wtorek, 24 czerwca 2014

Znerwicowane macierzyństwo.

W dzisiejszych czasach macierzyństwo to nie bułka z masłem jakby się wydawało.
To, że mamy postęp techniczny, 3 funkcyjne wózki, pampersy i słoiczki nie upraszcza matkom macierzyństwa tak jak to się wydaje naszym babkom.
Dzisiaj Matki funkcjonują pod presją.
Nie tylko presją otoczenia.
To presja ducha czasu.
I samotność.
Matki czują się samotne.
W pewnym momencie może pojawić się wyniszczający macierzyństwo stres.
Nerwica? 
Depresja?
Bywa i tak.



Nigdy nie zapomnę tego ścisku w brzuchu, gdy kolejny dzień moja Lena koncertowała w stylu jęków i płaczów oraz przyklejenia do nogi. Niby nic w tym dziwnego. Ale pamiętam jak zmusiłam się do wyjścia na spacer po swojej wiejskiej okolicy. Jak kolejny raz na spacerze niemal rzucałam wózkiem w nerwach, trzęsąc się, drżąc, płacząc i przeklinając pod nosem. Bo nie miałam siły na przedzieranie się przez piach na drodze. Lena oczywiście jęcząc i bleszcząc tylko dobijała mnie w owym stanie. Wiele było takich dni, gdzie po jęczeniu Dziecko padło w cudowną drzemkę a ja drżąc w stresie przygotowywałam obiad i modliłam się aby zdążyć przed pobudką...

To nie działo się dawno. Lena miała rok, potem 2 lata... Jeszcze rok temu miałam ten ścisk w brzuchu i nerwicę z przeplatającymi stanami depresyjnymi. Miałam leki! Brałam doraźnie, w ostrych stanach przygnębienia i turbo białej gorączki. Dzięki temu nie zwariowałam do reszty!

To stan kiedy rano matka nie ma sił otworzyć oczu. Na myśl o przyrządzaniu obiadu zalewa fala lęku. Skąd ten lęk? Ano stąd, że mając wyjca u nogi pojawia się potworny stres, że obiadu chłopu się nie poda. Absurdalne? Jak najbardziej:

Bo jak nie zrobisz pierdolonego obiadu, to chłop będzie wściekle głodny.
Jeśli tego obiadu nie zrobisz, to będziesz się wpędzać w poczucie winy...
I wstydu - że nie jesteś w stanie zrobić tak banalnej rzeczy jak obiad!
Bo przecież zajmując się Dzieckiem cały dzień, ta przydomowa orka to pikuś.
Bo przecież Twoja matka dawała sobie radę i babka, która miała gospodarstwo rolne i 5 takich dzieci jak Twoje jedno.
Więc dlaczego dla Ciebie zrobienie obiadu jest takie trudne?

Ano jest. Bo jesteś cały dzień z tym Dzieckiem SAMA! Bo po kilku miesiącach, roku Twój mózg zaczyna kumać, że non stop przebywasz z niemowlakiem i domaga się kontaktów z dwunożnymi dorosłymi. Czujesz, że Twoje nogi wrastają w podłogi domu, bo ilekroć się z kimś umawiasz to jest sraczka, rzyganie i jęki około zębowe.

Raz w miesiącu nadchodzi PMS i wtedy te wszystkie pierdoły ściskające brzuch kumulują się. Jest potworna frustracja i bunt. Jest bezsilność i płacz. Bo przecież Kocham tego małego Potwora. Przecież jako Matka powinnam mieć NADSIŁY, pokorę, cierpliwość itd... Dlaczego nie daję sobie rady? Co jest grane?

No więc taki stan to nie jest NIC ZŁEGO. Ma prawo być. Babka czy matka nie przyzna się do tego, że i ją ogarniała bezsilność piorąc dzień w dzień pieluchy tetrowe. Jak i do tego, że dom w którym mieszkała był wielopokoleniowy i zawsze był ktoś kto pomagał. Dzisiaj pomoc to pojęcie względne. Jedne matki mają, drugie nie mają. Zwykle jest tak, że nie mają. 
 
Można sobie nie radzić.
Można być bezsilną i wyć do księżyca. 
Można błagać o wytrwałość i cierpliwość. 
Można!

Nie trzeba się zadręczać,że powinnam być ze stali.
Nie trzeba się wstydzić i nurzyć w poczuciu winy.
Nie trzeba się bać.
Nie trzeba!


