czwartek, 3 kwietnia 2014

Ten ostatni list do Ciebie Tato.

"Pierwszy raz po 20 latach powiedziałam do Ciebie Tato.
Dziś w Twoje imieniny stanęłam nad Twoim grobem i powiedziałam:
"Ty na prawdę umarłeś Tato."


Nie wiem czemu, tak miało być. Dowiedziałam się dzisiaj, wczoraj był Twój pogrzeb. Wiem, że tak po prostu miało być. A wiesz ja w przypadki nie wierzę. Umarłeś ostatniego dnia miesiąca, w którym ja mam urodziny. To również miesiąc w którym 17 lat temu odeszłyśmy od Ciebie. 
Jest mi cholernie dziwnie, jestem w szoku, ciągle nie mogę w to uwierzyć, że tak po prostu Ciebie już nie ma.

W miniony weekend byłam razem z Kasią. Wspominałyśmy Ciebie, śmiałyśmy się. Od kilku tygodni planowałyśmy odwiedzić Ciebie z naszymi dziećmi. Miałyśmy świadomość, że może to być ostatnie spotkanie. Nie zdążyłyśmy...

Nigdy nie wiedziałeś o tym jak wielki wpływ miałeś na nasze życie. Dzięki Tobie obie jesteśmy Dorosłymi Dziećmi Alkoholika - Twoimi Córkami. Traktowałeś nas różnie, jedną gorzej drugą lepiej. 

To dzięki Tobie wybrałam studia pedagogiczne, odbyłam terapię DDA, napisałam na ten temat pracę magisterską. Cały czas poszukiwałam prawdy o sobie.

Dzięki Tobie miałam silną nerwicę, przez kilka lat bałam się Ciebie, uciekałam przed Tobą jak widziałam Ciebie na ulicy. Potem przestałam się bać. Ty byłeś w dobrej formie i spędziłam z Tobą bardzo fajny czas. Wiesz jak ma się 15 lat potrzeba kontaktu z ojcem jest ogromna. I Ty mi dałeś wtedy 4 lata swojej trzeźwości. Potem zacząłeś pić i ja zerwałam z Tobą kontakt.

Przez kolejne lata układałam swoje życie, odgruzowywałam wszystkie lata spędzone z Tobą i to jak mnie naznaczyłeś. Bo gdy wkraczałam w dorosłość miałam okrutne wrażenie, że spierdoliłeś mi dzieciństwo. Dzięki terapii zaczęłam kolekcjonować dobre wspomnienia o Tobie. A dzięki stabilizacji jaką dał mi mąż i Córka co raz częściej myślałam o tym dobrym czasie z Tobą.

Będąc w trakcie terapii udało mi się nakłonić Kasię żeby też taką odbyła. Dzięki temu obie potrafiłyśmy rozmawiać o Tobie jak o naszym ojcu a nie o potworze, który wyrządził nam krzywdę. Miałeś w sobie tyle zła ile dobra. Mężem byłeś do dupy, ojcem marnym. Ale nie byłeś totalnie złym człowiekiem.
 Uwielbiałeś brylować w towarzystwie. Miałeś ogromny dar nawiązywania kontaktów i utrzymywania relacji z innymi ludźmi. Posiadałeś niesamowite umiejętności manipulacji. Lubiłeś być sam. Jeździłeś komarem na ryby, na swoją matkę mówiłeś Angela. Dzięki Tobie poznałam smak śledzi i w dzieciństwie zjadłam kilogramy ryb złowionych przez Ciebie. Ich smak zawsze będzie mi przypominał Ciebie.

Jest mi ogromnie przykro, że tego lepszego czasu nie było więcej. Ale Ty piłeś, a gdy piłeś byłeś nieobliczalny. Przez 18 lat swojego życia z moją Mamą nie potrafiłyśmy Tobie pomóc.

Wiem, że żyło Ci się dobrze. Wbrew wszystkiemu nawet jak nie miałam kontaktu z Tobą, zawsze wiedziałam co robisz i gdzie jesteś. To dawało mi spokój. Zawsze wrażenie na mnie robiło to jak sobie świetnie radzisz.

Wybaczyłam Ci wszystko. To jak nas traktowałeś, jak się mnie wyparłeś, nie chciałeś płacić alimentów i udawałeś, że żyjesz ze zbierania puszek. To wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie gdy uwolniłam się od Ciebie. 

Dziś czuję spokój, już się nie boję w ogóle i modlę się za Ciebie Tato...

Twoja Córka - Ania."

A to napisała Kasia:

"Mój tata.
Nieraz myślałam o tym jak to będzie jak umrzesz. Myślałam, że będzie wcześniej, że bez nas całkiem pójdziesz na dno, ale nie. Radziłeś sobie całkiem nieźle, piłeś ale jak zawsze-z przerwami. Myślę, że byłeś szczęśliwy - bez zobowiązań, tak, jak zawsze chciałeś.

