środa, 4 czerwca 2014

O mojej więzi z Leną.

Moja więź z Córką na pewno nie jest oczywista ani prosta.
Od pierwszych chwil narodzin Lenki, nasza relacja była wystawiona na próbę.
I nic nie było łatwe jak to opisywano w poradnikach/gazetach/portalach internetowych.
Po urodzeniu Córki mając Ją w ramionach przede wszystkim byłam w szoku.
Nie zalała mnie żadna fala miłości.


Pamiętam jeszcze jako 8-9letnia dziewczynka bawiłam się z podwórkową koleżanką w "Matki" miałyśmy swoje bobasy lalki i oczywiście ja miałam Córeczkę. Pamiętam jak miałam torebkę a w niej wszelkie ważne dokumenty i pustą paczkę po papierosach mojego ojca a w niej utemperowane kredki tak by się w niej mieściły. Był tam tez pęk starych kluczy: do domu, do auta i do biura oczywiście. 

Pamiętam jak miałam 10 lat i urodziła się moja młodsza siostra. Pchałam się do niej tak bardzo, że robiłam niemal wszystkie czynności około pielęgnacyjne ze zmianą pieluch tetrowych na czele. I jak ją usypiałam bujając się razem z nią.

Pamiętam jak miałam 20 lat i w głowie myślałam o tym, że wystudiuję się do magisterki a potem będę szukać materiału na potencjalnego ojca mojej Córki.

Zawsze marzyłam o Córce. Śniła mi się Córka po nocach i brzuch po którym się głaskałam i jak chodziłam z brzuchem po miastach, w których mieszkałam... Dlatego ciąża nie była dla mnie zaskoczeniem, bo mając wtedy 23 lata bardzo świadomie podchodziłam do przyszłego macierzyństwa...

Macierzyństwo było wielkim zaskoczeniem i rozczarowaniem. Jestem ogromnie wdzięczna sobie samej za to, że z uporem maniaka jeździłam do Białegostoku do Profesora i tam też urodziłam ze znieczuleniem. Dzięki temu nie miałam żadnej traumy porodowej. Dzięki temu nie czułam żadnej niechęci do mojej Córki.

Ale nie czułam też bliskości... Przez dobrych kilka tygodni patrzyłam na Lenkę jak na Stwora z kosmosu. Koszmarne karmienie piersią tylko zaburzało więź z Leną. Dopiero gdy koszmar cyckowy się skończył macierzyństwo zaczęło przypominać to coś o czym rozpisywały się poradniki/gazety/portale internetowe. 

I wszystko szło by pięknie gdyby nie fakt, że spędzaniu kilku dni pod rząd w domu z moim Dzieckiem doprowadzało mnie do szału. Doskonale pamiętam te tygodnie gdzie cyklicznie co czwartek urządzałam mężowi afery, bo mnie wewnętrzne ciśnienie rozsadzało. Afery trwały od czwartku do niedzieli, tygodniami, miesiącami... Przecież nie mogłam wyżywać się na Dziecku. Więc odreagowywałam na bogu ducha winnym chłopu.

Nie byłam wpatrzona w Lenę jak w obrazek. To były tylko momenty gdy zalewała mnie fala miłości, gdy mój duch niespokojny siedział gdzieś w kącie. 

Mimo tego wszystkiego udało mi się zbudować silną więź z moim Dzieckiem. Mimo tego, że nie dowierzałam w swoje macierzyństwo tuliłam, całowałam i uczyłam miłości siebie i Lenę. Lena była chciana i wyczekiwana i to ja wydałam ją na świat. Wiele razy gdy już spała ze łzami powtarzałam, że zrobię wszystko by być dla niej lepsza. Lena nadała sens mojemu życiu i jest niesamowitym motorem napędzającym mnie do działania. Wszystko co osiągnęłam w ciągu ostatnich 3 lat zawdzięczam Lence.

Dzisiaj jestem w stanie opanować agresor u Leny i u siebie. Nie nakręcamy siebie nawzajem jak dawniej. Uczymy uspokajać i sprowadzać atmosferę na dobre tory.  Lena uwielbia być ze mną, robić ze mną wszystko, chodzi za mną krok w krok. Rozmawiamy non stop o wszystkim a Lena potrafi nawijać w nieskończoność :) Dzisiaj nie jestem w stanie powiedzieć, że poświęcam siebie dla Dziecka. Poświęcenie jest wtedy gdy Matka kompletnie nie robi nic poza byciem Matką, nie inwestuje w siebie, nie wykorzystuje tego kopniaka w tyłek od Dziecka.

Dzisiaj widzę jak bardzo Lena jest do mnie podobna. Dlatego w wielu kwestiach wychowawczych postępuję inaczej niż moi rodzice. Powiedzmy, że stosuję pewną profilaktykę by uniknąć wielu problemów w przyszłości. Problemów z jakimi ja się zmagałam.


Jak mi się to udaje? Po prostu znalazłam najlepszy i jedyny sposób na ujarzmienie ADHD... o tym już niedługo :)


 PODPIS

3 komentarze:

  1. Jak bym czytala o sobie...po urodzeniu synka rowniez bylam w ogromnym szoku....nie czulam się matką, mialam ogromne problemy z karmieniem piersią...otoczenie powtarzalo-że to najlepsze, najzdrowsze dla dziecka ale ja nie umialam a moze nie chcialam się nauczyc, dziecko co godzine domagalo się jedzenia a w dodatku mialo kolkę, nie chcę nawet sobie przypominać co wtedy myslalam...przerażal mnie jego płacz, pojawial się strach, że to nigdy nie minie..ale bylo minęlo:)teraz kocham go najbardziej na świecie i rownież jest dla mnie motorem do dzialania,
    pozdrawiam cieplutko
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie z Tymonem było podobnie. Agnieszkę z kolei pokochałam od pierwszego wejrzenia, choć w ciąży zarzekałam się, że nie dam rady (córcia nie była planowana).

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze podziwiam Ciebie i Twoją pracę nad sobą.

    OdpowiedzUsuń