Jasne macierzyństwo jest piękne. 
Czasem aż do urzygu.


 PODPIS

20 komentarzy:

  1. Dziękuję
    K.B.W.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie tak miałam z pierwszym dzieckiem, z drugim jest juz lepiej, ale dopada depresja z powodu braku jakiegos konkretnego celu a nie tylko robota bezcelowa bo i tak zaraz bedzie brudno, obiad zjedzony i nawet dziekuje nie uslyszysz. Z tym, ze moje matka i babcia nigdy nie udawaly nadludzi a wręcz odwrotnie, współczyły. To raczej chyba ludzie, którzy nie mają dzieci i widzą tylko część jakiejś rzeczywistości oceniają najwięcej.Tak z mojego doswiadczenia

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja. Tak jest i nie ma się czego wstydzić, nie wierzę matce, która twierdzi,że nigdy nie ma dość. Czasami każda z nas chce sobie strzelić w łeb,wyjść i nie wrócić- i co z tego?Absolutnie nic, bo w końcu się pozbieramy i żyjemy dalej. Mnie przed kurwicą i nerwicą ocaliło bieganie,naprawdę. Zakładam buty i biegnę w pizdu, nic mnie nie obchodzi i nikt nie ma prawa do mnie dzwonić, chyba,że dzieje się coś złego. Dzięki bieganiu przetrwałam,brzmi śmiesznie,ale to prawda.

    Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brigitta to wcale nie jest śmieszne!
      Mnie też ratuje sport i aktywizacja przydomowa.

      To najlepszy antydepresant i uspokajacz nerowowy.
      Leki od psychiatry mogłam wyrzucić w pizdu.
      Wsiadam na rower i wracam nowo narodzona!

      Usuń
    2. Więc o co chodzi? Wstydzimy się mówić o tym,że czasem nie dajemy rady? Czy nie każdy mąż i ojciec jest taki, że zostanie z dzieckiem, by żona mogła iść na chwilę w pizdu?

      Wiem. Presja. Uśmiechnięte matki z okładek czasopism, reklam, innych blogów. Patrzę na bloga, gdzie wszystko jest cudowne tak bardzo,że mam ochotę puścić bełta i wiem przecież,że ten obrazek jest nieprawdziwy, ale mimo wszystko biorę udział w tej grze pt:idealna matka. Tzn. teraz już nie biorę i lata mi koło pióra co o mnie myślą i mówią.

      I dlatego swoim koleżankom, świeżo upieczonym mamom mówię prawdę i tylko prawdę. Żadnego lukru. Mnie nikt nie powiedział prawdy,a szkoda, bo dzięki niej, przez te pierwsze miesiące macierzyństwa nie obwiniałabym się i nie czuła najgorszą matką świata.

      Tylko akceptując gorsze momenty w macierzyństwie, mogę być naprawdę szczęśliwą mamą :D

      Usuń
    3. Chodzi o wiele wiele. O blokadę w głowię, o perfekcjonizm, o poczucie winy i wstydu.
      O to, że czasem chłopa w domu nie ma i matka sama wychowuje Dziecko a wtedy nie ma komu zostawić na choć 5 minut. Żeby być matką i kobietą dla siebie samej trzeba się przełamać i na wiele rzeczy machnąć ręką. A to nie zawsze jest takie proste...

      Usuń
  4. Doskonale wiem o czym piszesz . Jakiś rok temu przechodziłam cos podobnego . Ból , fizyczny ból gdzieś w środku . Nie dawałam rady psychicznie ale jakoś się podniosłam z tego . Czasem wraca .. na szczęście dość szybko przechodzi .

    OdpowiedzUsuń
  5. Przy zmywaniu naczyc, gdy cala moja trojka juz smacznie spala, zeczelam rozmyslac o tym, czy kiedykolwiek pojde jeszcze do normalnej pracy. Obmyslajac rozne opcje i strategie, doszlam do wniosku, ze jestem prawie na 100% pewna, ze nie. I ta mysl mnie zabija kazdego dnia...

    OdpowiedzUsuń
  6. mam tak do dziś. nie wyobrażam sobie olac dom, pranie, gotowanie itd. musi być idealnie, wg mojego wzorca.
    bo jak? przecież po to siedzę w domu.
    a jeszcze na spacer wyjść, dzieciom dać różnorodne posiłki, witaminy.
    o siebie zadbać, by nie wyglądać jak typowa Matka Polka.
    i tak przychodzą dni, gdy spirala się nakręca, a ja wybucham.
    wyładowuję się na córkach, na mężu.
    czasami nie daję sobie z tym rady i płacze po kątach.
    czuję presję najbliższych, by sprostać ich otoczeniom, bo właśnie każda kobieta miała dziecko, dom na głowie i dawała radę.
    a może właśnie nie dawała, a może właśnie od zawsze bagatelizowana jest nasza rola i stąd to błędne koło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z tym wpisem. Mnie przed totalną depresją ratuje wyjście do pracy. Tu ładuje baterie. Tu tęsknie za dziećmi, gdy po weekendowym maratonie mam ochotę strzelić sobie w łeb.
    Mam duże oparcie w małżu. Ale brakuje nam wspólnego wyjścia, wsparcia babć, bo mamy taką sytuację, że jedna jest zbyt stara aby pomóc, a druga zbyt "młoda" i zajęta.
    Bo to nic złego gdy chcę się odpocząć od dzieci, domu. Wręcz uważam , że to jest wskazane aby była równowaga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu bardzo długo wyłam do księżyca za pracą. Staram się to przetrwać.

      Bardzo dobrze, że masz taką odskocznię! U nas obydwie babcie młode i pracujące ;)

      Usuń
  8. ja za to, że mówie otwarcie, że mnie coś wkurwia, że mnie to dobija, że jest cos nienormalne dostaje "po łapach" dziwne oczy patrza na mnie, bo jak to? matce nie wypada powiedzieć, "mam dosyć", albo " dziś moje dziecko mnie tak wkurza, że wyjdę i schowam się w najciemniejsze krzaki" bądź też " olewam, obiadu nie będzie, zamawiamy chińczyka "
    na szczeście moj mąż ma w dupie, co myślą inni i jest ze mną - obiad? można coś zrobić, ale nie trzeba, spacer? presja wyjścia punkt o godzinie 11 skończyła się jak syn dobił 2 lat, różnorodne posiłki? do tej pory zbieram krytykę, bo jak mogę miec zupę jedną na dwa dni, no sorry, kryminał ...

    kuzynka bezdzietna pyta jak jest Z dzieckiem. mówie otwarcie, szczerze, że jest przejebane! ale to inny etap, nowy początek coś za coś, świadoma decyzja ( albo i nie ),że odwrotu nie ma i jęczenia, że tym co było bo jest inne. dziwne, ale dziękuje mi za szczerość, bo ma dosyć słuchania, że jest bajecznie, że się nic nie zmienia, że dziecko nic nie utrudnia/reorganizuje/obraca o 180 stopni

    najgorsze jest użalanie się nad sobą, dlatego zlewam wszystkie dobre rady i robię jak sama chce
    i też jestem z nim domu cały czas , a pracy nie ma jak nie było, chociaz wyrwałabym się.. jednak dziś wracając z przedszkola tak myślę patrząc na niego.. " i ja miałabym to stracić? tę jego radość w oczach jak jedzie na rowerku i mówi patrz Mamo? " nie teraz , będzie czas na to ;-)

    (Dorota z grupy Biegowych Mam) ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! Ileż to razy "zwracano mi uwagę", że źle wypowiadam się na temat Leny. Bo jak mogę mówić, że jest okropna??? Też jestem za prawdą i mówię prawdę. Nie przysparza mi to znajomych, wręcz przeciwnie ;)

      Dzisiaj i ja nauczona jestem pakować luz w dupościsk. I nie raz na obiad jedliśmy kiełbasę z chlebem. Moje Dziecko uwielbia jeść kiełbasę z Tatą. Mąż nie narzeka. Nauczyłam się też robić obiad w 10 minut.Mimo, że nie posiadam piekarnika...

      Wielu rzeczy nauczyłam się NIE robić i mieć w dupie zamiast się spinać.
      Wychodzę z Córką do kawiarni na "lodka" i kawkę. Ona uwielbia te chwile, obie łapiemy dystans. To są cudowne chwile!

      Lepiej spędzić cały dzień poza domem mając go gdzieś niż ciskać się i chodzić po ścianach.