 Miałeś swoją ciemną stronę, nie skarżyłyśmy się, może dlatego wielokrotnie nie znajdowałyśmy zrozumienia dla naszej niechęci do Ciebie.
Przez 3 lata od rozstania z Tobą nie potrafiłam w ogóle Ciebie nazywać, przez 18 lat byłeś dla mnie tatą, potem wszystkie zło nagromadzone przez ten czas wróciło ze zwielokrotnioną siłą, chciałam wyprzeć wszystko, co po Tobie odziedziczyłam, ale nie jestem osobą, która uwielbia nurzać się w nienawiści, czas zrobił swoje. Czas i wielogodzinne rozmowy z Anią i mamą, do tego terapia i wielu dobrych ludzi na mojej drodze życia.
 Zaczęłam dostrzegać w Tobie to, co dobre, cechy, które mając po Tobie pomogły mi w życiu, zaczęły wracać dobre wspomnienia. Byłeś pełen sprzeczności. Z jednej strony nadpobudliwy, zakręcony, z drugiej strony godzinami patrzyłeś na spławik i czekałeś na branie. Albo gołębie, no i oczywiście motor. 

Wiesz co czułam, gdy po wielu latach wsiadłam na motor? To był kosmos, wróciły wspomnienia - cudowne wspomnienia. Zawsze jak z Tobą jechałam chciałam, żebyśmy jechali dłuższą trasą. Lubiłam z Tobą łowić ryby, nie wkurzałeś się jak wypuszczałam do rzeki z powrotem płotki, tylko byłeś zdziwiony, że łowisz, a ich tak mało i się uśmiechałeś pod nosem. Albo nasze wyprawy do lasu na grzyby, jak się denerwowałam, że nie mogę znaleźć grzyba w lesie, to jak jakiegoś znalazłeś tak mnie kierowałeś, żebym znalazła. 

Nie mam z Tobą niezałatwionych spraw, wszystko co chciałam z Tobą załatwić i Ci powiedzieć powiedziałam - bez żalu, bez pretensji, na spokojnie. Przebaczyłam już dawno - tak naprawdę. Dobrze mi się żyło ze świadomością, że jesteś. Lubiłam tę świadomość. Kiedyś sobie pomyślałam, że jak umrzesz, to nareszcie będziesz cały MÓJ, spokojny i lekki i pomimo smutku i łez czuję ten spokój i lekkość.

 Pamiętam Twój śmiech, był charakterystyczny, głośny i rubaszny i Twój uśmiech, który widzę w naszych: Ani i moim - dzieciach. Choć tego nie chciałeś - masz potomków, myślę, że to Ciebie cieszyło - mimo wszystko. 

Teraz jesteś na wyciągnięcie myśli, bliżej niż kiedykolwiek. 
Powierzyłam Cię kiedyś Matce Bożej, żeby nad Tobą czuwała, bo ja już nie mogę. Teraz mogę. Tato

Kasia"

 PODPIS

20 komentarzy:

  1. Bardzo się wzruszyłam, może dlatego, że też jestem DDA, mój Tata zmarł 3 lata temu, nie doczekał wnuczki, ja jednak nie umiem się zmierzyć z tymi emocjami i napisać takieg listu... piękny wpis...

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, płaczę przez ten list ;(
    to chyba taka forma katharsis dla Ciebie.
    pięknie to napisałaś, ta prosto, a z taką miłością.
    dobrze, że dał Ci te parę lat trzeźwości, że miałaś wtedy ojca i niech to zostanie tylko w Twojej pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  3. może kiedys dojrzeję aby tak patrzec na mojego "ojca"... moze keidys... ale nie dzis i nie jutro...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś niesamowicie dojrzała, szczera znasz swoją wartość na przekór przeciwnościom losu. List napisałaś wspaniały!

    OdpowiedzUsuń
  5. też sobie popłakałem

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne! Zaczęłam ryczec na samym wstępie!

    OdpowiedzUsuń
  7. No i muszę się od nowa malować do pracy !
    Piękny list.
    Jakbym czytała siebie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne i Ty jesteś piękna bo potrafiłaś wybaczyc.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytając twój list czułam że czytam swoje uczucia do własnego ojca , wiem że on jeszcze żyje ale mimo krzywdy i spieprzonego dzieciństwa nie chcę go znać ..................Aniu piękny list.

    OdpowiedzUsuń
  10. Smutne - prawdziwe - łzy poleciały!
    Brawo za odwagę, ja bym się na taki list nie zdobyła! Podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo, że sama tyle przeszłam to jednak nie wiem co Ci napisać żeby nie było to banalne.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pięknie napisane, tak dojrzale.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oba listy są piękne, wzruszające. Żałuję tylko, że musiałyście przejść przez to wszystko :*

    OdpowiedzUsuń
  14. I współczuję i podziwiam. Jesteście niesamowicie silne!

    OdpowiedzUsuń