pomocą przyszła "Planeta Organica" czyli mój szampon do włosów i odżywka. Kąpiąc Lenkę postawiłam przed Nią wszystkie szampony, odżywki i maski do włosów jakie mamy w domu. Pozwoliłam Córce zadecydować czym chce mieć umyte włoski. Wybór padł na rosyjskie cuda.

Szampon fiński do wrażliwej skóry głowy.

Prowansalski, regenerujący balsam do włosów.

Nie miałam obaw przy stosowaniu powyższych kosmetyków. Mają naturalne składniki, które pielęgnują skórę głowy i włosy. Odżywki użyłam odrobinę na same końce. To był sukces! Lenka na wspomnienie o myciu głowy reaguję krzykiem "Nie! Nie chce myć włosów! Nie lubię!!!". Te kosmetyki przepięknie pachną no i aplikacja z pompki, bardzo Lence się podoba. A już najbardziej fakt, że to jest "Mamy". 

Ale to nie koniec. Dalsze kroki w ujarzmieniu kołtuna to spray ułatwiający rozczesywanie włosów i... jedwab! Spray ułatwia rozczesywanie jako tako, ale to też jest frajda dla Lenki.

Lilliputz - spray ułatwiający rozczesywanie, by Rossman.

Jedwab nakładamy razem. Lenka go uwielbia, muszę pilnować by ilość była minimalna. Bo Dziecko moje ma skłonności do przesady :D

Prawdziwa pielęgnacja! Włoski myjemy raz w tygodniu (czasem jest to ponad tydzień przy silnym oporze Lenki) jedwab nakładamy tylko po umyciu, spray w zależności czy jest kołtun na głowie. Od kilku dni mamy nareszcie spokój! Dzisiaj moje Dziecko po spaniu w nocy wstało BEZ najmniejszego kołtuna! Rozczesanie trwało chwile! Pierwszy raz! I pierwszy raz przyniosła gumeczki i kazała się "pociesać". Wyszły AŻ warkoczyki :D


Da się?
Da się!
Tylko trzeba się nagimnastykować :D

Dumna jestem z Lenki :)



 PODPIS

5 komentarzy:

  1. Ja jako dziecko nienawidziłam się czesac. A jak się darłam przy tym :) Cudne Lenka ma warkoczyki :)
    Mój Synek nie lubi za to obcinac włosów. Zawsze jest wtedy w domu masakra. A włosy rosną Mu w ekspresowym tempie. Muszę Go wtedy czymś przekupic, chociaż i to czasem nie działa. Dzieciaki mają jednak swoje "fanaberie" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też miałam kołtuny jako dziecko. Zresztą mam do teraz. Z tym że w dzisiejszych czasach dużo łatwiej sprawić żeby włosy się łatwiej rozczesywały niż kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja do dzisiaj pamiętam to szarpanie włosów przy czesaniu, brrrrr :)
    Jak Tymon miał loki też mu nakładałam moje odżywki:)

    Fajnie, bo od razu Lena się uczy pielęgnacji. Jak będzie nastolatką to będzie to dla niej norma, a nie katorga. A jakie będzie miała włosy ! Jak marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. musze poszukać tego szamponu :-)))

    Gabi też ma bardzo wymagające włosy ale np ten sprawy wcale nie ułatwiał nam sprawy poplątanych włosów ale wiem że w wielu przypadkach się pieknie sprawdza ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Janka ma śliczne włosy (do roku była prawie zupełnie łysa, tylko z białym meszkiem, a teraz - cztery i pół roku, loki do pasa), ale paskudnie się kołtunią - ja tego nie znam, mam proste włosy, które mogłabym czesać raz w tygodniu.
    Ale u niej zadziałała logika - albo długie włosy i czesanie ich, albo obcinamy. Z myciem już dawno nie ma problemów, gorzej z rozczesywaniem - tu potwierdzam, akurat Liliputzowy spray używałam, ale jeszcze lepiej działa spray z Avonu Morela i masło Shea (do tego ma lepszy zapach). Gratulacje dla Leny (teraz już spóźnione, ale dopiero trafiłam na tego bloga).

    OdpowiedzUsuń