poniedziałek, 30 czerwca 2014

O tym jak z zazdrości, egoizmu, lenistwa i marzeń powstała najwspanialsza społeczność i ciągła motywacja.

Myślę, że najpierw było lenistwo, potem egoizm i na końcu zazdrość.
Marzyłam cały czas.
Bo przecież nie chciało mi się, oj jak nie chciało się ruszyć tyłka z miejsca.
Ale chciało się wiać gdzieś z domu, bo nie wyrabiało się z siedzeniem w domu.
A te szczupłe laski z kratą na brzuchu biły po oczach...
A o czym marzyłam?
O wolności.

Cwaniara ze mnie nie ma co. Żeby coś osiągnąć i zdobyć muszę mieć swój własny sposób. To jest właśnie najważniejsze - przechytrzyć lenistwo i egoizm, sobie wymyślonym sposobem. Marzenia i wizje o poczuciu wolności kusiły i napędzały nie tylko wyobraźnię... Śniłam, że latam, czułam taką lekkość i ogromne możliwości...

Moje dzieciństwo to niebieski rower, składak "pelikan". Mieliście taki? Istny cud techniki! Nie do zdarcia. Mam go cały czas, czeka na Lenkę :D

Zdjęcie: www.mima.pl

Przejechałam na nim mnóstwo kilometrów, w głównej mierze sama. Nawet kartę rowerową na nim zdawałam :) To co najbardziej pamiętam z tym rowerem to właśnie poczucie wolności, że mogę dotrzeć niemal wszędzie bez większych przeszkód... 

Te wspomnienia wracały wiele razy i tęsknota za nimi była coraz większa. I to właśnie mnie napędzało i nakręcało: tęsknota i marzenie by jeszcze raz poczuć się tak szczęśliwa jak wtedy.

Ale mi się nie chciało. Wsiadałam na rower od czasu do czasu, było ciężko. Ciało zastygnięte po latach bezruchu, obniżona wydolność płuc, problemy z oddychaniem, wzmożona alergia na pyłki... Kurwa! Właśnie ten organizm to coś co wymagało największego wysiłku. Żeby fruwać jak kiedyś lub w snach musiałam nie tyle się zawziąć, co po prostu ciężko powalczyć z własnym organizmem.... Dlatego nie chciało mi się. Przejechałam się raz na ruski rok rowerem i nic poza tym. Regularności brak.

A żeby była regularność musi się chcieć. Żeby się chciało potrzebna jest MOTYWACJA, stały napęd, który prze do przodu. Motywacja nie może być zmuszająca - bo to znowu zniechęci, albo się wkurwię i rzucę wszystko w cholerę....

W między czasie patrzyłam na te szczupłe, wysportowane Mamuśki, które gdzieś przemykały przed oczami... Zazdrość kuła a jak zakuła mocniej to trzeba było COŚ wymyślić.

I powstał w mojej głowie pomysł! 

Bo jak już zaczęłam się lepiej odżywiać, trochę schudłam i zaczęłam się aktywizować... i ten rower pojawił się na stałe w mojej codzienności... to przerażała mnie myśl, że jak przyjdzie następna zima, to już nie będę mogła jeździć rowerem... I co wymyśliłam? Że w takim razie mogłabym biegać! Ale weź babo zacznij biegać, jak organizm słaby i żeby go ruszyć to potrzeba mozolnej pracy?

Stąd właśnie wzięły się BIEGOWE MAMY.
Moja grupa wsparcia, którą stworzyłam z pomocą Hexe i Miłki.
Grupa która powstała w wyniku mojego ADHD, lenistwa, egoizmu, zazdrości i marzeń.
Po to bym nie miała wymówek i możliwości porzucenia usilnej próby do osiągnięcia celu.
Za mną 3 miesiące walki. Biegu naokoło na dystans tylko i wyłącznie 3,5km. Biegu gdzie duszności nie pozwalały na truchtanie 1km bez przerwy. Gdzie powrót do domu kończyłam ze łzami w oczach i wściekłością, że się nie da... Bo to jest cholernie trudne! Nigdy nie biegałam, tyle lat siedziałam na dupie. Do tego obniżona wydolność płuc i duszności... I tak w kółko.

W moich marzeniach nie było dystansu ani czasu. W moich marzeniach był bieg gdzie poczuje się wolna, niezależna i że moje nogi odrywają się od ziemi a ja fruwam jak w swoich snach... 
 
I w końcu przekroczyłam punkt 3,5km...
Za mną prawie 5km i sobotnie niemal 7km... Były przerwy, krótkie na stabilizację oddechu. Powrót do domu to nic innego oprócz uśmiechu na twarzy.

Gdyby nie Biegowe Mamy poddałabym się już dawno. Ale wiecie jak One motywują? Wrzucają swoje dystanse które z czasem są coraz dłuższe, stawiają wyzwania i nie poddają się. Więc jeśli zebrałam wszystkie Biegowe Mamy w jedno miejsce to jak mogłabym się poddać? 
 
 
 




 PODPIS

4 komentarze:

  1. Uwielbiam takich ludzi jak Ty :) zmotywowanych i dążących do czegoś, nie ważne czego, ale grunt to mieć jakiś cel w życiu :)
    Życzę i trzymam kciuki pokonywania kolejnych wielu kilometrów! :))))
    Zarażaj zapałem i optymizmem innych!

    OdpowiedzUsuń
  2. No proszę, czyli nie tylko ja?!
    Nie bieganie (choć nie ukrywam, że na bieżni lubię, indoor walking też lubię :) )ale całościowo... Miałam zacząć dziś, zaczęłąm wczoraj (na plus!). Dieta, dzień bez chleba i słodyczy ( a chleb to moja miłość!), dziś trening...
    Obkupiłam się Chodakowską i chcę wytrwać... Schudnąć, mieć siły...
    Wytrwałości nam obu!
    I zapraszam na Greckie CANDY, chętna?

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny pomysł z taką ''grupą wsparcia'' W kupie zawsze raźniej :)

    OdpowiedzUsuń