poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Szanse

Święta Wielkanocne zawsze były dla mnie szczególnie ważne.
Sam fakt Zmartwychwstania w Chrześcijaństwie stanowi ogromny przełom.
I dla mnie ten czas, ten wielki tydzień jest przełomowy.
W tym roku też szczególnie, refleksyjnie.



Wielkanoc to święto o śmierci i o tym jak Jezus Powstaje z Martwych. To święto gdzie koniec oznacza nowy początek. Daję nadzieję, że gdy coś się kończy po nim nadchodzi następne. To szansa - SZANSA na coś nowego, innego, lepszego.

Myślę o moim ojcu, mija 2 tygodnie od jego śmierci i refleksje same nadchodzą w głowie. Po rozmowie z psychologiem myślę trochę od innej strony. Myślę o życiu ojca, o tym jakie miał szanse i jak nie potrafił ich wykorzystać. Staczał się i pogrążał. Nieudolnie próbował "jakoś" egzystować ale wychodziło mu to co raz gorzej. Myślę, że był bardzo nieszczęśliwy. Do dnia swojej śmierci śnił mi się bardzo często. To były trudne i ciężkie sny. Od 2 tygodni mam spokój. Ani jednego snu.

Jako Dziecko byłam nieszczęśliwa, jako nastolatka i później też. Generalnie trudno jest mi być szczęśliwą. We mnie jest ANHEDONIA. Trudno cieszyć mi się do sera. Radości takiej o jakiej pisałam ostatnio Tuuu czy wcześniej Tutaj musiałam się nauczyć. Kiedyś łatwiej mi było pogrążać się w sobie samej, płakać po cichu nad tym, że jestem podła i okropna i nie ma we mnie niczego dobrego. Prawda jest taka, że posiadam mnóstwo predyspozycji by skończyć jak mój ojciec. To na prawdę nic trudnego.

W między czasie postanowiłam zbudować "swój warsztat" na tym co mam. Na tym co uważałam, że jest we mnie złe. Wgłębianie się w tematykę dysfunkcji pozwoliło mi otworzyć oczy na siebie i z czasem zaakceptować to jaka jestem. Każdy punkt zwrotny w swoim życiu traktowałam jako życiową nauczkę, starałam się wyciągać wnioski na przyszłość. Traktowałam to jako kolejne doświadczenie, z którego muszę wycisnąć jak najwięcej. Przestałam się usprawiedliwiać, tłumaczyć, wzbudzać litość, liczyć na pomoc, wsparcie czy współczucie. Nauczyłam się mieć "w dupie" i iść dalej. Będąc zaburzona najtrudniej jest znaleźć zrozumienie. Jeśli nie rozumie mnie nikt z otoczenia to przynajmniej sama muszę siebie rozumieć. Rozumiejąc siebie jestem w stanie zrozumieć moje Dziecko. Przecież jesteśmy do siebie podobne. 

Macierzyństwo było i jest dla mnie trudne, ale to też SZANSA. Moje Dziecko potrzebuje kochającej, SPOKOJNEJ i wyrozumiałej Matki. A ja posiadam wszelkie cechy, które mi to bardzo utrudniają. Dlatego walczę ze sobą dla mojej Córki. Lena jest moim motorem do działania, to dzięki Niej zmieniam się na lepsze udaje mi się osiągać spokój. Nie robiłabym tego, gdyby nie Córka. Nie widziałabym sensu. 

Można się pogrążać z samym sobą. Uważać się z pępka świata i obwiniać wszystkich wkoło za swoje niepowodzenia. Albo budować siebie wykorzystując trudnych rodziców, trudne dzieciństwo i walczyć o siebie by być lepszym, najlepszym.



 PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz