środa, 21 maja 2014

Leny pierwsze pobranie krwi.

Z Dzieckiem nic nie jest proste.
Jak jest coś co nas niepokoi to:
 albo olewamy, albo tłumaczymy "bo dzieci tak mają", albo szukamy źródła przyczyny.
U nas olewania nie było, tłumaczeń było setki.
Teraz szukamy przyczyn.

Nam formuła tłumaczeń i zaciskania zębów wyczerpała się. Za nami kolejny okres wzmożonych histerii z waleniem głową gdzie popadnie i agresją do wszystkich dookoła. Pisałam TUTAJ, tuuu a wcześniej też tu. Teraz jesteśmy w fazie diagnostycznej czyli wszelkich badań. Za nami jedno z najtrudniejszych: pobieranie krwi.
 
 
 
Skierowanie mamy od 2 tygodni ale jak to z moim Dzieckiem bywa: to nie takie proste. Lena przed spaniem wieczornym wypija 150 rzadkiej kaszki. Do rana śpi a ok. 6 chce pić i jest to sok owocowy pół na pół z wodą. Z tym był największy problem, bo jak wytłumaczyć Cholerze, że soczku nie ma i jedziemy na badania? Musieliśmy poczekać. Na szczęście w poniedziałek Lena spała dłużej bo aż do 7:40 gdzie ja już zdążyłam ogarnąć siebie. Jak nam się udało?
 
Przede wszystkim dzień wcześniej Lence niczego nie tłumaczyłam. Dzięki temu Dziecko spokojnie przespało noc. Rano żadne z nas nie jadło i nie piło, żeby nie prowokować chęci u Lenki. Lenka wstała została ubrana i od razu wyszliśmy z domu. Powiedziałam, że jedziemy do Pani doktor na badania. Nie tłumaczyłam jakie i co się będzie działo. Lena jest za mała, żeby tłumaczyć o czymś o czym nie ma zielonego pojęcia a co mogłoby Ją wystraszyć na zapas. 
 
 
 
Pojechaliśmy do naszej przychodni a tam pobrań nie było (czego się domyślałam ale nie byłam pewna a czasu na dzwonienie nie było). Pojechaliśmy do laboratorium w mieście, tam odczekaliśmy swoje i weszliśmy do gabinetu. Akcja potoczyła się bardzo szybko:
Mąż trzymał na kolanach Lenkę. Jedna Pani trzymała rękę, żeby Lena jej nie wyrwała, druga pobierała krew a ja skutecznie odwracałam uwagę tak by Lena nie widziała co się dzieje. Mąż też starał się tak "trzymać" głowę Leny żeby niczego nie widziała. W nagrodę naklejka oczywiście i mały stworek :)

Dzięki temu pobranie trwało chwilę, Lena zapłakała raz! Łzy miała w oczach ale nie popłynęły (co innego mi :P )  Po badaniu poleciałam do sklepu, wzięłam bułkę, Kubusia water i kubusiowy mus. Dzięki temu droga powrotna upłynęła nam w spokoju. Natomiast po powrocie do domu, przez niemal cały dzień rozmawiałam z Leną o badaniu. Pokazywałam zdjęcia w internecie (te bez igieł rzecz jasna) jak wygląda probówka z krwią, jak wygląda laboratorium i mikroskop przez który Pani ogląda krew. Tłumaczyłam, że pobranie krwi jest tak naturalną sprawą jak chodzenie do kibla i każdy z nas miał wiele razy takie badanie. Tu pomocne okazały się moje ręce i maleńkie blizny po setkach pobrań jakie miałam. 

Cały dzień to również powtarzanie milion razy jak Dzielna jest Lena, jaki z niej bohater i jak bardzo dumni jesteśmy :)

Dzięki temu obyło się bez traumy, strachu i bardzo szybko.



 PODPIS

6 komentarzy:

  1. Fajny pomysł z zainteresowaniem córki, co później się dzieje z jej krwią, jak wyglądają badania ;) Gratuluję pomysłowości!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka dzielna dziewczynka :) Moja córka darła się zawsze jak cholera i pewnie tak będzie zawsze, bo to mały histeryk. Co do soczku to mówisz, że dziś nie ma i tyle, po sprawie. Ja ostatnio byłam w szoku, bo dowiedziałam się, że przed oddaniem krwi można, a nawet powinno napić się wody, najlepiej szklankę :-O nie wiem jak to ma się w stosunku do dzieci, ale ja badam krwe przeciez latami, a od dwóch lat co 2 msc i pierwszy raz takie nowiny słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też się obawiam pobrania krwi, ale wolałam z palca mimo, że trwało dłużej niż z żyły, a młoda zniosła bardzo dzielnie i dostała lizaka (pierwszego w życiu) więc tym bardziej miała powód do zachwytu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzielna dzielna Lena. My musimy obierac prywatnie pistoletem cisnieniowym z palca i to nie jest zadna fanaberia tylko po prostu przy pobieraniu z zyly piotrekwpada w taka histerie ze krew nie plynie.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i brawo. Lenka jest bohaterem.
    Ja za każdym razem kiedy idę z Alą na badania krwii ( a było już ich z 5) to mam stresa. Im młoda większa tym trudniej mi nad nią zapanować a jej i mi nad płaczem. Na szczęście szybko przestaje płakać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój Kacper do 4 roku życia był spokojny, a w tym roku na wstrzykiwaniu kontrastu wył jak nie wiem, choć siedział grzecznie.

    OdpowiedzUsuń