      Usuń
  9. Swięta racja co piszesz ale z drugiej strony jeśli macierzyństwo, odbiera wolność, zmusza do czegoś, odwraca życie do góry nogami, to po co w to brnąć? nie lepiej nie mieć dzieci? żyć jak się chce bez tego że coś muszę? bez wrzasków, histerii bez powodu? czemu decydujemy się na kolejne dziecko jeśli to taka orka? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co bo to jest tak, że pragnienie posiadania Dziecka jest większe niż zdrowy rozsądek. Czasem względy zdrowotne nie pozwalają na odkładanie macierzyństwa na kiedyś. Zachodzę w ciążę i jestem szczęśliwa tak, że fruwam nad ziemią. Myślę o tym, że skoro inni dają radę to czemu ja mam nie dać? Szkoda, że o tych trudach macierzyńskich za mało się mówi. Cały czas za mało.

      Między innymi z tych powodów na razie nie planuję 2 Dziecka. Po co mam świadomie wchodzić w ten horror? Nie jestem gotowa na powtórkę z rozrywki. Mam teraz spokój i chcę się nim napawać jeszcze jakiś czas ;)

      Usuń
  10. Święta racja!!! Ale nie, wszędzie zdjęcia cudownych mam, zadbane, wymalowane, uśmiechnięte i szczęśliwe, a ty kulisz się w sobie, bo lakier ci odprysnął wczoraj, masz sińce pod oczyma i chcesz gdzieś wyjść bez tego dziecka!!! Ale jak to mamo?!

    Ostatnio kupowałam coś u jednej pani, śliczna, duży brzuszek, lekki makijaż, ładne ubrania, w domu jak w muzeum, dziecko jak z reklamy, w międzyczasie przyszedł tata z obiadem, wziął synka, powiedział będziemy o 16... No jak się pół dnia nie ma dziecka i jeszcze ma gotowy obiad to można się ogarnąć :D to nie, że zazdroszczę, jedni mają tak, inni tak, ona ma pomoc, inna kobieta ma kilkoro dzieci i męża lenia. Ale faktem jest, że jesteśmy w różnych sytuacjach, mamy różnych mężów, albo ich nie mamy, dzieci mają inne charaktery (jak pilnuję syna koleżanki to jestem w szoku, że dziecko może być takie spokojne i nie płakać ciągle), my jesteśmy inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy inne i mamy różne sytuacje. Bez względu na to i tak większość z nas przeżywa te skrajne, negatywne emocje i doświadcza tej macierzyńskiej nerwicy i depresji...

      Usuń
  11. Hej,

    Odpowiem ci szczerze że mam tak samo i też o tym napisałam http://obcasywsieci.pl/podwojne-oblicze-macierzynstwa/ , Z jednym małym szczegółem, mój mąż widząc jak się męczę wprost powiedział mi abym wyszła z domu do ludzi, w niedziele mogę robić co chcę, nie dlatego że mąż mi dał jeden dzień odpoczynku, Pracuje od 7 do 19 jak wstaje mały śpi, jak wraca też. Czasami jak nie daje rady w nocy to daje mi pospać i sam wstanie... Szkoda lecz tak już jest w tej Polsce... W niedziele jedyny dzień jaki ma wolny zostaje z małym i tylko wzywa mnie telefonem na karmienie:) Pamiętaj kiedyś było tak że wszyscy pomagali przy dziecku, Jak matka wracała do domu ze szpitala to cała rodzina się zwalała... jak szła w pole to i sąsiadka popilnowała, ciotka, babka, każdy... I o tym przypomina mi Babcia, która zawsze powtarza że kiedyś było łatwiej mówiąc "Dziś macie pampersy i inne udogodnienia, ja za pampersy miałam kuzynkę, a becikiem to była siostra" I tak jakoś to szło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny artykul,chociaz troche poprawil mi humor.Jestem mama 2 dzieci i wlasnie zamowilam wizyte u psychologa bo niestety wysiadam.2 dziecko jest w miare ale corka daje tak popalic ,ze odechciewa sie zyc.Codzienna walka z nia wykonczyla mnie.Takze jak widze kobiety w ciazy to im wspolczuje.Macierzynstwo jest przereklamowane.Dla mnie to utrata wlasnego zycia i tyle.Szkoda ze nie pokaza dnia matki.wiele kobiet wtedy by sie grubo zastanowilo nad posiadaniem potomstwa.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń